środa, 13 marca 2013

,,Burza" Julie Cross

Dzisiaj: Jackson i Holly są w sobie zakochani

Jutro: ona będzie umierać w jego ramionach
Wczoraj: on musi temu zapobiec

Dziewiętnastoletni Jackson Meyer jest zwyczajnym chłopakiem, studiuje, ma dziewczynę… i potrafi podróżować w czasie. Pewnego dnia nieznajomi mężczyźni napadają na Jacksona i jego ukochaną Holly, podczas brutalnej szarpaniny dziewczyna zostaje  poważnie ranna. Przerażony i spanikowany Jackson cofa się w czasie o dwa lata, lecz ten skok okazuje się inny niż wszystkie. Chłopak zostaje uwięziony w przeszłości.
Jackson chcąc uratować Holly, nie ustaje w rozpaczliwych próbach odnalezienia drogi powrotnej do swojego czasu, lecz po serii niepowodzeń godzi się z losem i postanawia dowiedzieć się więcej o swych umiejętnościach. Jednak ludzie, którzy strzelali do Holly, depczą mu po piętach. Wrogowie Czasu zrobią wszystko, by wcielić młodego podróżnika w swoje szeregi. Przystąpi do nich albo zginie. Wciągnięty w wir tajemnic dotyczących swojej rodziny i Wrogów Czasu, Jackson musi zdecydować, jak daleko się posunie, aby uratować Holly, a może i cały świat.

Komentarz: Sądzę, że powinnam już na początku stwierdzić, że okładka książki jakoś za bardzo mnie nie zachęcała(Tak, wiem, nie ocenia się książki po okładce, ale pomimo to… Okładka też dużo daje przy wyborze powieści do czytania). Gdy patrzyłam na jej przód, pierwsze co mi się nasuwało na myśl to: fabuła skupia się na tańcu. Nie wiem dlaczego, tak pomyślałam. Może zbyt wiele razy oglądałam „Step Up”???

W każdym bądź razie, kiedy próbowałam dopasować opis z tyłu i okładkę z przodu, to jakoś nie odpowiadało mi to zestawienie(Wiem! Jestem wybredna!).
Lecz pomimo tego, postanowiłam spróbować.

Przyjemnie się ją czytało, tylko w niektórych momentach, szczególnie w końcówce, wydawało mi się, że sytuacje były nieco naciągane. Ale to i tak nie zmienia faktu, że ,,Burza” zaliczyła się do moich ulubionych powieści. Dynamiczna akcja, dokładnie opisywane wrażenia głównego bohatera, niespodziewane sytuacje, tajemnice które szokują oraz zmagania i rozterki Jacksona na pewno są znaczącymi atutami.

Po raz drugi zetknęłam się z prozą skupiającą uwagę na podróżach w czasie( pierwszą była Trylogia Czasu Kerstin Gier). Dzięki temu miałam porównanie i mogłam dostrzec różnice między obydwoma. Przykładowo w Trylogii Czasu Gwendolyn musiała przenosić się w przeszłość za pomocą urządzenia w określonych okresach czasu, ponieważ nie mogła kontrolować swojego „daru”, zaś Jackson może przenosić się w inne czasy, kiedy tylko tego zapragnie.
Bardziej pokomplikowaną sprawą jest kwestia wpływu na przyszłe wydarzenia. W Trylogii Czasu, jeżeli ktoś zobaczył Gwendolyn lub zrobiła coś znaczącego np. zostawiła w 1872 telefon komórkowy, to to miało znaczący wpływ na przyszłość. Co do Jacksona to u niego sprawa wygląda tak: ,,niepełny skok” jest wtedy gdy cofa się w przeszłość i robi najróżniejsze rzeczy, a gdy wraca z powrotem nic się nie zmienia. Przykładowo: cofa się o godzinę i rozmawia z nieznaną dziewczyną, a gdy wraca z powrotem ona go nie pamięta. A ,,Pełne skoki” są tak jak w przypadku Gwendolyn bardzo znaczące w ich teraźniejszości.

Wyznam, że podróże w czasie od zawsze mnie fascynowały, dlatego też czytam takie książki z samą przyjemnością. Jeżeli ktoś zapytałby się mnie, która z wymienionych powyżej powieści jest lepsza, zapewne stwierdziłabym, że Trylogia Czasu z Gwendolyn, ponieważ mogłam się z nią bardziej utożsamić i dogłębniej poznać zasady panujące w tamtym świecie po przeczytaniu trzech tomów. Do tego wątek miłosny jest o wiele bardziej rozwinięty( a patrząc na mój charakter, jest to rzecz najważniejsza).Oczywiście, nie wykluczam ,,Burzy” jako literackiego przełomu, bo również odznacza się swym wyjątkowym charakterem. Pisana z perspektywy chłopaka, wzbogaca moją wiedzę na temat tego jak niektóre osobniki płci męskiej postrzegają pewne sprawy. Tylko, że może być to niezbyt wiarygodne, kiedy autorem jest kobieta, a jak wiadomo, nie mogła bezpośrednio zajrzeć do głowy faceta. Chyba…
Wspominając jeszcze o wątku miłosnym, jakoś za bardzo mnie nie przekonał. Po prostu nie czułam za bardzo tego… Tego… Jak by to nazwać…? Wszechogarniającego chaosu, przepełnionego namiętnościami? Więzi, która powoduje, że czytelniczka ma ciągłą ochotę na czytanie o perypetiach głównych bohaterów? Cóż, w każdym bądź razie właśnie tego mi zabrakło.

Ale kocham ,,Burzę” za to, że wciąga, zaskakuje i podtrzymuje w napięciu.
Narracja: 1-osobowa

PS. Podobno ma powstać film, a prawo do ekranizacji zakupił producent ,,Igrzysk Śmierci” i ,,Zmierzchu”.

 

2 komentarze:

  1. Książka bardzo mi się spodobała i czekam na kontynuacje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś się chciałam za nią zabrać :D
    +Weroniko moja kochana, przyjaciółko jak już cię kiedyś informowałam zwrot: W każdym bądź razie, jest błędny językowo. Jest to bowiem połączenie poprawnej formy "w każdym razie" oraz "bądź co bądź". ^^

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy