piątek, 6 września 2013

,,Bunt" Lili St. Crow

TOM IV

Nikt już nie będzie mówił Dru, co ma robić.

Szesnastoletnia łowczyni demonów zawsze była posłuszna. Słuchała ojca, z którym wędrowała z miasta do miasta,polując na przenikające do współczesnego świata potwory – i zginął z jej ręki. Słuchała Zakonu – i dostała tylko kłamstwa.

Słuchała swojego mentora, który szkoli ją do walki z wampirami – i straciła jedynego przyjaciela (a może więcej niż przyjaciela), jakiego miała.

Dru nie chce już być posłuszna. Sama uwolni porwanego ukochanego i sprowadzi go do miejsca, które stało się ich domem – najstarszej i najlepszej szkoły dla łowców wampirów. I zmierzy się z władcą nieumarłych na własnych warunkach – czy to się podoba Zakonowi, czy nie...
Komentarz: Dru Anderson, jeszcze nie rozkwitnięta swietocza, której życie zamieniło się w pasmo nieszczęść i samych kłopotów, odkąd zastrzeliła swojego ojca-zombie. Poznała już smak zdrady oraz zemsty – wymierzonej na jej własnej osobie, poczuła pierwsze drgnienia serca za sprawą zauroczeń i zmierzyła się twarzą w twarz z samym królem wampirów.

Po porwaniu Gravesa z Scholi Prima(miejsca gdzie znajduje się główny Zakon djampirów) postanowiła za wszelką cenę go odbić. I właśnie nadszedł ten czas.
Fabuła ,,Buntu” opiera się w głównej mierze na treningach Dru i jej ciągłych rozterkach( owszem, w sporej dozie bohaterka płacze jak opętana i popada w ataki rozpaczy…), ale przedstawiono tutaj również wspaniałe pomysły i decyzje, które bohaterka musiała podejmować prawie że na każdym kroku. Jej związek-nie związek z Christophem( ta sprawa jest całkowicie skomplikowana, bo nie są ze sobą oficjalnie, ale lubią obdarzać się pocałunkami) staje się… No, jakby to powiedzieć… Dziwny??? Niby obojgu zależy na wzajemnym zaufaniu, ale w rzeczywistości, piętrzą się między same kłamstwa i niedomówienia. Co w takiej sytuacji począć?

Cóż, najlepszym, a zarazem najbardziej zapamiętanym przez mnie fragmentami z książki są sceny końcowe, tudzież punkt kulminacyjny, który mogę ująć słowami: kompletna anarchia, pełno krwi, łez i potu oraz morderczy wyścig z czasem. Sceny walki za pomocą mieczów malaika są wręcz ukazane jak taniec baletnicy – pełno w nim gracji, stanowczości i mrocznej nuty. To właśnie przy nich najbardziej rozgorzały w moich żyłach emocje.
Jeśli chodzi o bohaterów, to można zauważyć ich ciągłe zmiany, no oprócz Christophe, zachowującego zawsze stoicki spokój i opanowanie(nawet jeżeli świat miałby zacząć się walić jemu na głowę, to sądzę, że też przyjąłby to niewzruszony). Na początku poznajemy nową znajomą bohaterki, kobietę wilkołak – Nat – która jako jej pierwsza przyjaciółka, pomaga jej zachować równowagę psychiczną(tudzież: zabiera Dru na potajemne schadzki do miasta, aby mogła trochę odetchnąć od kamiennych murów Scholi). Cóż, charakterek też ma niczego sobie…

Ogólnie rzecz biorąc tom czwarty cyklu ,,Inne anioły”, podtrzymuje poziom poprzednich części. Wszystko jest pięknie i gładko napisane oraz przez cały czas podtrzymuje akcję, dzięki czemu czytelnik nie może się zanudzić. Wszelkie przemyślenia i reakcje Dru, przypadły mi do gustu i czasem rozśmieszały.
To jest właśnie plusem tej powieści, że każda rzecz ma jakieś znaczenie i można w prosty sposób zrozumieć co autorka miała na myśli. Tutaj nie ma żadnego owijania w bawełnę, jest tylko prosta i szybka akcja, która bezwarunkowo wciąga .

Narracja: 1-osobowa

3 komentarze:

  1. Nie podzielam Twojej opinii - jak dla mnie ten tom (no i poprzedni też...) był nudny, strasznie się męczyłam czytając go.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć ;)
      A może czytać...?

      Usuń

Obserwatorzy