poniedziałek, 9 września 2013

Manga & Anime Blogger Tag


Chciałam na początek podziękować Aypie za otagowanie i wprowadzenie mnie do pierwszej takiej zabawy dotyczącej anime & mangi. Dziękuję! ^^

"Tag ten powstał, aby łączyć fanów M&A piszących blogi. Należy odpowiedzieć na 10 zawartych w nim pytań, następnie nominować 7 osób i poinformować ich o nominacji."

sobota, 7 września 2013

,,Czas odwetu" Lili St. Crow


TOM V

Przed dziewczyną inną niż wszystkie – niebezpieczną, wrażliwą, samotną i zakochaną – ostatnia walka,
ostatni wybór, ostatnia ofiara

Nikt się nie spodziewał, że Dru wytrwa tak długo – morderczy trening i nieustanne zagrożenie. Ani Graves. Ani Christophe. Ani sama Dru.
Walczyła z mordercami rodem nie z tego świata. Pokonała potwory ze swoich najgorszych koszmarów. A teraz kiedy jest wyszkolona i śmiertelnie niebezpieczna, nie potrzebuje nawet broni. Ale Prawdziwy Świat pozostał jaki był – przerażający. A najgorsze ma dopiero nadejść...

Desperacka ucieczka może nie ocalić Dru, nawet jeśli jest z nią jej ukochany. Bo teraz zdrada przyjdzie ze strony kogoś, komu ufała najbardziej. Bo teraz przeżyć oznacza zapłacić niewyobrażalną cenę. Czy czyjekolwiek życie – włącznie z jej własnym – jest warte takiego poświęcenia?

Komentarz: Dru Anderson musiała przejść długą i wyboistą drogę, aby nareszcie rozkwitnąć i stać się zabójczą dla wampirów swietoczą. Tylko jaką cenę musiała za to zapłacić?
Wokół naszej głównej bohaterki działy się same nieszczęścia i można by pomyśleć, że to ona jest ich przyczyną( no, poniekąd tak jest…) lub jakąś nową odmianą fatum. Dlatego jak tu się nie załamać, kiedy twoi przyjaciele giną, ukochane miejsca zostają unicestwione, a ty nie masz nawet żadnej rodziny u której mogłabyś znaleźć pocieszenie? Cóż, ja sobie tego wyobrazić nie mogłam i nie mogę. Z tego też powodu nie powinnam się wczuć w sytuację Dru, ale… Jej spostrzeżenia, reakcje i wydarzenia, które opisywała trafiły wprost do mojego serca i muszę się przyznać, że na niektórych fragmentach łza zakręciła się w moim oku.

Tak to właśnie było z całym cyklem ,,Inne anioły”. Jeśli czytało się tak jak ja wszystkie pięć części po kolei można zauważyć zmiany zachodzące nie tylko w samych bohaterach, lecz również w pisaniu autorki.
Dru( której pełnego imienia nadal nie znam, choć sądziłam, że w ostatniej części zostanie wyjaśniona ta kwestia…), od początków ukazania jej jako nieświadomej nastolatki, walczącej ramię w ramię z ojcem przeciwko Prawdziwemu Światu i wszelkiego rodzaju demonów, do śmiertelnie niebezpiecznej swietoczy wyszkolonej by nadal walczyć przeciwko demonom, mogliśmy zauważyć jak wiele prób musiała przejść na swej ścieżce. Ta dziewczyna ma naprawdę silną osobowość i nawet nie oczekuje od innych, żeby ją ratowali z opresji. Sama zawsze stawiała czoła wszelkim problemom i pomimo tego, że czasem wychodziła obita jak worek treningowy, to nigdy się nie poddawała  i szła dalej. Pomimo młodego wieku poznała smak życia i śmierci oraz nauczyła się, że nie wszystkim można zaufać.

Innymi słowy: przeszła najwyższy poziom sztuki przetrwania.
Graves, loup garou( nowa odmiana wilkołaka?), zmężniał i także dorósł, a jego nieśmiertelny skórzany płaszcz zapewne przeszedł już do historii. Wątek miłosny między nim a główną bohaterką jest bardzo skomplikowany w szczególności w ostatniej części. Czy się kochają? Czy się nienawidzą? Tego dowiadujemy się z pewnością w ostatnich stronach powieści.

Co do Christophe’a… Eee… Christophe to Christophe, jak zwykle opanowany, niewzruszony i bardzo opiekuńczy względem Dru. Czy on się jakoś specjalnie zmienił? Raczej nie. Ale to nie oznacza, że nasza bohaterka nie zaczęła go od pewnego czasu spostrzegać inaczej.
A teraz wielkie pytanie, które każda romantyczka powinna sobie zadać: Kogo wybierze Dru? Graves’a czy Christophe’a? Niestety nie będę spoilerować, ale powiem jedynie, że zakończenie książki nie usatysfakcjonowało mnie należycie.

,,Czas odwetu” jako zwieńczenie serii ,,Innych aniołów”, jest szczerze ekscytująca. Mamy tutaj wiele niepewności, pasjonujących walk, czarów oraz atmosferę z napięciem, grożącej w każdej chwili wybuchem. To jest po prostu piękna książka!
Wspominając jeszcze o sztuce pisania Lili St. Crow - jest nadzwyczajna! Zawiera w sobie magię, dojrzałość, płynność i niesamowitą obietnicę przygody. Jako autorka serii przeszła wszelkie moje oczekiwania i jeżeli będę mieć kiedykolwiek szansę na dorwanie jakiejś innej z jej książek na pewno się skuszę.

Zatem na koniec, bo przyznaję to z wielkim bólem serca, żegnam się oto z cyklem ,,Innych aniołów”. To była naprawdę wspaniała przygoda móc zasmakować w świecie, który jest niebezpieczny a zarazem fascynujący.
Tak więc ukazuję wam oto arcydzieło współczesnej literatury i jakby to powiedział nasz umiłowany got-azjata:

,,PIERWSZA DZIAŁKA GRATIS”.
Narracja: 1-osobowa

piątek, 6 września 2013

,,Bunt" Lili St. Crow

TOM IV

Nikt już nie będzie mówił Dru, co ma robić.

Szesnastoletnia łowczyni demonów zawsze była posłuszna. Słuchała ojca, z którym wędrowała z miasta do miasta,polując na przenikające do współczesnego świata potwory – i zginął z jej ręki. Słuchała Zakonu – i dostała tylko kłamstwa.

Słuchała swojego mentora, który szkoli ją do walki z wampirami – i straciła jedynego przyjaciela (a może więcej niż przyjaciela), jakiego miała.

Dru nie chce już być posłuszna. Sama uwolni porwanego ukochanego i sprowadzi go do miejsca, które stało się ich domem – najstarszej i najlepszej szkoły dla łowców wampirów. I zmierzy się z władcą nieumarłych na własnych warunkach – czy to się podoba Zakonowi, czy nie...
Komentarz: Dru Anderson, jeszcze nie rozkwitnięta swietocza, której życie zamieniło się w pasmo nieszczęść i samych kłopotów, odkąd zastrzeliła swojego ojca-zombie. Poznała już smak zdrady oraz zemsty – wymierzonej na jej własnej osobie, poczuła pierwsze drgnienia serca za sprawą zauroczeń i zmierzyła się twarzą w twarz z samym królem wampirów.

Po porwaniu Gravesa z Scholi Prima(miejsca gdzie znajduje się główny Zakon djampirów) postanowiła za wszelką cenę go odbić. I właśnie nadszedł ten czas.
Fabuła ,,Buntu” opiera się w głównej mierze na treningach Dru i jej ciągłych rozterkach( owszem, w sporej dozie bohaterka płacze jak opętana i popada w ataki rozpaczy…), ale przedstawiono tutaj również wspaniałe pomysły i decyzje, które bohaterka musiała podejmować prawie że na każdym kroku. Jej związek-nie związek z Christophem( ta sprawa jest całkowicie skomplikowana, bo nie są ze sobą oficjalnie, ale lubią obdarzać się pocałunkami) staje się… No, jakby to powiedzieć… Dziwny??? Niby obojgu zależy na wzajemnym zaufaniu, ale w rzeczywistości, piętrzą się między same kłamstwa i niedomówienia. Co w takiej sytuacji począć?

Cóż, najlepszym, a zarazem najbardziej zapamiętanym przez mnie fragmentami z książki są sceny końcowe, tudzież punkt kulminacyjny, który mogę ująć słowami: kompletna anarchia, pełno krwi, łez i potu oraz morderczy wyścig z czasem. Sceny walki za pomocą mieczów malaika są wręcz ukazane jak taniec baletnicy – pełno w nim gracji, stanowczości i mrocznej nuty. To właśnie przy nich najbardziej rozgorzały w moich żyłach emocje.
Jeśli chodzi o bohaterów, to można zauważyć ich ciągłe zmiany, no oprócz Christophe, zachowującego zawsze stoicki spokój i opanowanie(nawet jeżeli świat miałby zacząć się walić jemu na głowę, to sądzę, że też przyjąłby to niewzruszony). Na początku poznajemy nową znajomą bohaterki, kobietę wilkołak – Nat – która jako jej pierwsza przyjaciółka, pomaga jej zachować równowagę psychiczną(tudzież: zabiera Dru na potajemne schadzki do miasta, aby mogła trochę odetchnąć od kamiennych murów Scholi). Cóż, charakterek też ma niczego sobie…

Ogólnie rzecz biorąc tom czwarty cyklu ,,Inne anioły”, podtrzymuje poziom poprzednich części. Wszystko jest pięknie i gładko napisane oraz przez cały czas podtrzymuje akcję, dzięki czemu czytelnik nie może się zanudzić. Wszelkie przemyślenia i reakcje Dru, przypadły mi do gustu i czasem rozśmieszały.
To jest właśnie plusem tej powieści, że każda rzecz ma jakieś znaczenie i można w prosty sposób zrozumieć co autorka miała na myśli. Tutaj nie ma żadnego owijania w bawełnę, jest tylko prosta i szybka akcja, która bezwarunkowo wciąga .

Narracja: 1-osobowa

poniedziałek, 2 września 2013

,,Nawiedzone miasteczko Shadow Hills" Anastasia Hopcus

Po tragicznej i tajemniczej śmierci siostry Ateny Persephonę Archer dręczą dziwaczne i przerażające sny... Dziewczyna czuje, że są w jakiś sposób związane z niedawną tragedią... Wie również, że podobne koszmary miała siostra. W pamiętniku Ateny odkrywa wzmiankę o miasteczku Shadow Hills. Postanawia przenieść się do tamtejszej szkoły - intuicja podpowiada jej, że tam kryje się rozwiązanie zagadki. Ale pytań tylko przybywa. Co wspólnego mają szkoła, tajemnicza epidemia, która przed wiekami zdziesiątkowała mieszkańców, oraz stary cmentarz? I jak to możliwe, że Persephona spotyka w Shadow Hills chłopaka, o którym śniła?

Dociekliwość dziewczyny i jej dążenie do rozwikłania zagadek przeszłości mogą ją zniszczyć...


Komentarz: Tajemnice, mityczne powiązania, nadnaturalna miłość, przeznaczenie i śmiertelne niebezpieczeństwa… - Te wszystkie elementy idealnie wpasowują się w książkę Anastasii Hopcus.

Tylko, że jeśli miałabym być szczera to sekrety i ich droga do odkrycia, są jedynym najciekawszym wątkiem w powieści. Główna bohaterka, Persephona Archer(w skrócie: Phe) od momentu w którym otrzymała paczkę(zaadresowaną do jej zmarłej siostry, gdzie znajdowały się broszury o szkole w miasteczku Shadow Hills) zaczęła przeprowadzać takie małe, prywatne śledztwo.
W tym miejscu, które uparcie z samego początku skojarzyło mi się z filmowym horrorem ,,Silent Hill”, nasza główna bohaterka próbuje znaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania(przykładowo: dlaczego jej siostra zainteresowała się tuż przed śmiercią tak mało znanym miasteczkiem?). Tylko, że zamiast odpowiedzi, pojawia się coraz więcej niewiadomych dotyczących mieszkańców Shadow Hills. A Phe wraz z czytelnikiem, musi uporać się z tym całym bajzlem i poskładać elementy układanki. Cała ta droga jest bardzo zgrabnie opracowana, a autorka znakomicie powprowadzała szczegóły sekretów.

Patrząc tak z dystansem, to pewnie wielu czytających zauważyło, że nikt w książce nie dziwił się, że bohaterka ma specyficzne imię. Persephona. Jak grecka bogini uprowadzona przez Hadesa. Oczywiście, ona sama ma świadomość, że istnieje taki mit, ale wiąże się z tym znacznie większa moc. O co tak dokładnie chodzi? Dzięki imieniu, Phe jest wyjątkową osobą, mającą pewien dar i przeznaczenie – którym kieruje się z uporem maniaka.
W rzekomym nawiedzonym miasteczku, dziewczyna poznaje chłopaka – i to nie byle jakiego! Bo to właśnie jego widziała we snach! Akurat ten fragment skojarzył mi się z ,,Pięknymi istotami” Kami Garcia & Margaret Stohl, gdzie bohaterowie przed swoim przeznaczonym spotkaniem również mieli o sobie sny. Tak samo tutaj, Phe i Zach, zakazana miłość, która wydała mi się troszkę zbyt banalna i prosta. Owszem, muszą pokonać wiele przeszkód, aby ich związek mógł zaistnieć, lecz ich wypowiedzi oraz gesty wydały się zbyt sztuczne(a może zbyt wymuszone?). Cóż, trudno mi stwierdzić, co było nie tak, ale ważne że w wątku romantycznym coś się nie kleiło.

Jak wiadomo z odkrywaniem tajemnic zawsze wiążą się jakieś konsekwencje i niebezpieczeństwa. Również w Shadow Hills ta zasada obowiązuje, tylko jest znacznie bardziej zaostrzona.
Fabuła pomimo moich wcześniejszych skojarzeń jest oryginalna i fascynująca. Bohaterowie są interesujący i mają różne charaktery(od ciętej, bogatej Adrianny, przez charyzmatycznego, luzackiego Grahama, po zabawną, intelektualistkę Toy). Akcja dzieje się względnie szybko, a opisywane wydarzenia są bogato zdobione(jeśli mogę tak powiedzieć).

Powieść ogólnie łatwo się czyta, lecz tak jak wspominałam znajdują się tutaj fragmenty dość banalne, jakby założono, że czytelnik jest wolno myślącą istotą. Niestety, odkrywane fakty trochę mieszają w głowie, ponieważ czasem jest ich zbyt wiele – przez co nie mogłam zrozumieć o co dokładnie chodzi – a czasem za mało, co powodowało, że niecierpliwie czytałam dalej. Ale to wyszło chyba na plus.
Zatem tak: ,,Nawiedzone miasteczko Shadow Hills” warto przeczytać ze względu na pasjonującą fabułę, lecz trzeba też uzbroić się w cierpliwość i przebrnąć przez dość głupkowato napisane fragmenty.

Obserwatorzy