niedziela, 23 marca 2014

,,Nacja" Terry Pratchett

W świecie przypominającym nasz, lecz będącym jego alternatywną wersją, wybucha epidemia, a wielka fala powoduje ogromne zniszczenia. Większość ludzi ginie, cywilizacja się chwieje. Tymczasem na małej, zagubionej pośrodku oceanu wyspie o nazwie Nacja przy życiu pozostaje jako jedyny nastoletni Mau. Nie jest już chłopcem, ale też nie stał się jeszcze mężczyzną - kataklizm przerwał obrzęd inicjacji. Musi się zmierzyć z utratą najbliższych, wyrzutami Praojców i złością na bogów oraz rozpocząć życie na nowo w samotności. Tylko że Mau nie jest na wyspie sam - przebywa na niej dziewczynka z rozbitego statku, a wkrótce zaczną pojawiać się ocaleli ludzie. Nie wszyscy jednak mają pokojowe zamiary, zwłaszcza plemię ludożerców...


Komentarz:

,,Życie jest sztuczką i masz tylko jedną szansę, by ją opanować.”

Gdzieś na Oceanie Spokojnym istnieje inny świat. Świat, gdzie ludzie żyją w zgodzie z naturą, czczą własnych bogów, mają własne tradycje i obyczaje oraz co najważniejsze nikt nie wie, że w ogóle są. Ten mały świat nazywa się Nacją, a ludzie, aż do momentu przybycia wielkiej fali, wiedli spokojny żywot.

,,Jeden człowiek jest nikim. Dwoje ludzi to już nacja.”

,,Nacja” jest moją pierwszą książką autorstwa Terry’ego Pratchetta. A jak właściwie trafiła do moich rąk? Cóż, tutaj muszę podziękować mojej nauczycielce historii, która dzięki swojemu talentowi do przedstawiania, w sposób naprawdę interesujący, faktów historycznych, spowodowała poprzez napomknięcie o tej powieści, zaszczepienie we mnie ziarna ciekawości. Bo czyż sam opis książki nie nurtuje a zarazem intryguje? Czy tylko u mnie ,,napomknięcie” o chłopcu i dziewczynie przebywających na bezludnej wyspie samotnie i próbujących przeżyć, sprawiło, że musiałam wręcz natychmiast przeczytać tą historię???

Kiedy na początku zaczęłam dopiero poznawać opowieść o Mau i dziewczynie duchu( tak ją nazwał, po zobaczeniu jej na opuszczonym statku ubraną w biel), sądziłam, że to wszystko będzie przypominało film ,,Błękitna laguna” – również o dwójce dzieciaków na bezludnej wyspie. Tylko, że z czasem, gdy dowiadywałam się, dzięki Mau o historii, tradycjach i obrzędach jego ludu oraz gdy Daphne wspominała o swoim wcześniejszym życiu – to to wszystko nabierało zupełnie innego wyrazu. Oboje stali się dla mnie dwoma zagadkami, które lubiły się gmatwać, przemieniać, a przede wszystkim dojrzewać i nabierać charakteru.

,,Czasem się śmiejemy, bo nie mamy już siły na płacz. Czasem się śmiejemy, bo zasady poprawnego zachowania przy stole na plaży wydają się zabawne. A czasem się śmiejemy, bo żyjemy, chociaż nie powinniśmy.”

Mau stracił całą swoją rodzinę i pobratymców wraz z nadejściem wielkiej fali. Przez to nie tylko doznał emocjonalnego ubytku, lecz również nie ukończył znaczącego dla każdego chłopca obrzędu. Nie został mężczyzną, a do bycia chłopcem nie mógł wrócić, dlatego według tradycji zamiast duszy ma w sobie demona. Tak, może się to wydawać dość absurdalne, ale tak samo jest z naszą religią chrześcijańską. Jeśli dziecko nie zostanie ochrzczone(czyli nie przejdzie pewnej inicjacji), to zaczną się nim interesować demony i może przejść na złą drogę. Tak samo jest na Nacji.

,,Zazdroszczę ci tego gniewu, mały demonie. On cię wypełnia! Karmi cię i dodaje sił. Ale reszta nas szuka pewności i nie znajduje nic. A jednak w głębi ducha wiemy, że musi być… coś, jakiś powód, jakiś wzór, jakiś porządek, zwracamy się więc do milczących bogów, bo są lepsi od ciemności. I tyle, chłopcze. Nie mam dla ciebie odpowiedzi.”

Jednakże nasz Mau, pomimo świadomości czającego się gdzieś w jego głębi zła, żyje tak jakby żaden kataklizm nie nastał, co za czym idzie sprawuje wszelkie funkcje i obowiązki w wiosce. To co mnie najbardziej zadziwiło to zapewne głosy, które słyszał w swojej głowie. Nadal nie potrafię dokładnie stwierdzić, czy to były prawdziwe krzyki jego przodków czy po prostu podświadomie sam sobie tworzył ich rozkazy. Choć wolę bardziej wierzyć w tą pierwszą opcję… Co do jego charakteru, to dało się spostrzec jak bardzo się zmienia z każdą podejmowaną decyzją, z każdym zrobionym zadaniem i z każdym uratowaniem czyjegoś życia. Mau ciągle walczył ze śmiercią i chyba to najbardziej wypaliło się w mojej głowie, te trzy słowa które zawsze powtarzał w trakcie walki: ,,Nie dzieje się”.

,,Trzeba całego życia, żeby nauczyć się umierać.”

Daphne a raczej Ermintruda – lub dla innych dziewczyna duch – jest równie interesującą osobą co nasz drugi główny bohater. Wylądowała na Nacji wraz z przybyciem tsunami i niestety, jako jedyna przeżyła – no chyba, że wliczymy gadającą papugę, która cały czas rzuca różnymi obelgami lub przekleństwami małego kalibru. Dziewczyna pochodzi z dość dobrego domu, jeśli się nie mylę jest sto trzydziestą dziewiątą kandydatką na angielski tron królewski, lecz jakoś za bardzo się tym nie przejmuje, bo żeby umarło ponad sto osób, zdaje się niemożliwym, prawda? Ale tu się trochę zdziwi…

,,Rzeczywistość często zawodzi.”

Daphne jest mądrą młodą kobietą i fascynuje się gwiazdami, czym zyskała u mnie w oczach. Jej rola na Nacji jest dość znaczącą, bo to w końcu dzięki niej Mau będzie zdolny do poznania prawd skrywanych przez przodków, a do tego trzeba napomnieć, że nie raz uratuje mu życie…

Myślę, że o bohaterach książki już wystarczająco napomknęłam – a nie chcę zdradzać żadnych smacznych szczegółów ich drogi do przemian wewnętrznych – dlatego mówiąc jeszcze o fabule to chyba nie muszę jej już właściwie opisywać… Ale! Wspomnę, że już od dawna nie natknęłam się na tak ambitną powieść, która motywowała aż w takim stopniu do myślenia. Te wszystkie pytania, jakie zadawał Mau, wydały mi się tak proste a zarazem tak frapujące, że wiele razy odlatywałam myślami z dala od rzeczywistości.

,,Myślenie
Ta książka go wymaga. Od was zależy, czy będziecie próbować robić to w domu.”


Końcówka historii jest dość emocjonująca – muszę przyznać, że łza zakręciła mi się w oku, a nawet spowodowało to mały przypływa melancholii… Bo w końcu, jak to mogło się tak skończyć…? Co do epilogu, to dzięki bogom, że się pojawił, bo bez niego popadłabym w wir gorzkich emocji. W tej chwili nie potrafię sobie wyobrazić innego zakończenia, no może nasuwa się do moich myśli coś bardziej banalnego, ale jest to tak oklepane, że nawet nie zamierzam się do tego przyznawać!

,,Nacja” jest naprawdę wspaniałą książką, mogę wręcz uznać ją za arcydzieło!!! Świetnie się przy niej bawiłam, poruszyła mnie dogłębnie i przyczyniła się do zmian w mojej osobie – drobnych zmianek w moim światopoglądzie…

,,Powiedziałem ci, że czasem wydaje mi się, że mogę zajrzeć na chwilę do świata, którego nie nawiedziła wielka fala.(…) Cokolwiek zdecydujesz, twój wybór będzie oznaczał, że powstaną dwa nowe światy. I może czasami, na granicy snu, ujrzymy cień tego drugiego świata. Nie będzie smutnych wspomnień…”


Narracja: 3-osobowa

14 komentarzy:

  1. Przyznam się, że nie słyszałam o tej książce. Może dlatego, że nigdy nie byłam zbytnio zainteresowana takimi tematami jak bezludna wyspa czy rozbitkowie? W każdym razie, opis jest zachęcający, ale pewnie gdybym zobaczyła tą książkę na półce w empiku przeszłabym obok. Ale w tym momencie muszę Ci podziękować, bo wzbudziłaś moje zainteresowanie tą pozycją. I teraz ma problem, czy ją kupić czy jednak czekać aż sama wpadnie w moje ręce? Nad tym muszę się poważnie zastanowić. Ale odbiegłam od tematu ;) Recenzja bardzo zachęcająca, już dawno nie miałam takiej ochoty na jakąś książkę jak teraz ^^ Także dziękuję Ci za jeszcze większe przybliżenie mnie do bankructwa >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam lepszy pomysł: wypożycz książkę z biblioteki ^^ Wtedy nie będziesz musiała wydawać pieniędzy i nie przyczynię się do twojego bankructwa XD Książka jest naprawdę ambitna i motywuje do myślenia :) Na koniec dziękuję za komplementy :3

      Usuń
    2. Minusy mieszkania w małej miejscowości to skromne biblioteki. Co prawda nasza ma wiele pozycji, ale raczej wątpię, żeby ta się tam pojawiła... Mogłabym się ładnie pouśmiechać do bibliotekarki, ale myślę, że szybciej będzie jak kupie na własną rękę ;) A skoro jest taka dobra to raczej nie będę żałować ^^

      Usuń
  2. Muszę wreszcie zapoznać się z autorem

    OdpowiedzUsuń
  3. nie, zdecydowanie nie czuje się na siłach, aby ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie slyszałam o tej pozycji więc wielki plus dla Ciebie! :-)
    Chętnie bym się z nią zapoznała blizej :-D muszę ją poszukać :-)
    Pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie słyszałam o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam jeszcze twórczości tego autora, chociaż od dłuższego czasu korci mnie aby to zmienić :P Twoja recenzja jeszcze to spotęgowała :D Teraz wiem czego będę szukać przy najbliższej wizycie w bibliotece :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Brzmi naprawdę ciekawie, tym bardziej, że tak polecasz. Choć pierwszy raz słyszę o tej książce, to mam na nią ogromną chęć. :)

    shelf-of-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Z chęcią zapoznałabym się z jakąś książką tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj, chciałabym poinformować Cię, iż zostałaś nominowana do Liebster Blog Award - więcej informacji na moim blogu.
    Pozdrawiam Serdecznie

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi ciekawie :)
    Pozdrawiam

    http://black-world-of-book.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Dlaczego ja o tym arcydziele nic nie słyszałam?! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Może kiedyś przeczytam, ale nie ciągnie mnie do tej pozycji aż tak bardzo :c
    http://magia-ukryta-na-kartkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy