niedziela, 27 kwietnia 2014

,,Udręka" Lauren Kate

TOM II

Piekło na ziemi.
Tak właśnie czuje się Luce z dala od swojego chłopaka Daniela, upadłego anioła. Minęła wieczność, nim się odnaleźli, ale teraz znów się rozstaną... Daniel musi walczyć z Wygnańcami – nieśmiertelnymi, którzy chcą zabić Luce. Dziewczyna ukrywa się w Shoreline, szkole na skalistych wybrzeżach Kalifornii, gdzie przebywają wyjątkowo uzdolnieni uczniowie – Nefilim, potomkowie ludzi i upadłych aniołów. W Shoreline Lucy dowiaduje się, czym są cienie i jak może je wykorzystać, by zobaczyć swoje wcześniejsze wcielenia. Jednakże, im więcej się dowiaduje, tym bardziej prześladuje ją myśl, że Daniel nie powiedział jej wszystkiego. Coś przed nią ukrywa – coś niebezpiecznego.
A jeśli wersja przeszłości, którą opowiedział jej Daniel, nie jest prawdziwa?
A jeśli przeznaczeniem Luce jest życie z kimś innym?


Komentarz: Już na początku powiem, że moja opinia będzie z gatunku czarnych komentarzy, co równoznacznie oznacza, że książka ma więcej minusów niż plusów.

,,Udrękę” zaczynałam ze świadomością, że wiele osób kategorycznie odradzało czytanie kontynuacji serii Upadłych. Ludzie mówili, że dalsze części są beznadziejnie słabe, że autorka nie wykrzesała z siebie zbyt wiele i że nie potrafiła poprowadzić tej serii w dobrym kierunku. Co ja w takim momencie mogłam zrobić? Cóż, po prostu uzbroić się w wielki dystans.


Zaczęłam czytać i po pierwszych stu stronach stwierdziłam, że nic złego tutaj nie ma. Wszystko wydawało się przeprowadzane w normalnym tempie. Wydarzenia, nowi bohaterowie, trudności miłosne Luce i Daniela – wówczas przyjmowałam to z pozytywnym nastawieniem. Lecz wszystko się zmieniło wraz z dalszym rozwojem historii. Z pozytywnego nastawienia przeszłam w poirytowanie i wrogość. Bo jak do, jasnej cholery, można zrobić takie głupie błędy?!

,,Nieunikniona przemoc ukryta w samej naturze ich związku wydawała się nie do przezwyciężenia.”

Pierwszą wadą, a zarazem najważniejszą jest: miłość pomiędzy głównymi bohaterami. Mamy Luce i Daniela, którzy kochają się od mniej więcej tysiąca lat. Oboje wiedzą i czują, że są sobie przeznaczeni a ich miłości nie może nic zniszczyć – nawet śmierć! Więc z jakiej racji Luce nagle znajduje sobie nowego kochasia?! Niby ją łączy prawdziwa miłość z Danielem, a tu nagle nie ma żadnych zahamowań przed całowaniem się z innym! Ja się pytam: co to ma być?! Czy ona do reszty postradała zmysły?! Jeszcze te jej głupie, nic niewarte wyrzuty sumienia. Nawet po nich nie ma nic przeciwko, aby całować się ponownie z innym.

Drugą wadą, która łączy się z pierwszą są: spotkania Luce i Daniela. Jak to zawsze wyglądało? Daniel zawsze potajemnie przylatywał, całował się z Luce, zabierał ją na lot, znowu się całowali, wyznawali sobie miłość i… nagle Luce znajdowała powód do kłótni, nawet jeśli był tak idiotyczny, że nie warto było o nim wspominać. Później mamy następne spotkanie( minął chyba dzień…) i znowu powtórka z rozrywki. Całują się pomimo tego, że dzień wcześniej ostro się pokłócili. Znowu latają. I czym się kończy to spotkanie? Ktoś zgadnie??? Kolejna kłótnia! A potem znowu mamy replay.

,,Kim była bez niego? Dlaczego przyciąganie do Daniela zawsze wygrywało ze wszystkim, co ją od niego odciągało? Rozsądek, wrażliwość, instynkt samozachowawczy przestawały się liczyc. To musiała być część kary Daniela. To, że była związana z nim na zawsze, jak marionetka z lalkarzem.”

Trzecią wadą są zapewne nowo poznani znajomi Luce. Shelby, która jest kopią Arriane z pierwszej części, tylko bardziej zamkniętą w sobie oraz Miles, słodki, napakowany chłopaczek, który jest straszną niezdarą. Po prostu taki mdły cukierek dla dziewczyn. Zawsze jak się pojawiał to powstrzymywałam się przed odruchem wymiotnym. > <

Czwartym ostatnim minusem jest zapewne ponowny zabieg autorki, aby na sam koniec, czyli w ostatnie bodajże dwa rozdziały, wpakować tyle nadzwyczajności, że czytelnik, tylko kręci głową z takiej absurdalności.

Jak można zauważyć moja opinia jest dość ostra, ale przekazuje najczystszą prawdę. Tak jak mi się podobała pierwsza część ,,Upadli” tak przy sequelu mam ochotę po prostu nawrzeszczeć na autorkę. Jak nie mogła tego lepiej napisać, to mogła w ogóle się nie zabierać za tą historię, bo tylko ją zepsuła.

Podsumowując: zawiodłam się na ,,Udręce”, lecz jedno muszę przyznać, między innymi to, że dalsze części z chęcią przeczytam. Ale tylko ze względu na chęć poznania zakończenia tej historii. Może głupio robię, może niepotrzebnie będę marnowała mój czas, ale naprawdę nurtuje mnie co się stanie z Danielem i Luce.

,,- Wszystko w porządku?
- Tak. Złapałeś mnie.
- Zawsze cię złapię, kiedy będziesz upadać.”

Narracja: 3-osobowa


11 komentarzy:

  1. "Upadłych" czytałam dwa lata temu i wtedy mi się bardzo podobał ten cykl. Nie pamiętam, która część jaka była, ale zakończenie całości strasznie mnie zawiodło. Z całą pewnością nie wrócę już do tej historii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nie czytałem - to chyba dobrze, bo nie dość, że bym się wymęczyłem, to i stracił ciężko zarobione złotówki, a tego nikt nie lubi ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście serię wypożyczam z biblioteki, więc oprócz traconego czasu innych ubytków materialnych nie ma :D

      Usuń
  3. Czytałam tylko pierwszy tom tej serii - jakoś nie przypadła mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja uważam, że ta ich miłość jest zbyt słodka i tragiczna. Zdania nie zmienię :P
    Pozdrawiam :*

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bardzo miło wspominam przygodę z tą serią

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam, ale chciałam, teraz chyba nie chcę... :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwsza cześć była jeszcze ok, ale dalej to faktycznie była udręka...

    OdpowiedzUsuń
  8. Dalszych części nie czytałam ;p To nie wiem, czy by mnie oczarowały ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten tom niezbyt przypadł mi do gustu, raczej się z nim męczyłam, ale kolejny dużo lepszy z tego, co pamiętam. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo chciałabym przeczytać, ale brak czasu.
    Pozdrawiam !

    http://black-world-of-book.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy