poniedziałek, 19 maja 2014

,,Gwiazd naszych wina" John Green


Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat.
Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje niezwykłego chłopaka. Augustus jest nie tylko wspaniały, ale również, co zaskakuje Hazel, bardzo nią zainteresowany. 
Tak zaczyna się dla niej podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.

Wnikliwa, odważna, pełna humoru i ostra Gwiazd naszych wina to najambitniejsza i najbardziej wzruszająca powieść Johna Greena. Autor w błyskotliwy sposób zgłębia w niej tragiczną kwestię życia i miłości.


Komentarz: ,,To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina. Łatwo mówić, gdy jest się rzymskim legatem (albo Szekspirem!), ale nasze gwiazdy mają wiele win na sumieniu.”

Przyznam szczerze, że do momentu zobaczenia okładki książki, w ogóle nie kojarzyłam osoby John Green. Nie miałam zielonego pojęcia, że jest taki autor, a tym bardziej nie potrafiłam przypasować do niego żadnej powieści. Owszem, widywałam na wielu blogach opinie i recenzje na temat jego dzieł, ale nadal uparcie twierdziłam, że raczej nic zaskakującego ani oryginalnego nie stworzył. Ot, zwyczajne obyczajówki – młodzieżówki, które opowiedzą zapewne jakąś prostą historię.

Ale jak to w życiu często bywa: człowiek się myli…

Gwiazd naszych wina jest powieścią, która poruszyła moje serce, rozśmieszyła do łez oraz przedstawiła nowe podejście do spraw życia, miłości i śmierci. Po przeczytaniu, nie da się tej książki tak po prostu odłożyć i zapomnieć. O nie! Ona żyje własnym życiem i ewoluuje w naszych myślach. Staje się natrętnym pasożytem, który zaprząta nasze myśli dzień i noc, i wciąż wywołuje emocje. Minęły bodajże dwa tygodnie odkąd ją skończyłam i nadal siedzi mi w głowie przywołując wspomnienia o Hazel i Augustusie. Naprawdę: książka warta każdych pieniędzy!

,,- Co to jest?
- Kosz na bieliznę?
- Nie, obok kosza.
- Nie widzę tam niczego.
- To ostatni okruch mojej godności. Naprawdę bardzo mały.”



O fabule nie trzeba się rozpisywać. Wystarczy jedynie wiedzieć, że główną bohaterką jest Hazel Grace, która jest chora na raka i spotyka na swojej drodze nadzwyczajnego chłopaka o imieniu Augustus. Jak można się domyślić nawiązuje się między nimi głęboka więź oraz przede wszystkim miłość. To co mnie najbardziej zachwyciło między tą dwójką to zapewne rozmowy, które za każdym razem wywoływały na moich ustach uśmiech i zmuszały do refleksji. Z tej strony jestem też wdzięczna autorowi, że potrafił zawrzeć w ironicznych i żartobliwych konwersacjach mądrości z których każdy czytelnik zapewne coś wyniesie.

,,- Zdajesz sobie sprawę, że trzymając mnie na dystans, nie zmniejszysz mojego uczucia do ciebie?
- Nie?
- Wszelkie wysiłki, by uchronić mnie przed tobą, skazane są na porażkę.”

Historia głównych bohaterów kategorycznie różni się od większości opowiastek jakie miałam okazję poznać. Przede wszystkim nie przedstawia paranormalnych nastolatków, których romans rozwija się w rozmaitych kierunkach oraz nie pojawia się typowy trójkąt miłosny. Mamy postacie wyciągnięte ze zwyczajnego, acz równie problematycznego środowiska, które muszą nacieszyć się każdym przeżytym dniem, bo w rzeczywistości, żadne z nich nie wie, czy dożyje jutra. Ta niepewność jest prowadzona przez całą książkę i rezultaty możecie sami dostrzec. Dlatego też powtórzę: ta historia różni się od innych, przez co tworzy niezapomnianą aurę i pozwala usatysfakcjonować Augustusa, poprzez zapamiętanie jego osoby.


,,Strach przed zapomnieniem to coś całkiem innego. To lęk, że nie będę mógł dać nic w zamian za moje życie. Jeśli nie żyjesz w służbie większego dobra, to przynajmniej powinieneś umrzeć dla tego większego dobra, rozumiesz? A ja się boję, że ani moje życie, ani moja śmierć nie będą nic znaczyły.”

Skupiając się bardziej na bohaterach, to to oni wprowadzają ten klimat niesamowitości. Ich relacje, zachowania i rozmowy tworzą tą książkę oraz napełniają ją dużą dawką sarkazmu i ironii bez których mielibyśmy melodramat. Hazel Grace jako narratorka ma niecodzienne spostrzeżenia dotyczące życia, jest mądra, piękna oraz zachwyciły mnie jej relacje z rodzicami, kiedy na każdym kroku próbuje ich przygotować do jej nieuniknionego odejścia.

,,Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń.”

Augustus jest najbardziej pozytywną postacią jaką kiedykolwiek miałam szansę poznać, jego humor, ekscentryczność, mądre wypowiadanie się na dane tematy, doszukiwanie się metafor w codzienności, optymistyczne patrzenie na świat oraz ten nigdy nie zapalany papieros w jego ustach – to wszystko sprawia, że po prostu nie da się go nie pokochać! Warto również wspomnieć o Isaacu, przyjacielu dwójki naszych głównych bohaterów. Choć pojawia się sporadycznie, to potrafi wprowadzić taką atmosferę jak fala – tudzież: tak jak obalenie fali tak Isaac wnosi niespodziewane wydarzenia, które charakteryzują mocne uczucia.

,,- Czasami ludzie nie rozumieją wagi obietnic, gdy je składają.
- No jasne, oczywiście. Ale i tak należy ich dotrzymywać. Na tym polega miłość. Miłość to dotrzymywanie obietnic wbrew wszystkiemu.”

Ach! Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że po raz pierwszy spotkałam się w książce z takim zabiegiem, że autor stworzył dwie historie pisane w jednej. Mam na myśli to, że Hazel i Augustus czytają Cios udręki, który okazał się wymyśloną powieścią Johna Greena  i po tej wiedzy mogę stwierdzić tylko jedno: Ten Pisarz Ma Łeb Na Karku.

Podsumowując: Gwiazd naszych wina jest powieścią godną polecenia. Osobiście daję jej ocenę 10/10 i klasyfikuję jako arcydzieło, do którego z chęcią kiedyś powrócę. Ponadto składam hołd autorowi za tak zręczną rękę do pisania i wyobraźnię, dzięki której powieść nabrała pazura. Na pewno sięgnę po inne dzieła autora i z niecierpliwością będę czekać na ekranizację książki.

,,Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje.”

Narracja: 1-osobowa

PS! Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na nurtujące Was pytania dotyczące Gwiazd naszych wina to polecam wejść na wywiad z Johnem Green(Tutaj!), gdzie dokładnie wyjaśnia każdy element i każde przemyślenie dotyczące powieści. Do tego jeszcze! wyjaśnia o co dokładnie chodzi w zakończeniu.

6 komentarzy:

  1. Mówiłam, że Ci się spodoba :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na film Gwiazd naszych wina <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszyscy wychwalają tę książkę, będę musiała w końcu sięgnąć po nią :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szał szał szał wokół tej książki, a ja nadal jej nie przeczytałam - chyba niedługo zacznę się aż wstydzić ; p

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, Green umie zrobić wrażenie na czytelniku

    OdpowiedzUsuń
  6. Koniecznie muszę sięgnąć! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy