niedziela, 4 maja 2014

,,Tancerze burzy" Jay Kristoff

WOJNY LOTOSOWEJ KSIĘGA PIERWSZA

Wzruszająca i tragiczna opowieść o przyjaźni, miłości, wierności i zdradzie wciąga w strumień fantastycznych obrazów i oszałamiających barw, choć pozostawia też na języku gorzki posmak lotosowego dymu. Pierwsza część trylogii Wojna lotosowa wprowadza czytelników w świat wysp Shima, które, rządzone przez okrutnego szoguna, są na granicy przetrwania: toksyczny przemysł wyniszcza państwo, a władca dba wyłącznie o własne interesy. Tajemnicza, wszechmocna Gildia surowo każe każdego, kogo podejrzewa o Nieczystość. W tym świecie zaawansowana technologia przeplata się z japońską mitologią. W tych niespokojnych czasach szogun wydaje polecenie wyrok: wysyła Yukiko i jej ojca po gryfa – gatunek istniejący już tylko w legendach – co od początku jawi się jako zadanie niemożliwe do wykonania. Życie ojca i córki wisi na włosku, bo, jak wszyscy doskonale wiedzą, szogunowi się nie odmawia. Jednak misja okazuje się daleko bardziej niebezpieczna, niż niemożliwa.


Komentarz: ,,Czasami nie dostajemy tego, na co zasługujemy. Gramy kartami, które nam dano, zamiast marudzić i tęsknic za czymś innym.”

Na początku, kiedy zaczynałam czytać ,,Tancerzy burzy” nie czułam się swobodnie w tej historii. Owszem, pierwszy rozdział, prologowy, zatytułowany imieniem głównej bohaterki, Yukiko, ukazał natłok akcji przepełnionej krwią, potem i niepohamowanym bólem. I to właśnie ten rozdział decyduje, czy czytelnik będzie chciał czytać dalej, czy porzuci tą powieść na rzecz innej. Mnie akurat zachęcił.

Trudność z dopasowaniem się do tej historii przyszła wraz z kolejnymi rozdziałami, gdy cofamy się dwa tygodnie wcześniej, zanim nasza bohaterka trafiła do lasu przepełnionego demonami… I tak właśnie zostajemy wrzuceni do japońskiego miasta alternatywnego świata, gdzie rządzi okrutny szogun, a zwykli ludzie nie mają żadnego znaczenia.

Świat wykreowany przez Kristoffa był trudny do zaakceptowania. Może to z tego względu, że zostajemy wrzuceni w wir innej kultury, gdzie panują inne zasady, tradycje, obyczaje. Gdzie pojawiają się zwroty grzecznościowe i słowa nieco niezrozumiałe… Na szczęście na ratunek przychodzi Nam wtedy słowniczek znajdujący się z tyłu książki. Wszelkie rodzaje broni, ubrań, bogów itd. są dokładnie wyjaśnione, dzięki czemu niewiadome szybko się rozwiązują. Ale powiedzmy sobie szczerze, jak tu się zagłębić w daną historię, przygodę, jeśli trzeba co chwilę przewracać kartki i sprawdzać znaczenia niezrozumiałych słów? Prawdopodobnie to było moim największym kłopotem na początku, aby zrozumieć ten świat.

,, - W ostatecznym rozrachunku wszystkie pytania można sprowadzić do jednego. Co jesteś gotowa poświęcić, byle tylko osiągnąć to, czego pragniesz?
- Oddałabym własne życie za jednego z was.
- Śmierć jest łatwa. Każdy potrafi rzucić się na stos i zostać szczęśliwym męczennikiem. Prawdziwa próba to znieść cierpienie, które towarzyszy poświęceniu.”

Inną rzeczą, która z jednej strony z lekka mnie irytowała, a z drugiej radowała, to duuuuuuuuużo opisów. Od zawsze nie byłam zwolenniczką długich opisów natury, miejsc… a to z tego względu, że po prostu mnie nudziły. Tak było również w tym przypadku, jednakże rozumiałam, że aby pojąć ten świat, musiałam przygwoździć moją uwagę do każdego szczegółu. Dlatego powiem, że z początku było ciężko.

W japońskim mieście Kigen, a dokładniej na całych wyspach Shima najważniejszy jest Krwawy Lotos. Jak to lubi władza mówić: ,,Lotos musi kwitnąć”. A to dlaczego? Bo to od niego zależy cały przemysł i życie mieszkańców wysp. Z każdej części lotosu można wyrobić inny produkt, ale najważniejszym z nich jest wytwarzane paliwo, które napędza każdą maszynę na wyspach. Opary z lotosów przyczyniły się do tego, że ludzie muszą nosić okrycie na oczy i drogi oddechowe, bo inaczej dopadnie ich śmiertelna choroba. Mieszkańcy Kigen nigdy nie widzieli niebieskiego nieba, ponieważ od rozpoczęcia hodowli lotosu, niebiosa przybierają barwę krwawej czerwieni. Podsumowując cały ich świat jest przepełniony krwią.

,,Rozejrzyj się wokół siebie. Martwe zwierzęta, czarne rzeki, ziemia zadławiona zielskiem, ranne niebo, czerwone jak krew. I po co? Wasz gatunek jest ślepy. Widzicie tylko chwilę obecną, nigdy to co nadejdzie.”

Skupiając się jeszcze na rządach, to absolutną władzę sprawuje młody szogun. Poniżej niego znajduje się pięć klanów, które dzielą wyspy Shima na swoje terytoria, są to: klan tygrysa, smoka, feniksa, lisa i Gildia Lotosu. To właśnie z klanu Lisa pochodzi nasza bohaterka, która w ,,Tancerzach burzy” odegra rolę iskry zapalnej.


Yukiko jest córką Łowczego Masaru, zwanego przez innych Czarnym Lisem. Oboje mają cięte charakterki i oboje są utalentowani w dziedzinie polowania na zwierzęta. Kiedy otrzymują od szoguna zadanie schwytania legendarnego Arashitory, Tygrysa Burzy… to akcja zaczyna się rozwijać z coraz większym pędem!

Słuszne będzie, jeśli przyznam, że od momentu natrafienia na Yukiko w lesie walczącej z demonami, dalsze wydarzenia toczą się zrozumiałym i przyjemnym dla czytelnika tempem. Im bardziej zagłębiamy się w książkę, tym mniej zaglądamy do słowniczka, co skutkuje większą koncentracją na historii.

Co próbowałam przekazać Wam od samego początku? To to, że pomimo początkowego zagubienia w ,,Tancerzach burzy” z każdą przeczytaną stroną jesteśmy coraz bardziej wciągani, tak że musimy poznać jak się to wszystko skończy. Fabułę powieści można określić słowami: kolejna antyutopijna książka, gdzie główna bohaterka próbuje zmienić zasady panującego świata. Ale… Już od dawna nie natrafiłam na tak wyjątkową książkę, która rzuciła mi przed oczy nowy obraz świata. I to świata tak cudownego, a zarazem brutalnego, że pragniemy sami walczyć z wrogami Yukiko.

,,Bycie sługą może być szlachetne, lecz tylko wtedy jeśli służymy szlachetnemu panu.”

Kolejnym pięknym elementem są zmieniający się z doświadczeniami bohaterowie. Tak jest w przypadku Yukiko i Buruu(tygrysa burzy), którzy dzięki swojemu kontaktowi i wymienianymi poglądami na daną sprawę zaczynają łączyć swoje charaktery. Nikogo zapewne nie zdziwi, kiedy powiem, że pokochałam tą dwójkę ^^.

Zatem jeśli pragniecie czegoś nadzwyczajnego, powieści która w znacznym stopniu różni się od innych książek, to musicie sięgnąć po ,,Tancerzy burzy”. Moje wrażenia po przeczytaniu to jedynie, a może nawet aż nadto: zachwyt, poruszenie, wola walki i chęć poznania dalszych wydarzeń. Ale czy nie o to tu chodzi? Jeżeli książka zostawia po sobie jakiekolwiek wrażenia i emocje, to znaczy że musi być warta czytania.

,,Zmiana rzadko bywa bezkrwawa. Niektóre oczy wolą pozostać zamknięte. Czasami trzeba otworzyć je siłą."

Narracja: 3-osobowa

5 komentarzy:

  1. Widzę, że tu podobnie, jak z "Czasem żniw", tam też na początku nic nie ogarniałam i słowniczek mi pomagał. :D "Tancerzy burzy" mam w planach od bardzo dawna, brzmi świetnie i na pewno kiedyś sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może się skusze, ale jakoś mało zaciekawia mnie tematyka, tym bardziej, że piszesz iż początek nie jest nadto ciekawy, a książka jest ciężka (trudna) dopiero później jest lepiej. Nie wiem może kiedyś coś mi się odmieni i ta pozycja bardziej mnie skusi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na razie nie będę sięgać po tą powieść, za ciężko mi się ją czytało. Jednak zachęciłaś mnie tym, że dalej będzie lepiej, więc sięgnę po nią za jakiś czas. :P
    Pozdrawiam Serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Około-japońskie tematy mnie jarają. Książki też. A teraz połączmy te dwie rzeczy... :D Słyszę o tej książkę tu i tam, ale jeszcze nie miałam okazji się za nią zabrać. Ale chyba warto. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Będę musiała przeczytać, nie ma innej opcji, gorzej tylko z kupieniem tych wszystkich ksiażek.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy