poniedziałek, 21 lipca 2014

,,Szukając Alaski" John Green

Porównywany z przełomowym "Buszującym w zbożu" J.D. Salingera literacki debiut Johna Greena to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie.

Niezapomniana opowieść o odkrywającym życie Milesie zakochanym w szalonej, zbuntowanej Alasce, dzięki której odnalazł Wielkie Być Może – czyli najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.




Komentarz: ,,Udaję się na poszukiwanie Wielkiego Być Może. Dlatego wyjeżdżam. Żebym nie musiał czekać z poszukiwaniami Wielkiego Być Może do śmierci.”

Kolejny kęs twórczości Johna Greena i kolejne odczucie satysfakcji, ale właśnie tego można było się spodziewać po debiutującym autorze, który ma w sobie to coś co dociera do młodzieńczych serc.


Szukając Alaski tak jak w przypadku Papierowych Miast oraz Gwiazd naszych wina narusza głębsze kwestie i próbuje odpowiedzieć na pytania dotyczące życia, śmierci, cierpienia oraz celów jakie powinniśmy sobie postawić, by nasz żywot nabrał sensu. Prowokatorem tych rozmyślań jest przede wszystkim tytułowa Alaska, która charakterem przypominała mi dosyć często Margo Roth Spiegelman z Papierowych… Obie bohaterki są ekscentryczne, pozytywnie dziwaczne, mądre i podejmują się szalonych działań, co wywołuje w czytelniku albo wrogość albo podziw zmieszany z ekscytacją. Myślę, że w większości przypadków to drugie.


,,- Labirynt to nie życie ani śmierć.
- Okej, w takim razie co?
- Cierpienie. Zło czynione przez ciebie i zło wobec ciebie. To jest prawdziwy problem. Bolivar mówił o bólu, nie o życiu czy umieraniu. Jak wydostać się z labiryntu cierpienia?”

Fabuła książki była prosta, ale zachwycająca. Zdarzało się wiele momentów w których się śmiałam, zastanawiałam nad różnymi głębszymi kwestiami, zaskakiwałam, ale nigdy nie wzruszyłam, ani nie płakałam. Nawet to jedno wstrząsające wydarzenie nie wycisnęło ze mnie łez. Nie wiem, czy to przez moje lodowate serce czy autor po prostu nie potrafił przedstawić Tych rzeczy w mocniejszy sposób.

Bohaterowie jak zwykle są najpiękniejszymi elementami tej powieści. Począwszy od Pułkownika i jego alkoholowego mleka, genialnych planów działania, zdolności zapamiętywania z nudów państw ze stolicami oraz jego ,,zapału do gry w kosza” XD; poprzez rozrywkowego Japończyka Takumiego, który od teraz będzie mi się kojarzył jedynie z lisami; przez ekscentryczną Alaskę z zamiłowaniem do grzesznych rzeczy, zbierania wielkiej masy książek, która tryskała energią na prawo i lewo, a w rzeczywistości skrywała mroczne myśli; i zakończywszy na Milesie, którego przezwisko – Klucha – wcale nie opisuje jego stan fizyczny.


,,- Wyobrażanie sobie przyszłości to rodzaj beznadziejnej tęsknoty.
- Że co?
- Spędzasz całe swoje życie w labiryncie, zastanawiając się, jak któregoś dnia z niego uciekniesz i jakie niesamowite to będzie uczucie, wmawiasz sobie, że przyszłość pomaga ci przetrwać, ale nigdy tego nie robisz. Wykorzystujesz przyszłość, żeby uciec od teraźniejszości.”

Skupiając się jeszcze dokładniej na Milesie, który w bystry sposób przedstawia wydarzenia, to jak dla mnie był postacią neutralną – nie wyróżniał się z tłumu – lecz jednocześnie nie dało się go nie lubić. Jego zamiłowanie do ostatnich słów sławnych ludzi prawie przeniosło się na mnie. Wręcz przez kilka dni miałam nieodpartą chęć nauczenia się na pamięć  tych melancholijnych zakończeń ludzkich żyć. Ale na szczęście orzeźwiałam i skończyło się jedynie na tym, że poprzeglądałam strony internetowe i po prostu poczytałam. Niektóre były zabawne, zaś inne o głębszym znaczeniu – radzę spróbować! ^^

,,Ostatnie słowa Thomasa Edisona to: Tam po drugiej stronie jest bardzo pięknie. Nie wiem, gdzie to jest, ale wierzę, że jest gdzieś ta druga strona, i mam nadzieję, że jest tam pięknie.”

Jak zwykle przy czytaniu książek Greena zachwycałam się metaforami, będącymi nieodłączną częścią zrozumienia treści. Trzeba przyznać, że Szukając Alaski motywowało mnie do myślenia oraz przedstawiało różne punkty widzenia na niektóre sprawy. Często przyłapywałam się na tym, że odpływałam myślami i wraz z głównym bohaterem próbowałam odnaleźć Wielkie Być Może, którego niestety chyba jeszcze nie znalazłam…


,,Przeznaczeniem niektórych tajemnic jest pozostać nierozwiązanymi.”

Podsumowując, jest to powieść wyjątkowa, idealna dla każdego czytelnika oraz zapewne zaszczepi w Was głód na poznanie kolejnych dzieł Greena. Książka warta zachodu!

,,Wszyscy palicie dla przyjemności. Ja palę po to, aby umrzeć.”

Narracja: 1-osobowa

6 komentarzy:

  1. Książka w planach czytelniczych, ale trochę odległych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszyscy chwalą Greena. Jeszcze nie czytałam jego książek, ale kiedyś to na pewno zrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi ta książka podobała się najmniej z powieści Greena :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeczytaniu jego trzech powieści, myślę, że Papierowe Miasta były z lekka gorsze - ale to nie znaczy, że nie mają swojego uroku :3

      Usuń
    2. Mam podobne zdanie na temat "Papierowych miast" i nie zmieniłam go również po przeczytaniu "19 razy...". A co do "SA", też przez chwilę miałam chęć przejąć hobby Milesa. ;D

      Usuń
  4. Ja sięgam po nią już w sierpniu, bo koleżanka mi pożyczy z czego bardzo się cieszę :D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy