wtorek, 23 września 2014

,,Metro 2033" Dmitry Glukhovsky

TOM I

Rok 2033. Świat w wyniku konfliktu atomowego został obrócony w stertę gruzu. Jednym z ostatnich – może ostatnim? – ze skupisk ludzkości pozostaje moskiewskie metro. Od ponad 20 lat ludzie, którzy ocaleli z piekła wojny, próbują uchronić co tylko się da z minionej przeszłości. Zamknięci w podziemnym świecie, w którym brakuje wszystkiego, a nade wszystko energii, skazani są na regres.
Na powierzchni pojawiły się zmutowane pod wpływem promieniowania nowe gatunki i będąc lepiej przystosowanymi do życia w warunkach ciągłej radiacji zastąpiły człowieka. Zaczynają też przenikać do metra. Czas człowieka przeminął. Ale czy na pewno?

Moskiewskie metro, dzięki swej unikalnej konstrukcji i stumetrowej głębokości, uratowało życie kilkunastu tysiącom moskwian, którzy nie zdają sobie sprawy, że najprawdopodobniej są ostatnim przyczółkiem ludzkości. Stworzyli tu swój własny świat.

Pamięć o świeżym powietrzu, błękitnym niebie, trawie pod stopami stopniowo umiera. Na mrocznych stacjach, rozświetlanych światłami awaryjnymi i blaskiem ognisk, mieszkańcy próbują wieść życie zbliżone do tego sprzed katastrofy – tworzą mikropaństwa, których spoiwem może być ideologia, religia czy ochrona filtrów wodnych… Zawierają sojusze, toczą wojny. W bocznych tunelach uprawiają grzyby, hodują świnie i kury. Opał i potrzebne rzeczy dostarczają im stalkerzy, którzy wyprawiają się na powierzchnię.

WOGN to wysunięta najbardziej na północ stacja metra, a zarazem przyczółek ludzkości. Mocna grupa kilkuset ludzi żyje tu połączona przyjaźnią. Była to jedna z najpiękniejszych stacji i wciąż pozostała bezpieczna. Jednak od pewnego czasu pojawiło się na niej śmiertelne niebezpieczeństwo. Artem – młody mężczyzna mieszkający na stacji WOGN – otrzymuje zadanie: musi przedostać się do serca moskiewskiego metra, do legendarnej stacji Polis, aby ostrzec wszystkich przed możliwością ostatecznej zagłady. W rękach Artema spoczywa nie tylko przyszłość jego stacji, ale być może i całej ocalałej ludzkości.

Komentarz: ,,Ten któremu starczy odwagi i wytrwałości, by przez całe życie wpatrywać się w mrok, pierwszy dojrzy w nim przebłysk światła.”

Jedna z moich przyjaciółek nazwała Metro 2033 swoją osobistą biblią, i szczerze powiedziawszy wcale się jej nie dziwię. Tak jak w biblii mamy głównego bohatera – mesjasza – Artema, który nie, spokojnie, nie głosi żadnych przykazań, ale ma misję, przez którą musi uratować pozostały przy życiu odsetek ludzi zamieszkujący rosyjskie metro.



Ale zacznę może od panującego klimatu w książce… Zatem mamy ukazaną post apokaliptyczną  przyszłość, gdzie promienie słoneczne i ludzie przyczynili się do zagłady Ziemi i całkowitego wypalenia życia. Ale! Niektórym szczęśliwcom udało się zawczasu ukryć w mrocznych zakamarkach metra i tam ułożyć nowe życie na nowych zasadach. W ciągu kilkunastu lat w wyniku promieniowania, na powierzchni zaczęło się nowe życie – śmiertelnie niebezpieczne dla człowieka. Dziwne stwory, zmutowane rośliny i zwierzęta stały się głównym zagrożeniem, lecz… Jak się okazało, nie tylko one potrafiły wywołać paniczny strach i dreszcze na skórze…

,,Poddaj się, homo sapiens! Nie jesteś już władcą przyrody! Zostałeś obalony! Nie, nie musisz koniecznie od razu zdychać, nikt nie nalega. Poczołgaj się jeszcze w agonii, zachłystując się własnymi ekskrementami… Ale wiedz, homo sapiens, przeżyłeś już swoje. Ewolucja, której prawa pojąłeś, zatoczyła już pełne koło, i nie jesteś już jej ostatnim stadium, nie jesteś koroną stworzenia. Jesteś dinozaurem. Trzeba ustąpić miejsca nowym, doskonalszym gatunkom. Nie należy być egoistą. Gra skończona, pora dać pograć innym. Twój czas minął. Wymarłeś. I niech przyszłe cywilizacje łamią sobie głowy nad tym, dlaczego homo sapiens wymarł. Chociaż wątpię, żeby to kogokolwiek zainteresowało…”

Kiedy odbywamy podróż z Artemem możemy poczuć ten mroczny, ugniatający nas ciężar przerażenia pojawiający się zawsze przy przechodzeniu przez tunele. A skoro przede wszystkim akcja dzieje się w metrze, gdzie jest pełno ciemnych tuneli, to czujecie strach prawie zawsze. A raczej ja się tak czułam, a muszę przyznać że do strachliwych przy czytaniu nie należę. Autor świetnie pokierował czytelnika tak, żeby rozbudzić w nim pierwotny lęk przed nieznanym. Gwarantuję Wam – ten mroczny klimat przytłoczy każdego.

,,Liczba miejsc w raju jest ograniczona, i tylko wejście do piekła jest dla wszystkich otwarte.”

Jeśli chodzi o fabułę to Glukhovsky spisał się na medal( a nawet na więcej). W bardzo szczegółowy sposób opisał wizję świata, a każdy bohater jak można było zauważyć nie był płaską, papierową postacią, ale miał swoje życie i historię, dzięki czemu można było odczuć, że postacie są rzeczywiste. W Metrze 2033 jest dużo opisów dotyczących polityki i całego systemu jaki powstał po zagładzie. Niesie to ze sobą plusy i minusy, ponieważ z jednej strony możemy dokładniej zagłębić się w ten przerażający świat i poznać wszelkie mechanizmy, a z drugiej szybkość czytania mimowolnie zwalniała i czasem wiało nudą. Ale po przeczytaniu całej powieści mogę teraz stwierdzić, że jeśli przeszłam przez taaaki opis polityki, to prawdziwy świat stoi przede mną otworem :D.

,,Nie da się żyć w ciągłej świadomości swojej śmiertelności. Trzeba o tym zapomnieć, a jeśli takie myśli mimo wszystko się pojawią, trzeba je przepędzać, trzeba je zagłuszać, inaczej mogą zapuścić korzenie w świadomości i rozrosnąć się, a ich jadowite zarodniki zatrują życie temu, kto się podda. (…) Tylko jedno ratuje człowieka od szaleństwa: nieświadomość.”

Na szczęście lub nieszczęście kwestie religijne i ideologiczne też w dużej mierze się pojawiają. Mamy tutaj przeszłe wierzenia ( tudzież: nazistowskie), teraźniejsze ( protestanckie) oraz przyszłe, wymyślone przez samego autora (przykładowo: Wielki Czerw – spokojnie, nie musicie wiedzieć o co chodzi). Religia od zawsze towarzyszyła gatunkowi ludzkiemu, była wręcz jego nieodłączną częścią życia. Niosła szczęście i zgubę. Radość i łzy. Życie i śmierć. I właśnie w taki sposób przedstawia ją Glukhovsky. Nie koloryzuje, ani nie upiększa – po prostu przedstawia surowy obraz wierzeń i konsekwencji jakie z niego wynikają.

,,Każda wiara służyła człowiekowi tylko jako laska, która podtrzymywała, by nie upaść, i pomagała wstać, kiedy ludzie jednak się potykali i przewracali.”

Co do wartości i głębszych rozmyślań, to jak można było zauważyć – jest ich pełno. Myślę, że to właśnie jest ten najpiękniejszy element tej książki, ponieważ dzięki nim staje się czymś więcej niż tylko papierową powieścią( patrz: moja przyjaciółka odnalazła swoją biblię). Dlatego warto po nią sięgnąć, ponieważ na pewno nie pożałujecie!

Jeszcze na koniec chciałam powiedzieć coś o bohaterach i zakończeniu. Jeśli chodzi o pierwsze, to niektórych skusi pewnie to, że nie ma wątku miłosnego, a bohater skupia się przede wszystkim na wypełnieniu misji i znalezieniu odpowiedzi. Artem jest wyjątkową postacią i jest to udowadniane aż do samego końca. Tylko że w niektórych momentach miałam takie wrażenie, że każda przeszkoda jaką napotkał była zbyt szybko i prosto rozwiązywana. Ale to jedynie moje lekkie wrażenie( nie mogę w końcu dyskutować z przeznaczeniem bohatera). Inne postacie spodobały mi się ze względu na niesione mądrości i są to na przykład: Chan i Myśliwy. Oboje najbardziej rzucili mi się w oczy i oboje byli niesamowici.

Co do drugiego, czyli zakończenia, to kompletnie mnie rozwaliło. Ostatnie strony to była po prostu fontanna uczuć i rzucanych pytań w pustkę: Co? Dlaczego? Jak to możliwe? Owszem, autor zaserwował nam ucięte zakończenie, gdzie do końca nie można stwierdzić jak to dokładnie wygląda, ale wierzę, że jest to zabieg zamierzony. Mam na to dowód! Poza tym taki ucięty koniec pozwala nam na jeszcze więcej rozmyślań i snucie teorii na temat dalszych losów Artema i całego sensu jego podróży.

,,Nie było w nim nic, tylko pusty, ciemny tunel odmierzający każdemu czas, tunel którym człowiek ma iść na oślep od stacji ,,Narodziny” do stacji ,,Śmierć”. Poszukujący wiary próbowali po prostu znaleźć w tym przejeździe boczne tunele. Ale stacje były tylko dwie, i tunel powstał tylko po to, żeby je połączyć, dlatego żadnych odnóg w nim nie było i być nie mogło.”

Metro 2033 jest książką obowiązkową dla każdego czytelnika i z całego serca polecam! Nadmiar wrażeń – gwarantowane!

,,Najważniejsze jest tutaj – wskazał na swoją pierś – najważniejsze jest to, co się dzieje w środku, a nie na zewnątrz. Najważniejsze to w sercu być tym samym człowiekiem, nie upaść.”

Narracja: 1-osobowa

6 komentarzy:

  1. Z tą książką koniecznie muszę się zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałem naprawdę wiele o tym autorze i jego książkach. Myślę, że mimo pisuje on w gatunku, za którym nie przepadam, Metro może stać się moją książką numer 1 :) Musze się przekonać :D

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie nie dziwi mnie, że w książce spod męskiego pióra wyszła taka mroczna historia bez wątku miłosnego. "Metro 2033" czeka na mnie na półce, wiele osób już mi je polecało, ale mimo to nie mogłam się zabrać za lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po książki post apokaliptyczne sięgam raczej sporadycznie, jednak na "Metro 2033" chętnie bym się zdecydowała. Zapowiada się naprawdę ciekawa lektura. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie do serii nie ciągnie, ale mąż jest zachwycony

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciągle zastanawiam się, czy zabrać się za tą książkę, czy nie. Chyba odrzucają mnie rosyjskie realia, nigdy nie przepadałam za nimi w książkach. Z drugiej strony opis fabuły zachęca. W wolnej chwili spróbuję zabrać się za tą książkę. Zobaczymy, co z tego wyniknie ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy