niedziela, 11 stycznia 2015

,,Dotyk" Jus Accardo

TOM I DENAZEN

Pewnego dnia tajemniczy chłopak po upadku z nadrzecznego wału ląduje u stóp Deznee Cross, szalonej 17-letniej miłośniczki mocnych wrażeń. Dziewczyna uznaje to za świetną okazję, żeby wkurzyć ojca i sprowadza błękitnookiego przystojniaka do domu.

Jednak nie wszystko jest z nim w porządku. Kale zachowuje się na tyle dziwnie, że nawet Deznee zaczyna coś podejrzewać. Okazuje się, że chłopak był więziony przez Denazen Corporation, organizację, która wykorzystuje ludzi o specjalnych umiejętnościach jako broń. A umiejętności Kale'a są wyjątkowo niebezpieczne – jego dotyk zabija...

Komentarz: ,,Gdyby życzenia były końmi… To pewnie zostałabym stratowana.”

Nie wiem czego dokładnie spodziewałam się po Dotyku, ale aż do teraz żałuję decyzji, że w ogóle pokusiłam się, żeby przeczytać w całości tą książkę.

Zapowiadało się całkiem nieźle, w pierwszych rozdziałach poznaliśmy bohaterkę która lubi poczuć adrenalinę buzującą w jej żyłach oraz chłopaka, Kale, którego dotyk zabija. Czyż to nie był świetny materiał na interesujące i nawet oryginalne postacie? Owszem, z mojego punktu widzenia był. Fabuła też mogłaby czarować, bo w końcu mieliśmy ukazany jakiś tajemniczy ośrodek, gdzie znajdowały się osoby z paranormalnymi zdolnościami oraz pościg nad zbiegłym Kalem. A co autorka zrobiła? Wielką, sztuczną katastrofę!



,, - Nie prosisz czasem o zbyt wiele? 
- Trzeba marzyc z rozmachem.” 

Główna bohaterka, Dez, stała się jedną z najbardziej wkurzających i irytujących postaci literatury. Nie dość, że zachowywała się pretensjonalnie i jakby była wszechmocnym i nieśmiertelnym bogiem, to do tego jeszcze jej dziecinność i sztuczność biła w oczy. Przykładowo, kiedy wywiązywała się jakaś śmiertelna walka z pistoletami, to ona zachowywała się jakby była nietykalna, a cała sytuacja była jedynie dziecinną igraszką. Jej przemyślenia i niby problemiki były tak śmieszne, że aż żałosne.

Co do Kale to jego upośledzenie umysłowe dobiło mnie do reszty. Niby nie był głupi (chociaż dla mnie był) to jego zachowanie niczym pięciolatek doprowadzało mnie do białej gorączki. Jeśli chodzi o wątek miłosny… to jak można było się spodziewać, pomiędzy pięciolatkiem a nieogarniętą dziewczynką nic poważnego nie mogło się wywiązać. A dokładniej, nic poważnego czytelnik nie mógł odebrać. Niby nawzajem sobie słodzili, niby wyznawali jakąś namiętną miłość i poznawali siebie wzajemnie, ale było zbyt chaotycznie i – znowu użyję tego słowa – sztucznie.

,,Bez ciebie nie istnieje żadne z tych miejsc, do których chcę pojechać. Wszystkie moje cele opierają się na jednym. Na tobie. Ty jesteś moim najważniejszym celem. To chyba nic złego, prawda?”

Fabuła i ogólnie cała akcja, była zbyt dynamiczna oraz bez ładu i składu. Jedno wydarzenie nakładało się na drugie, wszystko pędziło w zawrotnym tempie, i zanim zdążyliśmy zastanowić się nad rozwiązaniem jakiejś zagadki odpowiedź sama już nadchodziła. Sporo było przewidywalności sytuacji oraz absurdalności, która przewijała się przede wszystkim w scenach walk.


Emocje jakie wywołał we mnie Dotyk można określić jako: zażenowanie, irytacja, chęć spalenia książki i niewyobrażalne poczucie absurdu. Najwidoczniej można napisać jeszcze tak złe młodzieżowe książki, tylko jaki normalny dorosły wydawca sądzi, że może to się spodobać czytelnikom? Nie wspominając jeszcze, że została wydana druga część tej żałosności! Nie lepiej było wydać coś bardziej ambitniejszego albo kontynuację jakiejś innej serii, która naprawdę jest dobra i na którą wszyscy czekają?

Mam po dziurki w nosie Dotyk i na pewno nie sięgnę po dalsze części. Nawet jeśli miałabym mnóstwo wolnego czasu i jedynie drugą część serii do wyboru, to za nic bym jej nie tknęła.

,, Z Kalem było inaczej. On nie tylko patrzył , on widział. Jak nikt nigdy.”

Narracja: 1-osobowa

5 komentarzy:

  1. Ja także nie lubię tej książki, wręcz nienawidzę i nie mogę na nią patrzeć. Ledwo jakoś przez nią przebrnęłam w nadziei, że jednak coś z niej będzie, ale nic z tego. Miałam ochotę rzucić nią o ścianę, albo wyrzucić przez okno, ale bibliotekarka raczej nie ucieszyłaby się z uszkodzonej książki :) Coś takiego w ogóle nie nadaje się na książkę. Nie rozumiem, jak w ogóle ktoś chciał to badziewie wydać... Możę piszę trochę bez ładu i składu, ale jak widzę coś takiego, to po prostu inaczej nie mogę. Ta książka to jakaś tragedia, jeszcze nigdy nie trafiłam na aż taką beznadzieję w literaturze. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja miałam ochotę na tę książkę. Swego czasu cieszyła się pozytywnymi opiniami. Jak trafię na nią w bibliotece to wypożyczę, aby się przekonać, czy też tak negatywnie ją odbiorę. Kupować jednak nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś od początku nie czułam zbyt wielkiej chęci na zapoznanie się z tą serią, a Twoja i jeszcze kilka innych recenzji tylko mnie w tym utwierdziło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś zaczęłam czytać tą książkę... ale nie dobrnęłam nawet do połowy...

    namalowac-swiat-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś nawet miałam ambicje, żeby tę książkę przeczytać, ale już dawno przeszła mi jakakolwiek ochota na powieści z tego gatunku. A od "Dotyku" już na pewno będę się trzymać z daleka. ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy