niedziela, 22 lutego 2015

,,Według Łotra" Adam Wiśniewski-Snerg


Klasyczna powieść jednego z najbardziej intrygujących polskich pisarzy science-fiction. Główny bohater, Carlos, budzi się pewnego dnia i niespodziewanie odkrywa, że wszystko wokół jest sztuczne ludzie to manekiny wypowiadające słowa pozbawione sensu, domy to teatralne dekoracje, jedzenie plastikowe atrapy. Wkrótce orientuje się, iż świat jest planem wielkiego filmu, w którym on sam ma do odegrania ważną rolę. Powieść Snerga to nie tylko pełna szalonych pomysłów dystopia a la Philip Dick, to także poruszający zapis wyobcowania w tłumie, obraz naszego świata, zamieszkanego nie przez żywych ludzi, ale kukły. Świata, który zatracił swoje ludzkie oblicze.

Komentarz: Bywają czasem takie chwile, kiedy do naszych rąk trafiają przypadkowo książki o których nigdy nie słyszeliśmy i których raczej nie wypożyczalibyśmy/kupowalibyśmy, ponieważ nasza lista do przeczytania jest zawsze zapełniona o wiele atrakcyjniejszymi pozycjami. Takie przypadkowe książki rzadko się zdarzają, lecz kiedy już dostaną się w nasze łapki, mogą okazać się dość DZIWNĄ niespodzianką.



Taką właśnie niespodzianką jest dla mnie Według Łotra o którym nigdy nie słyszałam i raczej bym nie przeczytała, gdyby nie przyjaciółka, która po prostu wepchnęła mi go w ręce. Książka jest cienka( zaledwie 200 stron, jeśli się nie mylę…) i chyba tylko to skłoniło mnie do przeczytania, bo raczej nie ukrzyżowany Jezus na okładce, który wprawiał mnie w zmieszanie za każdym razem, gdy na niego patrzyłam…

Jeśli mam być szczera powieść do najprostszych w czytaniu nie należy, a to z tego względu, że zawiera w sobie dużo głębszych znaczeń motywujących do filozoficznych rozmyślań na temat świata, i ludzi oraz do stawiania sobie wielu pytań natury egzystencjalnej. Przykładowo: Jaką rolę odgrywam w tym świecie? Do jakiego celu zmierzam? I czy to wszystko ma sens? Oprócz filozoficznych dopalaczy mózgu, mamy tutaj również zagadnienia religijne pomieszane z science-fiction. Pierwszy raz spotkałam się z zabiegiem połączenia tych dwóch skrajnych sobie elementów, które odegrały tutaj logiczny i znaczący udział. Polski autor na tym polu wykazał się doskonale i jego tok rozumowania jak najbardziej do mnie przemówił, choć tak jak już mówiłam - nie łatwo było od początku zrozumieć i przebrnąć przez tak mocne podwójne znaczenia.

,,Zrozumiałem w tej chwili przynajmniej jedno: że gdybym chciał pozostać w zgodzie z przemienionym światem, musiałbym dla siebie zatrzymać wszystko, czego się o nim dowiedziałem.”

Fabuła może wydawać się prosta: Mamy głównego bohatera, Carlosa, który budzi się pewnego dnia i odkrywa, że cały otaczający go świat jest sztuczny – począwszy od jedzenia, przedmioty, aż do ludzi, którzy są jedynie zwykłymi manekinami. Carlos wraz z upływającymi dniami próbuje zrozumieć jak funkcjonuje ten nowy, a zarazem stary świat i odkryć przyczynę jego nowego widzenia.

Jeśli chodzi o bohaterów to jak najbardziej są dobrze wykreowani, poboczne postacie odgrywają tutaj znaczące role, a sam Carlos i jego postępowanie dają wiele do myślenia.

Dlatego jakby na to nie spojrzeć, Według Łotra jest dość ambitną powieścią, która szczerze powiedziawszy zaskoczyła mnie na koniec i zmusiła do jeszcze większej ilości rozmyślań. Jeśli ktoś lubi pofilozofować, bądź zobaczyć co wyjdzie z połączenia science-fiction i religii chrześcijańskiej, to jest to lektura dla niego.

1 komentarz:

  1. Czytałam tę powieść w 2013 roku: zachęciła mnie do poszukiwań intertekstualnych (m.in. Leśmian, Schulz), choć całość nie wzbudziła zachwytu. Pisałam o niej tutaj. :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy