poniedziałek, 2 lutego 2015

,,Zła Krew" Sally Green

TOM I ZŁA KREW


Współczesny świat, w którym obok ludzi żyją wiedźmy – dobre, białe oraz złe, czarne. Piętnastoletni Nathan jest mieszańcem obu zwaśnionych rodów. Ścigany i wyalienowany decyduje się przetrwać za wszelką cenę. 
Pierwsza część trylogii. 
O woli przetrwania, która pokonuje wszelkie przeciwności.

Komentarz: ,,Sztuczka polega na tym, by się nie przejmować. Nie zwracać uwagi na to, że boli. Nie zwracać uwagi na nic.”

Nie skłamię mówiąc, że Zła Krew była dla mnie wielką niespodzianką. Wręcz nie spodziewałam się, że po pierwsze książka o czarodziejach oraz czarownikach, za którymi tak bardzo nie przepadam, podbije moje serce, a po drugie nie sądziłam, że wywrze na mnie tak pozytywne odczucia, mimo że opinie innych blogerów były zróżnicowane.


Choć często tego nie robię, chciałam najpierw skupić się na stronie graficznej i technicznej.(Ha! Taki kaprys!) Błyszcząca okładka z rozpływającą się krwią układającą się w rysy twarzy mężczyzny oczarowała mnie już od pierwszej chwili, kiedy wypatrzyłam ją na jednym z blogów.  Rzadko kiedy się zdarza, żeby śliczna okładka odzwierciedlała piękne wnętrze powieści, lecz tutaj dopasowano idealnie. Do tego dochodzi niezwyczajny styl autorki – niby prosty, łatwy do odczytu, ale zadziwiająco oryginalny. Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie przez głównego bohatera Nathana, dzięki czemu wydarzenia rozgrywane w książce są jeszcze intensywniej przez nas odbierane.


Bardzo spodobało mi się przedstawianie historii przez autorkę, gdzie już na wstępie intryguje sytuacją w jakiej znajduje się bohater – tudzież w klatce - a następnie pokazuje od początku jak do tego doszło.

Fabuła nieraz mnie zaskakiwała oraz wywoływała sprzeczne emocje. Jak pisałam, nie za bardzo przepadam za czytaniem o zwykłych czarodziejach – może przez to, że wydają się zawsze zbyt nudni i oklepani – ale tutaj spotykamy zupełnie inny pomysł na przedstawienie magii. Mamy podział na czarodziei(tych dobrych) oraz na czarowników(tych złych) i gdzieś pośrodku, pomiędzy czernią a bielą znajduje się Nathan. Nikt nie wie, czy będzie zły czy dobry, co czyni go potencjalnym zagrożeniem, tym bardziej, że jego ojcem jest najpodlejszy z czarowników. Bardzo dobrze są podkreślone wpływy, jakie dotykały chłopaka od dzieciństwa, przez co czytelnik może dokładnie prześledzić jakie zmiany zachodzą w samym Nathanie oraz jaką drogę postanawia wybrać.

,,Rzeczy nie są dobre czy złe same w sobie. Są takie, jakimi nam się wydają.” William Shakespeare Hamlet

Najciekawszym problemem naruszonym w Złej Krwi jest właśnie pojęcie dobra i zła. Ta wyraźna granica między dwoma pojęciami była akceptowana przez czarodziei i czarowników od kilkunastu stuleci. Coś było albo białe albo złe. Lecz kiedy pojawił się mieszaniec, to idea dobra i zła przestała mieć znaczenie. A czy kiedykolwiek grała tutaj główną rolę? Nathan sam na swojej skórze doświadczy, że nikt nie jest tak naprawdę czystą barwą bieli czy czerni – od zawsze istniały odcienie szarości i on jest tym kontrowersyjnym dowodem.

Bohaterowie są tutaj mocną zaletą, a w szczególności sam główny bohater. Jako czytelniczka, albo nienawidziłam szczerze jakąś postać, albo ją ubóstwiałam bądź byłam podejrzliwa do niektórych. Świadczy to o tym, że autorka poprzez samą kreację osób potrafi wzbudzić emocje i targać nimi według jej własnej woli.

Na koniec chciałam jeszcze powiedzieć, że czytanie Złej Krwi było jedynie pasmem przyjemności i z niecierpliwością oczekuję kontynuacji, a zarazem innych książek autorki. Jak najbardziej polecam, powieść godna uwagi dla każdego książkoholika.

,,Ktoś kiedyś powiedział, że najlepszą metodą sprawdzenia, czy można komuś zaufać, jest zaufanie mu.”

5 komentarzy:

  1. Mieszane opinie na temat tej pozycji spotykam, jednak fabuła brzmi interesująco i chętnie zapoznałabym się z nią :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, a ja dalej nieprzekonana. Może jednak warto? Zobaczę, jak znajdzie się czas, to spróbuję po to sięgnąć.
    Btw, w ogóle nie zauważyłam, że na okładce ta krew układa się w twarz!!! Jak to zobaczyłam w opisie, to byłam w szoku. Widziałam tą okładkę tyle razy na fanpage'u Uroborosa i tego nie zauważyłam >< Ślepa ja

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam już trochę o tej książce i to przeważnie pozytywnego, więc nic dziwnego, że mam ją w planach :)

    namalowac-swiat-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkie te mieszane recenzje utwierdzają mnie tylko w tym, że mimo wszystko warto dać książce szanse. Przecież gdyby nic w niej nie było, to nie wywoływała by tak skrajnych reakcji :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam do tej pory o tej książce. Fabuła zapowiada się ciekawie, poza tym lubię magię, więc chętnie bym ją przeczytała. :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy