piątek, 13 marca 2015

,,Milion Słońc" Beth Revis

TOM II W OTCHŁANI


Misja trwa. Po obaleniu dyktatora na pokładzie „Błogosławionego” zapanowała radość. Nie trwa jednak długo, gdyż okazuje się, że załoga statku skrywała tajemnicę, która może przesądzić o losach wyprawy. Niespodziewanie nowa fala morderstw staje się zalążkiem buntu. Rozpoczyna się walka o przetrwanie.

Amy rusza tropem tajemniczych wskazówek pozostawionych przez jednego z uczestników misji, a Starszy mierzy się z nowymi wyzwaniami, które stanęły przed nim jako przywódcą. Nikt nie zna odpowiedzi na pytanie, czy kiedykolwiek pasażerowie „Błogosławionego” dotrą do nowej Ziemi…


 Komentarz: 


,,Tu nie chodzi o nadzieję. Tu chodzi o wiarę. Wiarę, że nowy świat będzie lepszy niż to. I że nawet jeśli nie będzie, to warto zaryzykować i przekonać się o tym na własnej skórze.”


Nie będę pierwszą ani ostatnią osobą, która określi okładkę Miliona Słońc jako: BRZYDKĄ. Pomysł z umieszczeniem dwójki nastolatków, którzy są niby Amy i niby Starszym, wyglądającymi niezbyt zachęcająco w śluzie powietrznej, było kompletnym niewypałem. Moje oczy wręcz paliły się żywcem, kiedy przypadkowo zerkałam na okładkę!

Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, dlatego przechodząc poważnym krokiem do wewnętrznego bogactwa powieści, zacznę od fabuły. Czasem było dynamicznie a czasem ciężko było przebrnąć przez nudniejsze fragmenty – na szczęście zdarzały się dość rzadko, bo byłabym w stanie ją odłożyć i zabrać się za czytanie czegoś innego. Historia sama w sobie była ciekawa. Znośnie ciekawa… Mamy tutaj w bardzo dobry i przede wszystkim emocjonujący sposób przedstawienie zarzewia buntu, który zaczął się szerzyć wśród mieszkańców Błogosławionego po zaprzestaniu zażywania fidusa (narkotycznego leku, który zobojętniał wszystkich). Osobiście po wielu napadach gniewu, wyzywania od najgorszych bohaterów oraz krzyków rozpaczy, stwierdzam, że autorka naprawdę nieźle się spisała. Skoro potrafiła wywołać we mnie takie reakcje, to nic dziwnego, że moja ocena względem książki znacznie wzrosła.

„Może warto zrezygnować z dobra, jeśli dzięki temu niszczy się także zło.”
Kolejnym dobrym zabiegiem Beth Revis było wprowadzenie zagadek, które po pierwsze odkrywały wiele tajemnic Błogosławionego, a po drugie sprawiały, że Milion Słońc nie było nużące. Jednakże, niektóre łamigłówki były tak banalnie proste, że czytelnik odkrywał je znacznie szybciej niż główni bohaterowie. Jeśli chodzi o nieprzewidywalność i zaskoczenia – to było ich naprawdę mało. Prawie wszystko było oczywiste aż do bólu. Prawie! ponieważ zakończenie tak jak w pierwszej części odrobinę mnie oszołomiło. Naprawdę nie spodziewałam się, że ta osoba może za czymś takim stać.

Co do bohaterów to jak najbardziej się nie zawiodłam. Każda postać miała znaczenie i można było zrozumieć czym się kierują, robiąc takie a nie inne rzeczy. To co najbardziej do mnie przemówiło, to to, że autorka rozwinęła bardziej wątek z Harleyem – poznajemy jego historię, jego wzloty i upadki, oraz miłość, która była zarazem jego ocaleniem i zagładą. Tak więc dla fanów bohatera, będzie to znakomity kąsek.

Wątek romantyczny pomiędzy Amy a Starszym nadal powoli się tutaj rozwija, ale można było zauważyć, tą niewidzialną więź, którą da się czasem wyczuć przy książkowych parach nawet wtedy, kiedy nie są jeszcze razem. To co najbardziej mnie irytowało to przede wszystkim idiotyczne zachowanie Amy. Jej ciągłe rzucanie się do rodziców, obwinianie Starszego oraz brak zaufania do niego i wkurzanie bezustannym ,,Idę ich rozmrozić!” ,,Czy mogę ich rozmrozić?” ,,Może już czas ich rozmrozić?” ,,Zrobię to teraz!”, wprawiało mnie po prostu w chęć wyrzucenia jej w próżnię. Dobra, rozumiem, tęsknota za rodzicami i poczucie odosobnienia, ale do jasnej cholery, laska ogarnij się! Zamrożeni rodzice raczej nigdzie się nie ruszą, a tu statku zaraz nie będzie jak nie pomożesz Starszemu!

,,Miłość nie jest miłością, jeśli nie ma się wyboru.”

Milion Słońc jako kontynuacja była lekko słabsza od W Otchłani, ale niezaprzeczalnie miała swój urok. Dobrze mi się czytało pomimo sporadycznej irytacji do bohaterki, oraz nieźle się rozemocjonowałam. Jeśli miałabym oceniać numerycznie, dałabym jej 6/10, ale tak jak już mówiłam książka nie jest zła oraz zapewnia całkiem niezłą zabawę.

Myślę, że jeśli ktoś przeczytał pierwszą część może bez problemu chwytać za kontynuację. Polecam również tym, którzy lubią antyutopie, coś oryginalnego i coś co nie koniecznie skupia się przede wszystkim na wątku romantycznym.

,,Wszystko nieustannie zmierza ku chaosowi. Ku stanowi nieuporządkowania, rozpadu i zniszczenia.”

4 komentarze:

  1. Słyszałam wiele pozytywnych opinii o całej tej serii i bardzo chciałabym ją zdobyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam cala trylogię i opisywany rzez ciebie tom jak dla mnie jest najsłabszy - :) Ale ogólnie nie jest zły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam za sobą całą trylogię i jest na mój gust naprawdę świetna!

    OdpowiedzUsuń
  4. Całą serię przeczytałam i bardzo miło wspominam. :) Choć w moim odczuciu wątek miłosny był sztuczny i wciśnięty w historię trochę na siłę. ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy