niedziela, 1 marca 2015

,,Rywalki" Kiera Cass

TOM I SELEKCJA


Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Eliminacje są szansą ich życia. To dzięki nim mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów. Celem Eliminacji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona.

Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Americą Singer.

Dla Ameriki Eliminacje to koszmar. Oznacza konieczność rozstania z Aspenem – jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której wcale nie pragnie.

Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, America zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić…

Komentarz: „To, co dla mnie wydawało się czymś niewiele lepszym od programu rozrywkowego w telewizji, dla niego było jedyną szansą na szczęście.”

Systematycznie, co jakiś czas, widuję na obserwowanych przeze mnie blogach recenzje/opinie na temat książek Kiery Cass. Od dawna ta seria mnie nurtowała i wierciła dziurę w brzuchu, abym w końcu zwróciła jej należytą uwagę. No i stało się. Nareszcie mogę zaliczyć się do grona osób, które trylogię Selekcja Kiery Cass mają już za sobą. Jupi! Hura! Rzyganie tęczą itd. itp. Ale czy to szczęście uzasadnione?

Rywalki jako pierwsza część była wielką niespodzianką, a to z tej przyczyny, że moje przewidywania okazały się błędne – dzięki bogom błędne! Otóż spodziewałam się, że dostanę książkę, gdzie główna bohaterka będzie irytująca, a całe to wydarzenie wyboru żony dla księcia skupi się na nudnych jak flaki z olejem intrygach i głupich zagrywkach uczestniczek. Sądziłam, że wątek w książce będzie przewidywalny oraz wszystko będzie się sprowadzało do baśniowego wyboru księżniczki – coś a la typowo amerykańskie filmy. Jednakże, na szczęście, wszystko okazało się zupełną sprzecznością co do moich założeń.

,,- Naprawdę czujesz się tu jak w klatce? 
- Tak… wasza wysokość. 
- Sam nieraz się tak czułem, ale musisz chyba przyznać, że to niezwykle piękna klatka.”


Po pierwsze, nasza główna bohaterka, America nie jest jakąś typowo głupiutką dziewczynką, która zawsze potrzebuje pomocy. O nie! Cechy, które idealnie można do niej dopasować to: zadziorna, pyskata, odważna i empatyczna kobieta, która nie boi się wyrazić swojego zdania i zawsze stara się znaleźć jakiś złoty środek. Dlatego też, taka kreacja bohaterki jak najbardziej do mnie trafiła – oczywiście, każdy ma wady i Americę to też w dużym stopniu dotyczy, szczególnie w drugiej części, lecz o tym innym razem…

Historia rozgrywa się w przyszłości, gdzie na terenie dawnych Stanów zostało utworzone nowe państwo, Illea, gdzie każdy człowiek jest przyporządkowany do numerka oznaczającego swoją pozycję w społeczeństwie. Jedynka, to oczywiście rodzina królewska, a później stopniowo pod względem zamożności wszystko się obniża, aż do Ósemek – najbiedniejszych i najbardziej wyzyskiwanych przez państwo. Już taki podział społeczeństwa można było spotkać w wielu antyutopijnych książkach, zarówno bohaterkę, która próbowała sprzeciwić się takiemu systemowi. Tylko, że w trylogii Selekcja, mamy coś zupełnie nowego. America nie jest na siłę stawiana jako mesjasz państwa, który nadzwyczajnie ratuje cały kraj, tylko jest zwykłą dziewczyną niemającą na nic wpływu, lecz jednak starającą się małymi kroczkami poprzez słowa zmienić panujący porządek rzeczy. To też nie jest powieść, która skupia się przede wszystkim na zmianie panującego systemu, ale na przedstawieniu historii miłosnej o podłożu politycznym.

,,- Wszystko w porządku? Wydajesz się spięta. 
- Ty sobie nie radzisz z płaczącymi kobietami, ja sobie nie radzę ze spacerami u boku księcia.”

Wątek romantyczny jest tutaj przecudowny. Niebanalny, nieoczywisty i wprawiający w niepewność, aż do samego końca. Relacja między Americą a Maxonem jest zupełnie naturalna, podszyta humorem i ważnymi, rzetelnymi sprawami. Nie było niczego na siłę, dzięki czemu wszystko wydawało się płynąć naturalnym biegiem czasu. Kiera Cass na tym polu spisała się fantastycznie, ponieważ sprawiła, że kiełkująca miłość między tą dwójką była szczerze odczuwalna.

Do tego dochodzi spora dawka humoru, która nieraz wprawiała mnie w ataki śmiechu, oraz wciągająca akcja, wynikająca z talentu autorki do płynnego czytania jej książki. Oj, tak. Rywalki pochłonęłam błyskawicznie i przy tym nieźle się bawiłam, ponieważ ani razu nie odczułam nudy – może tylko na początku, na wstępnych rozdziałach.
„- Jaka jest twoja rodzina? 
- Co masz na myśli? 
- Tak po prostu, twoja rodzina musi się bardzo różnić od mojej. 
- Faktycznie - roześmiałam się. - No cóż, na przykład u mnie w domu nie nosi się korony przy śniadaniu. 
- Jak rozumiem, w domu Singerów to zwyczaj zarezerwowany do obiadu? 
- Oczywiście.” 

Chciałam jeszcze wspomnieć, że bardzo spodobało mi się opisywanie politycznych rozegrań o których się mówiło albo brało czynny udział w powieści. Ja, jako największy wróg polityki, kłaniam się autorce za to, że potrafiła w tak prosty i zrozumiały sposób wszystko napisać. Dodatkowo, dzięki temu ambitniejszemu zabiegowi książka nabrała głębszych i poważniejszych barw – nie była jedynie cudowną historią miłosną, lecz również nabrała pikantniejszych smaczków.

Podsumowując, Rywalki są przecudowną książką, która zapewniła mi niezapomnianą i niesamowitą przygodę oraz ukazała piękny początek wątku romantycznego. Uwielbiam, podziwiam i hołduję autorce. Polecam pasjonatom prawdziwych miłostek oraz szukającym czegoś oryginalnego i przyjemnego w czytaniu.
,,Jeśli twoje życie naprawdę stanęło na głowie, to znaczy, że ona musi gdzieś tu być. Prawdziwa miłość zwykle jest okropnie niewygodna.”

10 komentarzy:

  1. już tak długo chcę przeczytać całą trylogię a ciągle coś innego wypada wcześniej :(
    obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Seria jest super ^^ Znaczy może ma kilka znaczących niedociągnięć, szczególnie jeżeli chodzi o rzeczy związane z tymi wszystkimi ruchami oporu, ale i tak seria jest interesująca. Bajka dla trochę starszych osób.

    OdpowiedzUsuń
  3. Serię mam za sobą i nie jest zła, powiedziałabym nawet, ze dobra, jednak autorka niezbyt się przyłożyła do dopracowywania świata, w którym toczyła się akcja. Nie będę Ci jednak spojlerować, sama zobaczysz o co mi chodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę mam w planach, więc być może kiedyś uda mi się ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieźle sie przy tej ksiazce bawiłam, ale nie wzbudziła we mnie wiekszych emocji. Mimo tego chetnie przeczytałabym kolejne cześci, bo czasami lubie poczytać sobie takie leciutkie książki, które odrywają od rzeczywistości, i w których wszystko sie dobrze kończy :D

    http://papierowa-kraina.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Serię uwielbiam! ♥
    Może i były niewielkie niedociągnięcia, ale i tak pokochałam Americę i jej świat. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. W porównaniu z innymi antyutopiami Rywalki nie zachwyciły mnie tak jak Ciebie, ale która dziewczyna nie chce raz na jakiś czas poczytać o takim księciu z bajki? :) Wtedy Rywalki są jak znalazł!

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam ''Rywalki'' i pomimo tego, że mi się spodobały, nie sięgnęłam po ''Elitę'' (tyle się naczytałam negatywnych recenzji odnośnie tej książki, że nie wiem kiedy w końcu dam jej szansę)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo polubiłam tę serię. Czekam teraz na czwarty tom.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaczyna mnie ta książka kusić. :D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy