piątek, 27 marca 2015

,,Wielki Gatsby" Francis Scott Fitzgerald


Nowy Jork, lata 20. Jazz, prohibicja, gangsterskie porachunki. Czas wielkiego kryzysu i równie wielkich profitów. Czas, kiedy droga od pucybuta do milionera była najkrótsza.

Jay Gatsby dostaje się w tryby przestępczego półświatka i wielkiej finansjery. Marzy o pieniądzach, władzy i tej jedynej kobiecie. Traci miłość, przyjaciół i szacunek do siebie samego. Światła wielkiego miasta i kropla szampana to jedyne szczęście, do jakiego zdolne jest „stracone pokolenie”.

Komentarz: ,,Zanim kogoś ocenisz, musisz uświadomić sobie, że on nie jest tobą i że nie wszyscy ludzie na tym świecie mieli takie same możliwości jak ty.”

Może najpierw skupmy się na tym co mi się podobało, ale podobało w takim sensie, że wzbudziło we mnie podziw do autora. Po pierwsze oryginalnie napisana historia, która dla jednych może od początku okazać się wielką wadą, a dla innych zaletą. Chodzi mi dokładnie o przedstawienie przekoloryzowanego, przerysowanego i przepełnionego przepychem świata, które nadaje książce dynamiki i pewnej nuty bajkowości. Autor znakomicie się spisał, ponieważ czytając miało się wrażenie spójności i uporządkowanego absurdu zachowań, jakimi oznaczali się bohaterowie.


,,Każdy człowiek ma o sobie mniemanie lepsze, niż mają o nim inni, i przypisuje sobie przynajmniej jedną z głównych cnót. Taką zasadą jest u mnie uczciwość, jaką można odnaleźć u niewielu ludzi.”
Po drugie, kreacja tytułowego bohatera, Jaya Gatsby’ego, sama w sobie była zachwycająca. To jak stopniowo poznawaliśmy jego tajemnice, wartości i cele, jakimi się kierował oraz historię w jaki sposób zdobył majątek - to wszystko było dobrze przedstawione. Aczkolwiek, moim zdaniem to całe odkrywanie kart (niby pilnie strzeżone sekrety), było zbyt szybko i niezbyt emocjonująco odbierane przez narratora (tudzież głównego bohatera). Spodziewałam się czegoś w stylu: ,,Och, jakie to wstrząsające, że Gatsby tak postępował”, a dostałam jedynie opisy jakby mówiono o pogodzie. Dobra, rozumiem, może to był specjalny zabieg autora i może o to właśnie chodziło, ale mnie to zbytnio nie przypadło do gustu.

,,Nauczmy się okazywać przyjaźń człowiekowi, kiedy żyje, a nie, kiedy już umrze.”

Myślę, że nie pojawiły się tutaj rzeczy, które byłyby aż tak rażąco denerwujące – może oprócz Daisy i jej idiotycznego zachowania jak stereotypowa blondynka. Jednakże były elementy, które odebrałam jako przeciętne, a może nawet słabe np. wielokrotnie pomimo małej ilości stron wiało nudą. Niby akcja była dynamiczna, ale prawdą jest, że trochę męczyłam się z tymi dwustoma stronami. Do tego zachowanie głównego bohatera i jego przemyślenia odznaczały się taką bezosobowością i brakiem emocji.

Wielki Gatsby nie jest złą książką. Odznacza się oryginalnością, a historia choć prosta jest względnie interesująca, chociażby ze względu na samego Gatsby’ego. Oceniając skalą numeryczną daję jedynie 5/10. I myślę, że jako klasyk w pewnym sensie spełnia swoją rolę, dlatego polecam zaintrygowanym życiem w Stanach po I wojnie światowej oraz tym, którzy widzieli film i chcą poznać oryginał.

,,Tak oto nieprzerwanie dążymy naprzód – pod prąd, który nieubłaganie spycha nas z powrotem i każe dryfować w przeszłość.”

4 komentarze:

  1. Szkoda że Tobie się nie podobała, mimo iż sama jej jeszcze nie czytałam. Ubóstwiam film i myślę że książka jest jeszcze lepsza.
    Pozdrawiam !

    http://in-my-different-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja uwielbiam tę książkę, to jedna z moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nie ciągnie mnie do tej książki, jednak może się jeszcze na nią zdecyduję. Chętnie przekonałabym się, jak wypadnie w moich oczach. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo wad, chętnie do niej zajrzę

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy