poniedziałek, 20 kwietnia 2015

,,Jedyna" Kiera Cass

TOM III SELEKCJA

America jest jedną z czterech dziewcząt, które utrzymały się w ścisłej czołówce Eliminacji. Ukochana przez zwykłych ludzi, znienawidzona przez obecnego króla, dziewczyna wciąż nie jest pewna swych uczuć. A jednak nadchodzi moment ostatecznego wyboru, tym trudniejszego, że cały los Illei może spoczywać właśnie w rękach Ami.

Czy dziewczyna powróci do swej dawnej miłości, czy zdecyduje się zostać królową i podjąć walkę o lepszy świat dla siebie i wszystkich mieszkańców Illei?

Komentarz: ,,To nie będzie Żyli długo i szczęśliwieTo będzie o wiele więcej.

Rywalki były czymś zaskakującym, wiejącym świeżym pomysłem i przyciągającym uwagę w taki sposób, że czytelnik potrzebował dowiedzieć się co rozegra się w dalszych częściach. Kiedy nadeszła Elita, było wiele sprzecznych emocji, od irytacji do głównej bohaterki, przez coraz większą fascynację Maxonem, po dreszczyk emocji, którego przyczyną była niepewność jak to się dalej potoczy. I teraz, w końcu przyszedł czas na Jedyną. Czy podbiła moje serce i wybiła się na tle pozostałych tomów? Jak najbardziej.


,,Dzielni ludzie zawsze mają jakieś blizny.”

Będę szczera i już z początku powiem, że kiedy piszę tę opinię to cały czas się uśmiecham. Z czego to wynika? Po pierwsze, kiedy ogólnie pomyślę o Selekcji to zawsze przychodzą mi na myśl przekomarzanki pomiędzy Ami a Maxonem oraz te dość niespodziewane sytuacje i miłosne uniesienia, które nadawały książkom całego uroku. A po drugie, zawsze myślę nad fenomenem całej serii, który polega na tym, że już od pierwszego tomu czytelnik wie jak to się wszystko skończy, ale pomimo tego, przez całe trzy tomy jest na okrągło zaskakiwany i otrzymuje nowe dawki wątpliwości, niepewności oraz wydarzeń, które niekoniecznie mogą oznaczać happy end. I to mnie właśnie śmieszy. Bo ten fenomen dopadł również mnie. Wiedziałam jak to się skończy, nawet moja przyjaciółka potwierdziła jak to się skończy, a i tak byłam na samym zakończeniu emocjonalnie roztargana, bo nie szło tak jak powinno. Dlatego też stwierdzam, że Jedyna przyprawiła mnie o wiele huśtawek nastrojowych i TAKICH wątpliwości, że to się w głowie nie mieści.


,,- Myślałam, że to dobry pomysł. 
- Ami, ty masz zawsze mnóstwo złych pomysłów. Dobre intencje, ale najgorsze pomysły.”

Kolejnym pozytywnym aspektem jest to, że styl pisania autorki podtrzymuje się na równym poziomie. Nie pisze głupstw (chyba, że to dotyczy Ami i jej nieumiejętności załatwiania spraw do końca i wypowiedzenia odpowiednich słów w odpowiednim czasie), jest sporo zaskoczeń, akcja jest dynamiczna – kategorycznie brak tutaj nudy – oraz autorka wszystko świetnie rozplanowała do samego końca.

Wątek miłosny jest słodko-gorzki, pomiędzy Americą a Maxonem po raz kolejny są wzloty i upadki, lecz przede wszystkim można odczuć siłę uczucia jaka ich łączy, dlatego czytelnicy mają zapewnione ochy i achy. Wątek z buntownikami i ogólnie utarczkami politycznymi był zaskakująco intrygujący – zaskakująco, ponieważ nadal ciarki mnie przechodzą, jeśli chodzi o jakieś polityczne zagadnienia. Co do samych bohaterów, to America mniej mnie irytowała niż w Elicie, ale jednak irytowała. Wokół czego to się głównie obracało? Nie tylko dlatego, że próbowała nadal trzymać przy sobie Aspena i Maxona, ale również przez jej idiotyczną niemożność mówienia prawdy. Gdyby mówiła to co myśli, to nie byłoby tylu kłopotów i komplikacji! Jeśli chodzi o Aspena, to coś mało było z nim wydarzeń, ale jak najbardziej byłam szczęśliwa, że jego losy potoczyły się tak, a nie inaczej. A co do Maxona… He, he… Jak zwykle idealny. Niech sobie błyszczy dalej na piedestale w mojej wyobraźni…

,,Złam mi serce. Złam je tysiąc razy, jeśli zechcesz. Możesz z nim zrobić, co chcesz, bo należy do ciebie. [...] Będę cię kochał do ostatniego tchnienia. Każde uderzenie mojego serca jest twoje.[...].”

Podsumowując, Jedyna jest znakomitym zakończeniem trylogii (teraz przyszedł czas oczekiwań na Następczynię), która jak najbardziej wywołuje w czytelniku emocje i nie pozostawia go obojętnym na losy bohaterów. Uwielbiam tą serię i mam nadzieję, że jeszcze powrócę do niej w przyszłości, by znów pośmiać się i powzruszać nad Maxonem i Americą. Polecam: po pierwsze, książkoholiczkom, które jeszcze nie czytały Selekcji, a po drugie książkoholikom, którzy przystanęli na Elicie i postanowili dalej nie czytać. Uwierzcie mi, warto powrócić dla tego wyczekiwanego przez wszystkich momentu.

,,- Powiem wprost: nikt się z tobą nie zgadza. 

- Powiem wprost: nie obchodzi mnie to.”

Narracja: 1-osobowa

5 komentarzy:

  1. Mimo wad i niedoskonałości nadal mam chętkę na tę trylogię, serię, już sama nie wiem jak to nazwać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. mam ochotę na tę trylogię, ale nie mogę się zebrać do zakupu :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, nie spodziewałam się, że książka o księciu na białym koniu i dziewczynie pokroju Kopciuszka będzie dobra. A jednak trylogia, jak najbardziej interesująca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło się czytało nie powiem i już nie mogę doczekać się aż wyjdzie kolejny tom:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam za sobą tylko Rywalki... ale pewnie kiedyś w wolnej chwili nadrobię ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy