niedziela, 21 czerwca 2015

,,Jedno małe kłamstwo" K.A. Tucker

TOM II


Livie zawsze była tą bardziej zrównoważoną z sióstr Cleary. Poradziła sobie z tragiczną śmiercią rodziców. Jednak pod zewnętrzną powłoką twardej i silnej młodej kobiety, kryje się mała dziewczynka, uczepiona ostatnich słów ojca: „Spraw, bym był dumny”. Obiecała, że się postara…Przez ostatnie siedem lat każda decyzja, słowo i czyn przybliża ją do wytyczonego celu.

Livie trafia do Princeton z życiową misją: uczęszczać na zajęcia, zdać na medycynę i poznać dobrego, porządnego faceta, za którego pewnego dnia wyjdzie za mąż. Nie planuje jednak: galeretkowych shotów, sympatycznej współlokatorki-imprezowiczki, której nie potrafi odmówić i Ashtona – przystojnego kapitana uczelnianej osady wioślarskiej. Jego zdecydowanie NIE planuje. Ashton jest aroganckim dupkiem, który rozpala zwykle uśpiony temperament Livie, ponadto uosabia wszystkie cechy, których dziewczyna pragnie u faceta uniknąć. Co gorsza, jest przyjacielem i współlokatorem Connora, który, jak się akurat składa, idealnie spełnia wymagania Livie. Dlaczego więc dziewczyna cały czas wraca myślami do Ashtona?
Czy obowiązkowa i przykładna dotąd Livie zostanie zmuszona, by zrezygnować z ostatniej obietnicy, jaką złożyła ojcu? A wraz z nią z jedynej drogi życiowej, którą zna?

Komentarz: ,,Nie każda decyzja, którą się w życiu podejmie, będzie dobra. Niektóre będą wręcz katastrofalne.”

Kłamstwo jest czasem dobrym lekarstwem dla naszych serc. Znajdzie się również miliony powodów dla każdego z nas, żeby móc skorzystać z karty jaką jest kłamstwo. Jedni robią to dla swojego dobra, drudzy dla dobra innych, a pozostali traktują je jako coś zwyczajnego, coś na porządku dziennym. Dlatego też istnieje jedna pewna prawidłowość na tym świecie: ludzie kłamią. Bez wyjątku. Wszyscy.

Jest również niewielka grupa osób, które okłamują samych siebie. Wmawiają sobie dane kłamstwo, aż w końcu staje się prawdą do której przywykli i… właśnie taki los spotkał naszą bohaterkę, Livie, która przed śmiercią rodziców złożyła obietnicę, która przyczyniła się do snucia coraz większej sieci kłamstw. Jednakże! to wszystko się zmienia, kiedy spotyka na swojej drodze Ashtona – chłopaka, który przewróci jej światopogląd o sto osiemdziesiąt stopni.

Po przeczytaniu Dziesięciu płytkich oddechów, nie byłam jakoś zachwycona. Książka nie porwała mnie, nie wzruszyła, nie wzburzyła emocjonalnie i nie odebrałam jej jako coś szałowego. Owszem, historia była ciekawa, fajnie się czytało, ale brakowało mi tam czegoś – jakiejś iskry. Dlatego, gdy sięgałam po drugi tom byłam nastawiona bez żadnych uprzedzeń. Przeczytam, przetrawię i stwierdzę. Moje stwierdzenie brzmi następująco: Jedno małe kłamstwo podobało mi się bardziej niż Dziesięć płytkich oddechów.

,,Życie znajduje zabawne sposoby, by poddać nas testom. Generuje krzywe, które sprawiają, że robisz, myślisz i czujesz rzeczy różne od tych, jakie miałaś zaplanowane, i które nie pozwalają ci żyć w czarno-białym świecie.”

Po pierwsze, główna bohaterka, moim zdaniem, była bardziej dopracowana i potrafiłam lepiej się wczuć w jej sytuację. Dobra, wiem, że miała chwile, które irytują czytelnika, czyli ,,Nie będę z nim, bo stawiam sobie mentalny zakaz” albo ,,Kocham go, ale nie mogę go kochać”. Tak, to dość wnerwiało, ale ja już się przyzwyczaiłam, że w takich typowo romantycznych książkach musi być jakiś zły przewrót dla zakochańców. Więc pomijając tą wadę, Livie była bardziej ogarnięta niż Kacey (z pierwszego tomu) i jej zachowanie w pozytywny sposób mnie rozbrajało; była bystra, słodka, dojrzała i w końcu potrafiła zrozumieć swoje błędy. Po drugie, wątek romantyczny. Tak jak przy pierwszym tomie, od razu można było rozgryźć o co chodzi z Trentem i Kacey, tak tutaj tajemnice trzymały się Ashtona, aż do prawie samego końca. Poza tym związek pomiędzy nim a Livie, był słodko-gorzki. Oboje mieli problemy, oboje z nimi walczyli i wiedzieli, że są dla siebie bezpiecznymi przystaniami. Oczywiście, dla niektórych może to się wydawać oklepane, bo w końcu ona: nieśmiała, spokojna, a on: playboy, który w końcu zakochuje się w tej nieśmiałej. Tak, jest to oklepane. Ale autorka zgrabnie złamała te schematy i zrobiła z czasem z Livie silną osobę i poprowadziła ich wątek po troszkę innym torze. I po trzecie… Po trzecie… Nie ma po trzecie! Liczą się przede wszystkim te dwa powody!

To co mi się bardzo spodobało w Jednym małym kłamstwie, to to że nie zabrakło również miejsca na pokazanie postaci z pierwszego tomu. Ja po prostu rozpływam się ze szczęścia, widząc jak sobie radzą Kacey i Trent i ogólnie cała nowa rodzina Livie. Autorka nie bała się również pokazać, że więź pomiędzy siostrami jest nadal silna i Kacey odgrywa dość znaczącą rolę w życiu Livie. Nie mogę również nie wspomnieć o wspaniałym psychologu, którego tutaj również nie brakowało. Jego rady – bezcenne! Jego metody – śmiechu warte, ale skuteczne!

Dlatego podsumowując, Jedno małe kłamstwo podobało mi bardziej od pierwszej części, a gdybym miała patrzeć na serię, to obie części utrzymują optymalny poziom. Fajne czytadło na luźniejsze popołudnia.
,,Odchodzę. Zostawiam głosy, krzyki, rozczarowania. Zostawiam złudzenia, błędy i żale. Zostawiam wszystko, czym powinnam być i to, czym być nie mogę. Wszystko jest kłamstwem.”

5 komentarzy:

  1. Cieszę się, że książka wypadła lepiej od swojej poprzedniczki. Pierwszy tom wspominam ciepło, ale widzę, że i przy drugim będę dobrze bawić się

    OdpowiedzUsuń
  2. Irlandka <3 To była rzecz, która mnie najbardziej fascynowała, dlaczego Irlandka :P A gdy poznałam odpowiedź, to wydało mi się to faktycznie dość oczywiste. W każdym razie ta część również bardzo mi się podobała (muszę przeczytać trzecią), aczkolwiek ja - co już ci mówiłam - chyba troszkę bardziej lubię pierwszą część. Ale obydwie są dla mnie na podobnym poziomie.

    OdpowiedzUsuń
  3. To mi natomiast tom pierwszy podobał się znacznie bardziej.Chociaż obie były bardzo dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Absolutnie muszę sięgnąć po tą serię, nawet tylko ze względu na piękne i klimatyczne okładki. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwszej części jakoś nie miałam ochoty na kontynuację, ale może jednak zmienię zdanie. Jestem ciekawa, czy mi też bardziej się spodoba. ;)
    PS Nominowałam Cię do disneyowskiego bookTAGu :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy