wtorek, 21 lipca 2015

,,7 razy dziś" Lauren Oliver

Nazywam się Sam Kingston. Jestem popularna, mam przystojnego chłopaka i szalone przyjaciółki, z którymi świetnie się bawię. Czuję się lepsza od nudnych kujonów i śmieję się z dziewczyn, które nigdy nie dostały liściku miłosnego. Robię, co chcę i kiedy chcę. Nie obchodzi mnie, czy kogoś zranię, bo i tak wszystko uchodzi mi na sucho. Aż do dzisiaj…

Wychodzę z imprezy. Oślepiają mnie światła samochodu jadącego z naprzeciwka. Czuję niewyobrażalny ból. Spadam w niekończącą się pustkę.
Umarłam?
A jednak budzę się w swoim łóżku. Tylko że znów jest piątek 12 lutego, a ja od nowa przeżywam ten sam dzień. Czy naprawdę zasłużyłam na tak surową karę? Chcę tylko odzyskać moje idealne życie. Bo przecież było idealne, prawda?

Komentarz: ,,Nigdy nie jest za późno na kolejną szansę.”

Lauren Oliver jest przede wszystkim znana w Polsce, dzięki niesamowitej, antyutopii Delirium w której miłość jest traktowana jako choroba. Już wtedy autorka wykazała się lekkim piórem, wyjątkową wyobraźnią i tworzeniem postaci, które czytelnik był w stanie pokochać. I chyba tylko to mnie podkusiło, żeby chwycić za 7 razy dziś, bo historia na pierwszy rzut oka wzbudzała we mnie pewne obawy…


,,Oto kolejna rzecz, którą należy zapamiętać: Nadzieja trzyma przy życiu. Nawet po śmierci jest to jedyna rzecz, która trzyma przy życiu.”

Powiem prosto z mostu, że nie polubicie na początku głównej bohaterki. Ba! Znienawidzicie ją! Za jej pyszałkowatość, zadzieranie nosa, wywyższanie się nad innymi, brak empatii, jędzowatość i bycie zołzą. Nie cierpię takich ludzi, którzy stają się popularni tylko dlatego, że gnoją innych, i właśnie z tego powodu Sam Kingston przez pierwsze rozdziały była dla mnie na straconej pozycji. Zatem dlaczego nie przerwać czytania? Po co w ogóle chwytać za tą książkę? Co do pierwszego pytania, to na początku sama bohaterka prosi nas o cierpliwość i wyrozumiałość względem jej osoby, przez co jesteśmy zaintrygowani do czego ona może zmierzać. Co do drugiego pytania, to powodów znajdzie się dość wiele, między innymi to, że Sam Kingston umarła, ale z jakiejś niewyjaśnionej przyczyny powtarza ten sam dzień i z każdym nastaniem nowego/starego dnia zaczyna rozumieć jakie błędy popełniła i czego nie zauważała do tej pory. Zaczyna przechodzić przemianę wewnętrzną, co już samo w sobie jest przedstawione niezmiernie realistycznie i spójnie. Sam Kingston z początku i Sam Kingston z końca to prawie dwie różne osoby. Pierwsza to idiotka, druga to rozsądna dziewczyna. Autorka wykazała się prawdziwym talentem w ukazaniu samego procesu przemiany dziewczyny i to jest właśnie najlepsza zaleta tej książki.

,,Popularność to dziwna rzecz. Tak naprawdę nie da się jej zdefiniować i nie wypada o niej rozmawiać, ale kiedy już się ją zauważy, to nie sposób jej z niczym innym pomylić. Jak zeza albo porno.”

Innymi plusami 7 razy dziś są bez wątpienia dobrze dopracowani bohaterowie. Każdy z nich ma swoją historię, problemy, wady i zalety, jakieś szczególne nawyki i niektórzy skrywają tajemnice, które po pewnym czasie nasza główna bohaterka odkrywa. Poznawanie postaci jest wielowymiarowe – tak jak widzimy przemianę Sam, tak możemy dostrzec, że inni bohaterowie nie są tacy jak wydawali nam się na pierwszy rzut oka. Poza tym, pomimo tego, że powieść jest dość krótka i jednotomowa, to przywiązujemy się do ludzi otaczających Sam. Kolejną zaletą jest to, że książka nie jest płytka. Zawiera wiele głębszych rozmyślań oraz ukazuje pewne wartości, takie jak przyjaźń, czy miłość, które ukazują różne skrajności. Ogólnie, po przeczytaniu całości zaczynamy się zastanawiać nad naukami, jakie otrzymała Sam, dzięki czemu – przykładowo ja – zaczęłam zwracać uwagę na niektóre sprawy, których dotychczas nie zauważałam oraz bardziej wartościuję niektóre elementy dnia codziennego. Myślę, że każdy czytelnik wyniesie z tej lektury jakąś naukę.

,,Po to właśnie są najlepsi przyjaciele. Tak właśnie postępują. Pilnują, żebyś nie spadł w przepaść.”

Jeśli chodzi o wywoływanie emocji u czytelnika, to są same skrajności. Początek jest przepełniony irytacją i nienawiścią do bohaterki. Przez środek, nabieramy przywiązania, zrozumienia, smutków i radości. Zaś sam koniec u niektórych (tudzież: mojej przyjaciółki) może wywołać potoki łez, lub jak w moim przypadku lekko się wzruszyć (czyżbym miała serce z kamienia?).

Podsumowując, 7 razy dziś jest książką wartą uwagi. Gdybym miała dawać ocenę numeryczną to dałabym 9/10 za styl pisania autorki, kreację bohaterów, samą historię i zgrabne ukazanie przemiany Sam, wywołane emocje i przede wszystkim głębszy przekaz. Polecam każdej książkoholiczce, bo trochę wątpię czy męska część książkoholików odbierze to w ten sam, wrażliwy sposób jak my :3.

,,- Nie boisz się tego, co może nadejść? 
- Czasem boję się tego, co za sobą zostawiam.”

Narracja: 1-osobowa

9 komentarzy:

  1. Czytałam i "7 razy dziś" przypadło i do gustu nawet bardziej niż "Delirium" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja płakałam na tej książce, a wczoraj mi powiedziałaś, że nie mam uczuć! Sama teraz pokazujesz, że jednak jakieś mam - ale to tak zupełnie na marginesie.
    Ogólnie moim zdaniem książka jest świetna, o czym doskonale wiesz. Czytałam ją dwukrotnie i kiedyś przeczytam po raz trzeci - jestem o tym święcie przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jeszcze nie czytałam, ale chyba jest w mojej bibliotece, więc jak znajdę czas to sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myslałam że ta książka jest przereklamowana, ze względu na szum jaki wokół niej był. Ale jak widać jest warta uwagi, na pewno po nią sięgnę ;P
    zapraszam http://secondlife-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie chcę przeczytać, także pewnie niedługo po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pętla czasowa? Znowu?! D: Kagerou Days, Steins;Gate, All you need is kill, za dużo w m&a siedzę i przez to.
    Plus za gif z Baccano! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Początkowe zachowanie bohaterki rzeczywiście nie zachęca, jednak liczę na to, że jakoś to przeboleję. Zwłaszcza że, w przeciwieństwie do "Delirium", "7 razy dziś" widziałam w bibliotece. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. 7 razy dziś czeka na półce i chociaż ostatnio słyszałam falę krytyki, która w nią uderzyła, tak teraz po przeczytaniu recenzji mam wielką chęć, żeby ją przeczytać. :D
    Pozdrawiam. :3
    http://recenzjezkapelusza.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy