środa, 29 lipca 2015

,,Następczyni" Kiera Cass

TOM IV SELEKCJA

Dwadzieścia lat temu America Singer wzięła udział w Eliminacjach i zdobyła serce księcia Maxona. Teraz nadszedł czas, by swoje Eliminacje zorganizowała księżniczka Eadlyn. Eadlyn nie oczekuje, że jej Eliminacje będą choć odrobinę przypominać bajkową historię romansu jej rodziców. Jednak gdy rozpoczyna się rywalizacja, dziewczyna odkrywa, iż znalezienie szczęśliwego zakończenia nie jest tak niemożliwe, jak zawsze się spodziewała.

Komentarz: ,,Jestem Eadlyn Schreave i nikt na świecie nie jest potężniejszy ode mnie.”

O Następczyni, żartobliwie nazywając czwartą częścią trylogii Selekcja, można było wysłuchać lub wyczytać sporą ilość recenzji/opinii, które zawsze zgadzały się w jednym: główna bohaterka jest irytująca, a książka ogólnie jest lekkim czytadłem – gorszym czy lepszym od swoich poprzedniczek, to już pozostawało kwestią sporną. Osobiście oba te zagadnienia odebrałam w podobny, ale w bardziej zdystansowany sposób.


Zaczynając od głównej bohaterki, to jedni ją znienawidzą za jej surowość, brak wyrzutów sumienia, pomiatanie ludźmi, mówienie przykrych rzeczy bez zastanowienia, wywyższanie się i chodzenie zawsze z podniesionym wysoko nosem, zaś inni niekoniecznie ją polubią, lecz zrozumieją, bo w końcu Eadlyn już od dzieciństwa była przygotowywana do roli królowej i te cechy, które spostrzegamy jako negatywne, są koniecznością, by nasza bohaterka przetrwała. To że się tak zachowuje da się zrozumieć i w pewnym momencie dostrzegamy, że gdyby dziewczyna nie miała takiej presji z każdej strony, zostałaby wychowana na normalną dziewczynę. Byłaby miła i słodka aż do przesady, lecz niektórym taki typ bohaterki już się znudził, dlatego stwierdzam, że kreacja Eadlyn jest oryginalna i była konieczna, żeby pokazać różnice pomiędzy nią a jej matką, Americą.

„Bo kim ja tak właściwie byłam? Połową pary bliźniąt. Następczynią tronu. Jedną z najpotężniejszych osób na świecie. Największą zasłoną dymną w kraju. Nie tak po prostu córką. Nie tak po prostu dziewczyną.”

Co do reszty postaci, to większość z nich jak najbardziej przypadła mi do gustu. Moimi ulubieńcami okazał się brat bliźniak Eadlyn oraz Kile, który jest bardzo pozytywną osobą i nie pozwala, aby Eadlyn rozstawiała go po kątach. Oczywiście, trzeba też wspomnieć o najlepszym, czyli ukazywaniu dalszych losów Americi i Maxona – to były najlepsze chwile, kiedy mogłam z rozkoszą podziwiać ich nadal rozkwitającą miłość i wspólne dogryzki, pomimo przeminięcia dwudziestu lat.

,,- Jeśli chcesz narzekać, wyrzucę cię stąd. 
- A ja każę cię wychłostać. 
- Straszysz mnie tym, odkąd skończyliśmy sześć lat. 
- Kiedyś to nastąpi, masz moje słowo.”

Patrząc na samą fabułę to nie jest ona wymyślna, ale przyjemnie się ją poznaje – ciekawie jest patrzeć z perspektywy kogoś, kto musi wybierać pomiędzy trzydziestoma pięcioma kandydatami, zajmować się swoimi obowiązkami oraz organizować widowisko dla obywateli państwa (teraz przynajmniej wiem, jak się czuł Maxon). Autorka w przemyślany sposób naruszyła kwestię kandydatów; nie skupiała się na każdym z trzydziestu pięciu chłopców, bo to byłoby przesadą (nie spamiętałabym każdego), tylko ukazała tych najbardziej zapadających w pamięć po pierwszym spotkaniu – było ich niewielu, ale w dalszych rozdziałach mogliśmy również poznać innych. Każdy z chłopców był inny, lecz dopiero przy końcówce mogłam w końcu poukładać sobie ich w głowie. Ogólnie, sam wątek romantyczny jest do przewidzenia (zapewne wszyscy co czytali wiedzą o kogo mi chodzi, a dokładnie jak to wszystko się skończy). Przy Następczyni nie ma jakichś osobliwych scen od których nasze serca trzepoczą lub wzdychamy ze słodkością, ale to dopiero początek eliminacji! zobaczymy jak te oczywistości się dalej rozwiną.

,,- Eadlyn, może poświęcisz trochę czasu na przemyślenie tego. Wiem, że prosimy cię o coś bardzo ważnego. 
- Czy to znaczy, że mam jakąś możliwość wyboru? 
- Cóż, kochanie, w gruncie rzeczy będziesz miała trzydzieści pięć możliwości wyboru.”

Wątek polityczny jest ubogi, jednakże jest on tylko dodatkiem do tej książki, dlatego nie musi być jakoś skomplikowanie rozbudowany. Rzadko kiedy zdarzają się tutaj zaskoczenia, może raz czy dwa miałam chwile lekkiego szoku, a resztę spraw da się przewidzieć, zanim się zdarzą. Nie wdając się w szczegóły, powieść bardzo łatwo i lekko się czyta – styl autorki nie zmienił się od trzech części. Nie jest jakoś specjalnie ambitna, ot zwykły umilacz czasu i odmóżdżacz na wolne chwile.

Zapewne każdy z Was już to zauważył, ale podeszłam do Następczyni z dystansem i zrozumieniem, dlatego też inaczej ją odebrałam i opinia wyszła nawet pozytywnie. Jak dla mnie książka jest ciekawą kontynuacją, ponieważ pokazuje problemy, które wynikły przez zmiany wprowadzone przez Maxona i Americę, oraz przedstawia eliminacje z innego punktu widzenia. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić niniejszą lekturę tym którzy poznali wcześniejsze tomy – każdy wyrobi sobie na niej inne zdanie, oraz zachęcić tych którzy jeszcze nie mieli szansy przeczytać Rywalek – tylko pamiętajcie, seria jest jedynie przyjemnym w czytaniu, nieambitnym, romantycznym umilaczem czasu. Książkoholiczkom może się spodobać wizja księżniczek, książąt i wielkiego show dziejącym się w przyszłości.

,,Wydaje mi się, że nikt nie wie na pewno, czego szuka, dopóki tego nie znajdzie.”

Narracja: 1-osobowa

5 komentarzy:

  1. Mnie od początku seria to w ogóle nie interesuje i jak dotąd nic się nie zmieniło.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja polubiłam tę serię, ale jeszcze nie czytałam ,,Następczyni".

    OdpowiedzUsuń
  3. No, faktycznie jej nie zbluzgałaś :P Zdecydowanie wolę Eadlyn od Americi, o czym doskonale już wiesz. Była bardziej żywiołowa od swojej mdłej matki. I tak, darzę sympatią wredne bohaterki :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam całą serię "Selekcja" i jestem ciekawa "Następczyni". Wiem, że to nie jest coś, na co się rzucę jak szalona, poza tym autorka nie zrobiła na mnie najlepszego wrażenia, ale przeczytam. Tak jak wspomniałam, po prostu z ciekawości ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie "Selekcja" jest i będzie trylogią i to właśnie jest główny powód, dla którego po kolejny tom nie sięgam. Może sobie coś zabieram, może nie, ale jestem pewna, że negatywne nastawienie nie pozwoliłoby mi dobrze tej książki odebrać. ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy