środa, 1 lipca 2015

,,Po zmierzchu" Alexandra Bracken

TOM III MROCZNE UMYSŁY

Mam na imię Ruby. Nie mogę oglądać się za siebie.

Wraz z tymi, którzy przetrwali, kieruję się na północ, aby uwolnić tysiące więzionych dzieci. Gdy jest się odpowiedzialnym za los całego pokolenia, nie ma miejsca na błędy. Jeden fałszywy ruch może wzniecić iskrę, która podpali świat.

Komentarz: ,,Zmierzam do tego, że mimo całego zła, które nas otacza, uważam, że w samej esencji życie jest dobre. Nie obarcza nas niczym, czego nie bylibyśmy w stanie znieść… I nawet jeśli to trochę trwa, wszystko zawsze kończy się tak jak powinno.”

Miesiące czekania. Miesiące zastanawiania się jak autorka postanowi zakończyć tak bardzo uwielbianą przeze mnie serię. Miesiące narzekań i wypatrywania wiadomości na stronie wydawnictwa. Aż w końcu, pojawiło się. Kupiłam, przeczytałam i… uplasowałam się pomiędzy zachwalaniem a potępieniem ostatniej części trylogii.


Mroczne umysły ukazywały niebezpieczny świat w którym zło czaiło się w każdym kącie w postaci dorosłego. Postrzeganie dzieci jako potwory z powodu niezwykłych zdolności oraz przetrzymywanie ich w obozach niczym Auschwitz, siało strach i wywierało mocne emocje na czytelniku. A wszystko to, poznawaliśmy oczami Ruby, dziewczyny należącej do grupy Pomarańczowych – władających umysłami innych, która uciekła z obozu i wraz z innymi dzieciakami szukała bezpiecznej przystani. W Nigdy nie gasną mogliśmy zaobserwować diametralną zmianę w bohaterce, która od strachliwej, niepanującej nad własnymi mocami dziewczynki przekształciła się w wyszkolonego żołnierza zdolnego do podejmowania trudnych decyzji oraz trzymającego swoje emocje na wodzy. Właśnie w tym tomie musiała podejmować ciągłe walki i bronić swoich przyjaciół. Po zmierzchu przyniósł ze sobą Ruby, która ma całkowitą kontrolę nad swoją mocą i już nie boi się jej wykorzystywać, byleby dotrzeć do własnego celu…

,,Pamiętałam, że życie lubi dodawać skrzydeł tylko po to, by zaraz mi je podciąć.”

No i wszystko pięknie, ładnie. Tylko, że przez pierwszą połowę książki nic się za bardzo nie działo i pomimo występowania jakichś pomniejszych akcji wiało lekko nudą. Dopiero w drugiej połowie wszystko zaczęło tak się rozkręcać, że książka zasłużyła na moje uznanie – cały czas coś niespodziewanego się działo, co chwilę wychodziły jakieś tajemnice, pytania i odpowiedzi, tu były kłótnie, tam bliższe kontakty których można było się domyślić, ale i tak były szokiem. Dlatego też odbieram drugą połowę powieści jak najbardziej pozytywnie, bo zapewniła mi niesamowite wrażenia i wchłonęła w dynamiczną akcję, której brakowało przy pierwszej połowie.

,,Bo marzyciele zawsze budzą się z koszmarów i zostawiają w tyle nękające ich potwory.”

Takim solidnym plusem będzie to, że autorka każdy wątek dopięła na ostatni guzik, dzięki czemu większość sekretów i pytań, które kłębiły się od pierwszej części, zostały ujawnione, zaś niektóre sprawy po prostu tak pokazała, że czytelnik sam może się domyślić o co chodziło, bądź dlaczego tak się to potoczyło. Nie będzie kłamstwem, kiedy powiem, że spodziewałam się trochę oryginalniejszego pomysłu na temat: ,,Dlaczego dzieci mają super moce?” i z lekka się zawiodłam, że Bracken poszła w takim typowym kierunku. Dobra, byłam zaskoczona, ale po jakimś czasie stwierdziłam, że to było dość przewidywalne i mogłam na to wpaść od początku (może nie chciałam wierzyć w to, że autorka wybrała takie proste wytłumaczenie).

Drugą zaletą są bohaterowie, ich relacje oraz to, że Ruby nie otrzymała roli zbawcy świata, tylko byli też inni ludzie, którzy jej pomagali. Postacie, które poznaliśmy w pierwszym i drugim tomie i które tutaj odgrywały kluczowe role przyjmowałam w bardzo sentymentalny sposób. Pulpet nadal był Pulpetem, chociaż widać że zmienił się choć trochę jak każdy; Vida była wredną zołzą, podtrzymującą agresywną atmosferę (nic nowego…); Liam jak zawsze dobry chłopak, pomagający każdemu i wywołujący palpitacje serca (<3); Clancy psujący każdy plan, denerwujący i manipulujący wszystkimi i w końcu Ruby, bohaterka która przez trzy części przechodziła metamorfozę i na koniec okazała wspaniałe poświęcenie. Przywiązałam się do każdej postaci i przy jednym czy dwóch momentach wzruszyłam się…

,,- Czyżbyś opuścił zastępy realistów? 
- Pieprzyc realistów. Wstępuję w szeregi ryzykantów.”

Emocje targają czytelnikiem od początku do końca – dużo tu nienawiści, czystej rozpaczy, ale nie brakuje również śmiechów i radości. Wątek romantyczny miał tutaj mały kryzys, lecz został z powrotem sprowadzony na prostą drogę – nie obejdzie się bez ochów i achów. A co do zakończenia… Ach! To zakończenie! Jakie ono było smutne, złe, wesołe. Centralnie mix emocjonalny! Och, Clancy… Och, Ruby i Liam… Pulpeciku… Już od dawna nie czułam takiej tęsknoty przy pożegnaniu się z bohaterami i ich przygodami.

Dlatego podsumowując, Po zmierzchu jest dobrym zakończeniem trylogii, dużo akcji, wątków miłosnych nie brakuje, intrygi i manipulacje obecne, bohaterowie cudownie realistyczni i jeśli ktoś chciałby się uprzeć to może dopisać dalszy ciąg wydarzeń. Uwielbiam trylogię Mroczne umysły i polecam, polecam, polecam.

,,Czerń jest kolorem pamięci.To nasz kolor.Jedyny, którego użyję, by opowiedzieć naszą historię.”

Narracja: 1-osobowa

6 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze żadnej części z tej trylogii, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś to zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem na razie jedynie zainteresowana serią, ale już czuję, że to byłby dobry wybór. Uwielbiam dobrze wykreowanych bohaterów i wielość emocji, o których pisałaś. Pomysł już od pierwszego tomu mnie interesował, więc będę szukać. ;) Może gdzieś na nią trafię. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Tak, ostatni :3
      Ale wyjdzie jeszcze jedno (jak nie więcej) opowiadanie uzupełniające ^^
      Polecam!

      Usuń
    2. Przeczytałam pierwszy i takie meh, bo zbyt udziwnione jak dla mnie i nieprawdopodobne. Serio, tak wszystkie dzieci pozamykać, nawet Zielonych? Nie wykorzystywać ich? Zrezygnować z całego pokolenia? Bez protestów? Nope.

      Usuń
    3. Pod względem takiego gatunku i książek, które przeczytałam do tej pory, to jakoś Mroczne Umysły najbardziej mi się spodobały :3 Rodzice myśleli że wysyłają dzieci do dobrego miejsca, gdzie ich wyleczą dlatego nie było żadnych protestów - historia jak z Auschwitz wzięta, bo wtedy ludzie też myśleli że to są przyjazne obozy ><
      A wykorzystywać dzieci... Myślę, że za bardzo się ich bali. Owszem, w dalszych tomach ukazano że jednak wykorzystywano niektórych do złych rzeczy i prano im mózgi :/
      Szkoda, że ci się nie spodobało, ale różnie to bywa :) Są lepsze i gorsze książki, każdy ma inne gusta, mam nadzieję, że inne książki o których piszę do ciebie trafią. A jakie lubisz najbardziej gatunki, może coś ci zaproponuję? :D

      Usuń

Obserwatorzy