środa, 30 września 2015

,,Mara Dyer. Zemsta" Michelle Hodkin

TOM III MARA DYER

Pewnego dnia Mara budzi się w lustrzanym pokoju i nie wie, gdzie jest. Zdaje sobie sprawę, że jej bliscy nie żyją, a ona powoli zaczyna o nich zapominać. Głos w jej głowie powtarza: „musisz uciekać”, ale leki podawane przez doktor Kells zmuszają ją do posłuszeństwa i odbierają jej umiejętność zadawania bólu i zabijania myślami. Mara nigdy nie czuła się tak bezbronna…

Komentarz: Kiedy zło się do Ciebie uśmiecha, odpowiedz mu tym samym.”

Naprawdę długo rozmyślałam i zabierałam się do wykonania opinii ostatniego tomiku Mary Dyer – uwierzcie mi, naprawdę długo znaczy dwa miesiące. I w końcu nadszedł ten czas, w głowie mam mętlik, wrażenia po przeczytaniu nadal są skrajne, ale podołam. Tylko pamiętajcie, że nieważne jakie bluzgi napiszę o tej części, cała trylogia jest warta zapoznania!


Ogólnie cała historia w Zemście skupia się przede wszystkim na ucieczce Mary i jej znajomych, poszukiwaniach Noah i wyjaśnieniu kluczowych kwestii, które nurtowały nas od dwóch tomów. Co mogę powiedzieć na te tematy? Po pierwsze ciąg wydarzeń był strasznie dynamiczny, co było spowodowane ciągłą wędrówką bohaterów – nie powiem, ale to błyskawiczne tempo zadziałało na mnie negatywnie, bo nie potrafiłam przywiązać szczególnej uwagi do każdego kluczowego zdarzenia. Czułam się tak, jakby autorka nawpychała samą akcję, przemieszała ją z ważnymi informacjami i wrzuciła w opowieść bombę chaosu, która uniemożliwiła mi delektowanie się odkrywanymi tajemnicami. Tak, moi drodzy. Odkrycie sekretów nie zadziałało na mnie piorunująco (a sądziłam, że przygniotą mnie do fotela), bo dostawałam zimne fakty do których nawet Mara podchodziła obojętnie – a jeśli czasem zareagowała szokiem, to ja tego nie potrafiłam odczuć. Szkoda, naprawdę szkoda, bo Tajemnica i Przemiana wyciskały ze mnie wszelkie emocje, a krążenie wokół niewiadomych było naprawdę ekscytujące.

„Jest powiedziane, że każdy bohater musi mieć swego łotra, każdy anioł- diabła i każdy bóg- potwora. A jednak, choć wiem, jacy jesteśmy, nie wierzę w to. Widziałem łotrów dokonujących heroicznych czynów i tych, których zwano bohaterami, gdy zachowywali się jak łotry. Zdolność uzdrawiania nie czyni człowieka lepszym od tego, który ma zdolność zabijania. Uzdrów nie tego, kogo trzeba, a zostaniesz łotrem. To nasze wybory nas definiują, a nie zdolności.”

Po drugie nie mam zielonego pojęcia jak nazwać to co działo się pod sam koniec. Banalne? Dziwne? Głupie? Niewytłumaczalnie tandetne? Chodzi mi dokładnie o scenę rozegraną z Marą i Noah, gdzie wytrzeszczałam z niedowierzania oczy, bo nie pojmowałam czemu autorka tak bardzo pragnie zepsuć punkt kulminacyjny całej serii. Czy to miała być jakaś parodia? Dobra, mnie tam ucieszyło jak się to zakończyło, ale nadal od tej sceny wiało tandetą. W końcu przejdę do trzeciej rzeczy, która mnie zbulwersowała i jest to między innymi zakończenie, ostatnie strony. Wpierw Hodkin przez całą książkę odkrywała przed nami tajemnice i tłumaczyła o co w tym wszystkim chodzi (wyszło jej to dobrze, ale niektórych szczegółów wciąż nie pojęłam), a na samiuteńkim końcu odwaliła taki numer, że wcale – WCALE! – nie wyjaśniła jakie są dalsze losy bohaterów. Nie można tak robić! Powinna zakończyć to w innym momencie albo dodać kilka zdań wyjaśniających co się zdarzyło potem. Uch!

Jeśli chodzi o pozytywne aspekty książki to jest to właśnie wyjaśnienie spraw i odkrycie KIM dokładnie są Mara i Noah. Do tego dochodzi wątek romantyczny, który w Zemście wypadł trochę blado, ale można było przekonać się o sile ich uczucia (Och, Noah <3). Wiem, że kiedy przyznam się do tej rzeczy, większość spojrzy na mnie jak na wariatkę, ale podobało mi się, że Mara zabijała bez mrugnięcia okiem i nie robiła sobie z tego powodu wyrzutów sumienia, jak większość heroin ma to w zwyczaju. I chociaż jej szaleństwa było mniej niż w poprzednich częściach to odbierałam je równie pozytywnie.

„Każdy jest trochę stuknięty, tylko niektórzy nie umieją ukrywać tego tak dobrze jak inni.”

Podsumowując Mara Dyer. Zemsta jako ostatnia część wypadła najsłabiej – rozumiem autorkę, że musiało to być nie lada wyzwaniem wytłumaczenie wszystkiego w ostatniej części i skupienie się na bieżącej akcji, dlatego nie potępiam jej. Mogła przemyśleć bardziej niektóre rzeczy i najwyżej poczekać z napisaniem Zemsty. No, ale cóż… Wyszło jak wyszło. Nie będę płakać, bo cała trylogia jest jedną z najlepszych serii jakie w życiu czytałam i na 100 % przeczytam ją kiedyś jeszcze raz.

Tak jak wspomniałam na początku, nieważne jak źle oceniłam ten tom, ważne jest to, że Mara Dyer jako całość jest wyjątkowa, oryginalna, zapierająca dech w piersiach, psychodeliczna i piorunująco dobra. Wręcz genialna! Polecam każdemu, bo Mara na pewno pokaże Wam piękno szaleństwa.
,,- Szkoda, że nie widziałaś, jak na ciebie patrzył, kiedy odjechałaś w niebyt. 
- Jak? 
- Jakbyś była oceanem, w którym chce utonąć.”

5 komentarzy:

  1. Pierwsza część jeszcze przede mną, już nie mogę się doczekać ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie tam pierwsza część potwornie zawiodła i jakoś tak niekoniecznie mnie ciągnie do kontynuacji, cóż ^*^
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie wyczucie czasu - dziś szukałam tej książki, ale jak na złość tylko mieli na składzie kontumację. W końcu ją dopadnę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Również bardzo wysoko oceniam tę trylogię jako całość. :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że finał wypadł tak słabo - zawsze od zakończenia oczekujemy najwięcej. Lipa :(

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy