niedziela, 13 września 2015

,,Szamanka od umarlaków" Martyna Raduchowska

TOM I

Medium ma w życiu przerąbane. Medium, które nie chce być medium, ma przerąbane w dwójnasób. Medium bez powołania, za to z awersją do duchów, ma przerąbane wzdłuż, wszerz i naokoło.

Ida Brzezińska świetnie wie, czego chce: normalnego życia. I gdyby to od niej zależało, w jej rodzinie na pewno nie byłoby ojca maga, matki czarownicy, babki jasnowidzki ani ciotki medium. Ani bez mała dwudziestu pokoleń podobnych wariatów. Tymczasem jednak – o, zgrozo - są. A geny sumiennie robią swoje, obdarzając Idę równie nadprzyrodzonym co niepożądanym szóstym zmysłem. Do tego jeszcze wredny, podły Pech o sadystycznych skłonnościach z upodobaniem krzyżuje jej plany, wpycha w szpony apodyktycznej ciotki, nęka stałą obecnością umarłych i wplątuje w aferę, od której na kilometry czuć pieprzem i imbirem – zapachem czarnej magii.


Postawmy sprawę jasno - Ida nie ma Pecha.
To Pech ma Idę.

Komentarz: Chcecie wiedzieć, dlaczego chwyciłam za Szamankę od umarlaków? Nawet jeśli nie chcecie i tak powiem: Otóż kiedyś, w zamierzchłych czasach, gdy zawędrowałam do empika rzuciła mi się w oczy makabryczna, a zarazem fascynująca książka. Był to Demon Luster Raduchowskiej. Okładka tak do mnie przemówiła, że bez względu na opis czy gatunek i tak chciałam ją przeczytać. Taaaak, pokusiłam się na wygląd zewnętrzny. Ale nie kupiłam jej. Czekałam, aż rzuci się w moje oczy w bibliotece. No i rzuciła. Tylko okazało się, że Demon Luster jest drugą częścią, z czego wynika że musiałam najpierw przeczytać pierwszą, żeby wiedzieć o co chodzi i tak, Szamanka trafiła w moje łapki. Fascynująca historia? Mnie też się wydaje że nie.


Przechodząc teraz do najważniejszego, czyli samej powieści. Jeśli ktokolwiek czytał dzieła MartyKisiel albo Aleksandry Rudej, to po pierwsze pomyśli że styl Raduchowskiej jest do nich bardzo, ale to bardzo podobny, a po drugie na pewno Szamanka Wam się spodoba, jeśli polubiliście dzieła wspomnianych autorek. Dlaczego? Bo styl pisania jest frywolny, lekki, bystry jak u Gombrowicza w Ferdydurke, a do tego wyjątkowo interesujący w czytaniu. Sama fabuła zawiera wiele żartobliwych sytuacji oraz sarkastycznych uwag ze strony głównej bohaterki, przez co lektura zapewnia nam wiele śmiechów, chichów i innych wybuchów głupawki.

,,Tymczasem Pech nie spał. Nigdy nie śpi. Pech cierpi na bezsenność oraz pracoholizm. Czekał tylko na odpowiedni moment, by wkroczyć do akcji. Czekał cierpliwie i w pełnej gotowości.”

Ogólnie sam pomysł na historię był ciekawy, ale nie wystrzałowy. To, że Ida pochodzi z rodziny czarodziejów i jako jedyna ma talent jedynie do widzenia umarłych i przesyłania ich na drugą stronę, co czyni ją czarną owcą w rodzinie, było w porządku. To, że Ida jako członek nadzwyczajnej rodziny, posiadający pokręcony dar, pragnęła być normalną, było schematycznym posunięciem, bo w wielu innych książkach mamy kogoś z mocami/darami/przekleństwami i te osoby zawsze chcą prowadzić normalne życie. Ida nie jest wyjątkiem, ma chwile użalania się nad sobą, marudzenia, że ona nie chce być szamanką, oraz ogólne nastawienie, że pomimo tego, że nigdy nie będę zwyczajną osobą, chcę nią być, to nie wkurzała, ani nie irytowała. Była zabawna w takich momentach, dzięki czemu ten schemat nie był aż tak rażący. Główny problem, który musiała rozwiązać Ida, czyli pilnowanie tam jakiejś duszy (nie będę wgłębiać się w szczegóły), troszkę się dłużył, ciągnął, aż w końcu okazało się, że przeciągnął się do drugiej części, ale na razie nie rozpaczam, bo następna część przede mną i zobaczę co z tego wszystkiego wyjdzie. Wracając jeszcze do problemu, to moim zdaniem autorka dobrze go rozwijała od początku, ale mogła tak nie komplikować przy końcu. Osobiście, zakończyłabym go w pierwszej części, a w Demonie Luster skupiłabym się na innym zadaniu szamanki, równie ważnym. No, ale tak mówiłam, po pierwsze to skromna opinia, a po drugie zobaczę jak to się rozwinie w sequelu.

Jeśli chodzi o bohaterów, to przeogromną sympatią darzę ciotkę bohaterki, która począwszy od stylu mówienia, po samo zachowanie i charakterek była moim guru. Inne postaci, które później się ukazały też były fajne. Mało się o nich dowiedziałam, ale były sympatyczne, nawet wtedy kiedy zachowywały się arogancko, jak panowie/panie świata. Co do Idy, to nie miałam do niej żadnych uwag, oprócz tej postawy chęci bycia normalną. A tak, to jej losy były mi troszku obojętne, chociaż nie! Czasem robiło mi się jej żal i współczułam jej tych pechowych sytuacji, lecz wiem, że nie zostanie w moim sercu czy myślach na długo.


Podsumowując, Szamankę od umarlaków polecam przede wszystkim fanom Kisiel oraz Rudej, bo styl jest bardzo podobny do nich, później polecam osobom, które pragną niebanalnego humoru wynikającego z prostych sytuacji oraz osobom, które chcą poznać zwariowaną historię Idy, początkującej szamanki, wpadającej w różnorodnego typu kłopoty.

7 komentarzy:

  1. W sumie podoba mi się okładka do tej książki. Fabuła może mniej, ale oprawa całkiem ładna i zachęca do sięgnięcia po lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli jednak warto? :P To w tym układzie przeczytam.

    PS: A przepraszam, kto ci powiedział, że Demon luster to druga część? :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam tak samo - zobaczyłam okładkę "Demona luster" i koniecznie chciałam poznać tę historię. Ale jak już dowiedziałam się, że to druga część, mój zapał jakoś osłabł, bo "Szamanka..." jakoś nie do końca mnie przekonywała. Pozostaje mi liczyć na to, że kiedyś znajdzie się w bibliotece. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie zapowiada się dość ciekawie, więc postaram się ją przeczytać gdy nadarzy mi się okazja :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam trochę pozytywnych opinii o tej książce i mam ochotę się z nią zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po raz pierwszy słysze o tej ksiażce, a już czuje się nią zaintrgowana.
    Ale się jesiennie na Twoim blogu zrobiło :>
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy