niedziela, 27 września 2015

,,Wybacz mi, Leonardzie" Matthew Quick

Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf!

Komentarz: Inność to cecha pozytywna. Ale inność jest również trudna.”

Okres dojrzewania jest dość perfidnym czasem, ale nie będę teraz wykładać poszczególnych zmian jakie zachodzą w fizjonomii młodego człowieka, bo nie na tym ten post polega. Chcę tylko zaznaczyć, że ze zmianami fizycznymi zachodzą również zmiany psychiczne, które są narzucone przez środowisko szkolne, rodzinne czy towarzystwo przyjaciół. Te trzy czynniki kształtują nastolatka w sposób pozytywny lub wręcz destrukcyjny. Jedni mają szczęście, inni pecha. Jedni trafiają na margines społeczny, inni błyszczą niczym gwiazdy. Jedni popadają w depresję, inni doprowadzają do depresji. Tak… Okres młodzieńczy jest dość perfidnym czasem i wie o tym doskonale główny bohater powieści – Leonard.


Leonard ma problemy na trzech płaszczyznach, które wymieniłam: rodzina, przyjaciele, uberdurnie ze szkoły, czyli spotkało go potrójne nieszczęście od którego nie potrafi się uwolnić. A raczej, nie potrafił. Z dziwnym trafem w jego ręce wpadło rozwiązanie jego wszelkich problemów – pistolet odziedziczony przez dziadka, którego bohater postanawia użyć i w końcu zakończyć to desperackie pasmo niepowodzenia w życiu. Leonard wie co chce zrobić i mocno się trzyma tego postanowienia. Tylko przed tą ostatecznością, musi zrobić coś jeszcze: podarować prezenty pożegnalne, tak, żeby dopiąć wszystkie sprawy do końca.

„Zrozumiałem, że prawda zazwyczaj nie ma znaczenia, a kiedy ludzie nabiorą fałszywego przekonania na czyjś temat, nie zmienią zdania niezależnie od poczynań tej osoby.”

Zatem sam pomysł na historię jak najbardziej mnie urzekł, a nawet więcej pokochałam autora za to, że naruszył temat nastolatka borykającego się z trudnościami w życiu, planującego samobójstwo i przedstawił go w taki niebanalny sposób. To jest historia prawdziwa, trafiająca w serca czytelników i zmuszająca ich do przemyślenia niektórych spraw. Bohaterowie są dopracowani, każdy jest inny i odznacza się swoim dziwactwem, mają swoje, wypracowane przez środowiska, charaktery i dążą ku własnym celom. Każda z postaci drugoplanowych ma znaczenie i wpływa bezpośrednio na Leonarda oraz jego kluczową decyzję na użycie pistoletu, dzięki czemu historia jest znacznie bardziej pasjonująca i wciągająca. Oczywiście, największą zaletą jest sam bohater, który jest człowiekiem innym, wyobcowanym i myślącym w zupełnie sprzeczny sposób niż jego rówieśnicy. Podobały mi się szczególnie jego rozmowy z innymi, gdzie w każdym wypowiedzianym zdaniu dało się wyczuć tą jego nadzwyczajność. Do tego jego tok rozumowania, przemyślenia oraz dziwactwa, takie jak obserwowanie dorosłych w metrze, by się przekonać czy będąc dorosłym można być szczęśliwym… Leonard bez dwóch zdań jest niesamowitą osobą i co najważniejsze – potrafiłam go zrozumieć, potrafiłam poczuć jego odmienność oraz szukałam odpowiedzi na jego pytania, które również sama sobie zadawałam.

„Chciałbym wierzyć, że ludzie melancholijni mają przynajmniej szansę na szczęście w dorosłym życiu.”

Styl pisania autora jest bardzo przyjemny w czytaniu i odbiorze. Wszystko jest napisane lekko i z pazurem, a dzięki temu, że to Leonard jest narratorem i przedstawia całą sytuację z jego perspektywy – było jeszcze bardziej interesująco. Trochę dziwne było czytanie pseudo przypisów, które nie objaśniały jakichś niezrozumiałych słów (jak to mają w zwyczaju), ale wyjaśniały pewne aspekty z życia czy wydarzeń, które dotyczyły bohatera i w ten oto sposób, czasem jeden przypis zajmował całą stronę. Dodatkowo dochodzą to tego listy z przyszłości, które odebrałam bardzo pozytywnie i chyba sama zacznę pisać coś podobnego. Tak więc, jak widać – książka jest bardzo inspirująca do działania i przemyśleń.

„Mam taką teorię, że z wiekiem tracimy zdolność do bycia szczęśliwym.”

Podsumowując, Wybacz mi, Leonardzie jest błyskotliwą książką, naruszającą ważne i dosyć bulwersujące tematy, nie brakuje tutaj gorzkiego i sarkastycznego humoru, postaci są dopracowane do ostatniego guzika, sam Leonard jest osobą, którą nie da się polubić, a ogólne wrażenia po zakończeniu lektury nakłaniają do rozmyślań. Nie czytałam wcześniej dzieł autora, ale będę musiała to jak najszybciej zmienić, bo z rozmachem trafił w moje gusta i… nie zostaje mi nic innego jak polecenie tejże znakomitej powieści. Polecam każdemu! Każdemu bez wyjątku!

„Najpierw cię ignorują, potem się z ciebie śmieją, potem cię zwalczają, potem wygrywasz.”

6 komentarzy:

  1. Po "Poradniku.." i "Niezbędniku.." jest pozycją wręcz obowiązkową! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej książce również niesamowicie urzekł mnie sam pomysł na fabułę i głównego bohatera. Jestem przekonana, że "Wybacz mi, Leonardzie" bardzo mi się spodoba i już niebawem mam nadzieję poznać ten tekst. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tą książkę pokochałam, jak kiedyś mi pokazałaś przed lekcjami fragment tej książki dołączony do jakiejś innej (E&P?). I dlatego musiałam ją kupić ^^ Sama widzisz, jaka jest fajna.

    OdpowiedzUsuń
  4. To była moja druga książka autora. Zdecydowanie jest interesująca i porusza dość trudne tematy. Bardzo mi się podobała, jednak mimo wszystko mam względem niej nieco mieszane uczucia. Cóż, może to dobry powód, żeby za jakiś czas przeczytać ją jeszcze raz. Za inne powieści Quicka też chętnie bym się zabrała. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam, ale nie potrafiłam jej zrecenzować. To prawda jest bardzo wzruszająca i mocna.
    Zapraszam na nową recenzję:

    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nie czytałam żadnej książki Quicka, ale mam w planach jego twórczość!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy