niedziela, 11 października 2015

,,Takeshi. Cień Śmierci" Maja Lidia Kossakowska

TOM I TAKESHI

Sztuka walki – najważniejsza ze sztuk?
Nie ma ucieczki przed przeznaczeniem. Mroczny cień śmierci wyłania się z każdą chwilą, niespodziewanie.

Samotna wędrówka gościńcem i krótki wypad do karczmy w sekundę może odwrócić porządek świata. I tylko jeden człowiek potrafi zachować spokój. Nawet w trakcie ostatecznej próby. Walki o życie ze wściekłą jak wulkan psychopatyczną Mariko.

Komentarz: „Źli ludzie lubią się mścić. Dlatego przyzwoici ludzie powinni ich pozabijać.”

Chwilowy kącik zwierzeń: uwielbiam anime i mangę (zaskakujące, szczególnie po ostatnich wydarzeniach związanych z założeniem drugiego bloga…). A zaraz po nich uwielbiam rzeczy związane z Japonią, tudzież obyczaje, mity, życie codzienne i historie o walecznych samurajach. O tak, szczególnie historie o samurajach, którzy kroczą krwawą ścieżką miecza (katany). Dlatego, kiedy przeczytałam na niektórych blogach opinie o Takeshim. Cieniu śmierci napisanym przez polską autorkę, pomyślałam: ,,Hm, ciekawe. Zobaczmy co ta pisarka wymyśliła”. No właśnie – co wymyśliła?


Historia niczym wyrwana z kina akcji: wszędzie widać tylko błyski stali i ścielące się na ziemi trupy, krew leje się strumieniami, walki niczym z Kill Billa, tajemnice przeszłości, groźni wrogowie z klanów i on – legendarny bohater i morderca w jednym, którego życie może uratować miliony istnień. Fabuła i wykonanie idealnie nadawałyby się na film, a ja z przyjemnością bym go obejrzała, bo uwielbiam taką tematykę, jednakże jak to wszystko wyszło w książce? Nie będę kłamać i wyznam, że… znakomicie! Szybkie tempo akcji, działało jak najbardziej korzystnie, chociaż przez pierwsze rozdziały byłam trochę zagubiona i nie orientowałam się za bardzo o co chodzi, to na szczęście z dalszym rozwojem historii wszystko stawało się jasne i zrozumiałe. Usytuowanie opowieści w dawnych czasach i przedstawianie jej z różnych punktów widzenia, sprawiało po pierwsze, że dzięki umiejętnemu opisowi i przeprowadzaniu gwarowych rozmów, mogłam dokładnie zagłębić się w ten świat, zrozumieć jakie panują w nim zasady i stać się jego częścią, a po drugie wgląd w zdarzenia i sytuacje postaci, nie tylko dotyczące bezpośrednio naszego bohatera, sprawiło że książka okazała się bardziej złożona, ciekawa i wciągająca.

„Kiedy już coś idzie nie tak, to zwykle na całego. To także była jedna z prawd fundamentalnych, których Takeshi nauczył się na krętej ścieżce życia. Drobny kamyczek powoduje lawinę. Krótka chwila życia decyduje o wielu przyszłych latach. Jedno maleńkie zdarzenie determinuje zdumiewająco poważne następstwa. Cóż, taki dżos.”

Skupiając się teraz na głównym bohaterze, jego problemach i przeszłości, to znowu muszę pochwalić Kossakowską, bo wykreowała naprawdę, ale to naprawdę interesującą postać. Uwielbiam Takeshiego za jego upór, odwagę, bystrość i siłę – gdyby był młodszy, to zakochałabym się jeszcze bardziej. Jego przygodę czytało mi się z ekscytacją, a kiedy były wyjawiane tajemnice dotyczące jego przeszłości to czułam się, jakby zaraz serce miało mi pęknąć, bo to wszystko wywoływało we mnie ogrom emocji. Szczególnym podziwem darzę również sceny walki z nim w roli głównej (pisk zdesperowanej fanki kochającej walki na miecze!). Co się tyczy innych postaci to albo się je lubi albo nienawidzi, lecz tutaj także trzeba przyznać, że poznajemy bohaterów, jakbyśmy poznawali prawdziwe osoby i mamy do nich większy sentyment, kiedy przypadkiem umrą.

Ogólnie rzecz biorąc, ukazana tutaj opowieść jest wciągająca (na pewno chwycę za drugą część) i zaskakująca, szczególnie to zakończenie, które całkowicie mnie zniszczyło (nie spodziewałam się, byłam w wielkim szoku i chyba nadal nie przyjmuję do wiadomości, co się dokładnie zdarzyło). Książka spełniła moje oczekiwania, bo świetnie się bawiłam, dużo emocjonowałam, moja wyobraźnia była maksymalnie nadwyrężona oraz bardzo pozytywnie ją wspominam (czytałam w wakacje). Autorka zaskarbiła sobie mój szacunek, bo bardzo umiejętnie przedstawiła japońskie klimaty i stworzyła coś oryginalnego, zasługującego na uwagę. Podsumowując, polecam Takieshiego. Cień śmierci i radzę się nie zrażać początkiem, bo później jest tylko coraz lepiej i lepiej. Osobiście, nie mogę się doczekać chwycenia za kontynuację ^^.

„Zaufanie to taka dziwna rzecz, która musi być obustronna.”

6 komentarzy:

  1. Chętnie kiedyś spróbuję ;) Co prawda w literaturze klimaty japońskie są mi obce, ale czytałam kilka mang i widziałam kilka anime, więc nie jest to temat, któego w ogóle nie nadgryzłam ;) Cieszę się, że książka wywołuje emocje, bo wtedy można taki tytuł określić mianem naprawdę dobrego. Oczywiście, jeśliw ywołuje coś więcej, niż nudę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Od wielu lat planuje przeczytać choć jedną mangę - ale jakoś mi to nie wychodzi., Powyższa pozycja niezbyt mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję, że to jedno z mocnych, polskich fantasy. ;) Uwielbiam sceny walki, a wciągnięcie w wir bitewny od pierwszych stron, to dość trudny zabieg. Autorka od razu postawiła sobie wysoko poprzeczkę. ;) Spróbuję na pewno.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama nie wiem dlaczego, ale z jednej strony jestem ciekawa tej książki, a z drugiej jakoś się przed nią wzbraniam. Może po prostu obawiam się, że nie spełni moich oczekiwań. No cóż, kiedyś trzeba się będzie przekonać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do odważnych świat należy... czy jakoś tak :3 Z mojej strony zachęcam do przeczytania, bo jak najbardziej nie żałuję, że poznałam tą historię ^^

      Usuń
  5. A ja pewnie i tak nie przeczytam C:

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy