poniedziałek, 23 listopada 2015

,,Fangirl" Rainbow Rowell

Wren i Cath to siostry bliźniaczki „podobne” do siebie jak ogień i woda. Wren chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać nowych ludzi. Cath woli siedzieć w ich wspólnym pokoju i pisać fanfiction do książki, która zawładnęła całym jej światem. Jest fanką nastoletniego czarodzieja Simona Snowa. Wróć! Jest Prawdziwą Fanką, która… ma swoich własnych fanów, bo pisze fanfiki o Simonie.
Mimo że tak różne, dziewczyny są nierozłączne, gdy bliźniaczki rozpoczynają naukę w college’u, ich drogi się rozchodzą – Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka Reagan (Cath prędzej dogadałaby się z Marsjaninem niż z nią) i wiecznie uśmiechniętego Levi’ego (czy on kiedyś zrozumie, co to jest przestrzeń osobista?) oraz panią profesor od kreatywnego pisania (która wszelkie fanfiki uważa za plagiaty).

Komentarz:
Co to, kurde, jest fandom? 
– Nie zrozumiesz tego – westchnęła Cath, żałując, że użyła tego słowa, i mając świadomość, że jeśli zacznie się tłumaczyć, tylko pogorszy sprawę. Reagan nie uwierzy ani nie zrozumie, że Cath nie jest taką sobie zwykłą fanką Simona. Była jedną z tych prawdziwych. Była fanką, która ma własnych fanów.”

Mogę przyznać, że jednym z faktów mojego życia jest nieograniczona fascynacja twórczością Rainbow Rowell, która zaskarbiła sobie miejsce w moim serduszku zabawnym i ironicznym stylem pisania, realistycznymi historiami przedstawianymi w dość śmiały i ciekawy sposób oraz bohaterom, którzy zyskują moją sympatię. Mam już za sobą Eleonorę i Parka, których wspominam bardzo pozytywnie, lecz kiedy przyrównałam ich do Fangirl to… wyszli blado. Żeby nie było wątpliwości – obie książki są cudne, ale Fangirl błyszczy jaśniejszym światłem i pod względem tematyki jest mi bliższa.


Przy pisaniu tej opinii muszę sobie zaznaczyć drugą ważną rzecz, jaką jest to, że utożsamiałam się z główną bohaterką w dużej mierze. Rzadko kiedy miewam tak, żeby w jakieś powieści dana postać dokładnie odzwierciedlała moje odczucia, opinie na dane tematy czy jakieś szczególne przyzwyczajania, bądź reakcje na zdarzenia. Naprawdę rzadko się zdarza! Dlatego troszkę dziwnie, a raczej ekscytująco czytało się o Cath, która w większości przypadków postępowała podobnie do mnie. Co dokładnie mam na myśli? Cath dopiero co zaczyna studia, a ja czytając powieść we wrześniu i szykując się na pierwszy rok studiów, dokładnie wiedziałam co dziewczyna odczuwa. Obie się stresowałyśmy kontaktami z TYMI ludźmi i wręcz dostawałyśmy wysypki ze zmartwień jak to będzie. Inną sprawą związaną z naszymi charakterkami to była ta naturalna izolacja od innych. Ta chęć bycia samotnikiem. Wiem, że niektórzy blogerzy strasznie hejtowali Cath za to, że była taka zamknięta w sobie, niechętna na nowe przyjaźnie i ogólnie odludek na maksa, ale ja ją rozumiałam. Rozumiałam, że zamiast chodzić na imprezy z przyjaciółmi wolała zostać przy komputerze i zajmować się swoją pisaniną – może to o mnie źle świadczyć, ale sama tak robię! Poza tym ten maniakalny szał na książki oraz pisanie fanfików lub wyobrażanie sobie własnej osoby w danym świecie książkowym jest charakterystyczne dla wszystkich książkoholików, więc praktycznie rzecz biorąc każdy może utożsamić się z Cath. Mniej lub bardziej, ale na pewno znajdzie z nią coś wspólnego.

„Spójrz na siebie. Ogarniasz świat, niczego się nie boisz. Ja za to boję się wszystkiego. I jestem szurnięta. Może nawet myślisz że jestem szurnięta tylko odrobinę, ale to dlatego, że pokazuję ludziom zaledwie wierzchołek góry lodowej mojego szurnięcia. Pod powierzchnią lekkiego szurnięcia i niedostosowania społecznego jestem całkowitą porażką.”

Historia w Fangirl jest prosta i nie narusza jakichś skomplikowanych albo patologicznych tematów (no może trochę), jak to miało miejsce w Eleonorze i Parku. Mamy po prostu przedstawiony ważny fragment z życia zwyczajnej dziewczyny, która musi poradzić sobie z problemami na studiach, z nowymi przyjaźniami i rodziną, z własnymi uczuciami romantycznymi i tymi mniej oraz przede wszystkim musi podołać zadaniu, jakim jest zakończenie swojego fanfika o Simonie Snowie, zanim autorka wyda ostatnią część serii. Niby prosta story, ale nawiązuje do wielu życiowych kwestii. Autorka skupia się na każdym problemie w równym stopniu i pokazuje, że nie wszystko da się do końca rozwiązać – tak jak w prawdziwym życiu. Pamiętam, że sprawy rodzinne strasznie mnie bulwersowały i emocjonowały, to samo dotyczyło spraw związanych z przyjaciółmi – i tymi fałszywymi i tymi prawdziwymi.

„- Na biurku masz głowy Simona Snowa – zauważyła Reagan. 
- To tylko pamiątkowe popiersia. 
- Żal mi ciebie, więc zostanę twoją przyjaciółką.”

Jeśli chodzi o wątek romantyczny to bardzo, ale to bardzo mi się spodobał. Wyszedł całkowicie naturalnie, realistycznie i po prostu nie da się nie pokochać Leviego! To co wydało mi nadzwyczajne to to, że autorka nie przedstawiła idealnego chłopaka z tajemnicami. Wręcz przeciwnie! Nie bała się pokazać wad Leviego oraz zrobić z niego takiego wesołka, optymisty, który widzi wszystko w tęczowych barwach. Takie postaci są w książkach zazwyczaj bohaterami drugoplanowymi i nie dotyczą ich miłosne zagwozdki, a tutaj Rowell wystawiła zgrywusa na pierwszy plan i zrobiła z niego takie ciacho, że nic tylko go pokochać. Skupiając się teraz na głównym temacie Fangirl, czyli miłości do książek i fanfikowaniu to został ukazany fenomenalnie. Na każdym kroku dało się wyczuć małą obsesję Cath do Simona i Basa i bez problemu można było zrozumieć jej uwielbienie – w końcu my wszyscy mamy swoje małe książkowe obsesje z którymi się odnosimy wzdłuż i wszerz! Na ogromną pochwałę zasługują wplecione do książki krótkie fragmenty z serii o Simonie Snowie, które czytałam z równą fascynacją co historię o Cath.


„- Czytałeś książki z serii? 
- Widziałem filmy. 
Cath tak mocno wywróciła oczami, że aż ją zabolało.”

Styl autorki jest lekki w czytaniu, nie brakuje tutaj przedniego humoru i sarkazmu, który trafił w moje gusta – śmiech gwarantuje przeważnie spotkania Cath i Leviego. Ukazana historia jest zjawiskowa, oryginalna i powinna przemówić do większości książkoholików, akcja jest dynamiczna, można wynieść z powieści wiele ciekawych cytatów, zaś bohaterowie są przesympatyczni i dopracowani. O Fangirl można wiele mówić oraz wiele pisać, bo Rainbow Rowell perfekcyjnie się wykazała przy przedstawianiu nam codziennych-niecodziennych problemów z życia fana. Nie pozostaje mi nic innego jak polecenie Fangirl każdemu, bo osobiście oceniam tę książkę w jak najwyższej skali i na pewno do niej jeszcze raz wrócę!

„Żyli długo i szczęśliwie", a nawet samo "żyli długo" nigdy nie jest kiczowate. To najszlachetniejsza i wymagająca ogromnej odwagi rzecz, na jaką mogą się zdecydować dwie osoby.”

9 komentarzy:

  1. Również mogę się dopisać do klubu fascynatów twórczością Rowell - zarówno "Eleonora & Park", jak i "Fangirl" bardzo mi się podobały, nawet nie wiem, która z tych książek bardziej, bo są zupełnie inne. Przy "Fangirl" bawiłam się świetnie. :

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka była lekka i przyjemna, ale oczekiwałam czegoś więcej.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje zdanie znasz. Mi się nie podobała... Mimo wszystko: to nie było to, czego oczekiwałam. Podobnie było w przypadku "E&P".
    A i jeszcze: ten drugi obrazek, fanart jest boski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam. Wiem. Szkoda, że ci się nie spodobało, bo dla mnie to osobiste arcydziełko :3 Najwyraźniej twórczość autorki nie jest dla ciebie - tak jak John Green, a szkoda :/
      Wiem, jest genialny *o* Podziwiam osobę, która go namalowała

      Usuń
  4. Myślę, że należę do osób sarkastycznych, więc humor autorki powinien mi pod pasować. Mam nadzieję, że niedługo ta pozycja wpadnie w moje łapki :)
    Pozdrawiam, Shelf of Books

    OdpowiedzUsuń
  5. O tej książce było głośno przez długi czas, ale ja nie mam na nią ochoty ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. I "Fangirl", i "Eleonora & Park" mnie zachwyciły :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem dlaczego, ale zupełnie mnie do tej książki nie ciągnie. Tematyka, choć, wydawałoby się, jest mi bliska, to w ogóle do mnie nie przemawia...

    OdpowiedzUsuń
  8. Od dawna mam tę książkę na oku, ale jakoś nie miałam jeszcze okazji jej przeczytać. Autorkę znam na razie tylko z jednego opowiadania, a szkoda, bo myślę, że też znalazłabym z Cath sporo wspólnych cech (niezależnie od tego, czy to dobrze, czy źle). ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy