piątek, 20 listopada 2015

,,Martwa natura z krukami" Douglas Preston & Lincoln Child

TOM IV PENDERGAST

Po traumatycznych wydarzeniach opisanych w Gabinecie osobliwości agent Pendergast wyjeżdża do Medicine Creek, sennej, zdawałoby się, miejscowości na rubieżach Kansas. Miało tam ostatnio miejsce brutalne morderstwo. Pendergast, nie zwlekając, bezczelnie, jak na niego przystało, rozpoczyna prywatne śledztwo, aby wpaść na trop seryjnego zabójcy, z jakim dotąd nie miał okazji się zmierzyć, rozwiązać zagadkę masakry sprzed blisko półtora wieku i odkryć kilka ważkich prawd, które być może pomogą mu pogodzić się ze smutną prawdą o jego rodzinie.

Komentarz: ,,Czas to burza w której wszyscy się gubimy.”

To co najbardziej lubię w długich seriach to momenty w których czytając kolejny tom jestem zaskakiwana nowymi elementami w historii. W przypadku serii o Pendergaście polega to głównie na tym, że czwarty tom w końcu nie skupia się na wydarzeniach w Nowym Jorku, tylko w jakimś małym miasteczku, oraz co najważniejsze – morderca, nawiązania do jakichś historycznych ciekawostek  i sam pomysł na rozegranie wydarzeń są w tak INNY sposób przedstawione niż dotychczas, że mój podziw do autorów natychmiast wzrósł.


Tym razem nasz kochany agent specjalny FBI przybywa do Medicine Creek, aby wypocząć. Ot, takie swoiste wakacje na wygwizdowie. Kit z tym, że przyjeżdża w momencie, gdy zaczynają się tam morderstwa oraz że poniekąd był przygotowany na taką ewentualność, bo jak zwykle nie ma żadnych wypoczynkowych ubrań, tylko pogrzebowe garnitury i różne akcesoria, które pomagają mu w rozwiązywaniu spraw... Ale to w końcu Pendergast! Człowiek geniusz, zawsze przygotowany na najgorsze! Niczym dziwnym również nie jest to, że bezczelnie podpina się pod sprawę z mordercą, który tworzy ze swoich ofiar dzieła sztuki i najprawdopodobniej ma jakieś powiązania z miejscową legendą oraz wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu lat. Tym razem Pendergast będzie miał niemały problem, bo jak się okaże nieschematycznie zabijający morderca może okazać się czymś, co agent nigdy w swoim życiu nie spotkał. Właśnie tak prezentuje się ogólny zarys fabuły Martwej natury z krukami, gdzie wątek kryminalny jest postawiony na wysokim poziomie i aż do końca czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, kto z niewielkiego miasteczka jest zbrodniarzem. Sama domyśliłam się dopiero chwilę przed wyjaśnieniami Pendergasta, a świadomość rozwiązania dosłownie mnie sparaliżowała i musiałam w tamtej chwili zaprzestać na kilka sekund dalszego czytania.

,,Poważnym błędem jest stawianie przedwczesnych hipotez, gdy nie dysponuje się solidnymi dowodami na ich poparcie.”

Chociaż mroczny klimat nie jest aż tak przytłaczający jak w poprzedniej części (Gabinecie Osobliwości) to były wydarzenia, szczególnie gdy ukazywano ataki mordercy oraz całe zakończenie, które dosłownie mnie osaczały i wywoływały dreszcze na całej skórze. Jedno szczególne zdarzenie zapadło mi w pamięci, między innymi rozgrywało się w fabryce zajmującej się zabijaniem kur i przygotowywaniem ich na mrożonki – taaak, już samo miejsce wydaje się odpowiednie na przyprawienie traumy – autorzy przedstawili całą tą scenę w taki sposób, że odczułam to wszystko na własnej skórze, a moje serce wręcz wyrywało się z piersi. Tak więc emocje i dreszcze zapewnione. Co się tyczy kolejnego elementu książkowego, który jest zawsze obecny w powieściach Prestona i Childa to przeróżne teorie spiskowe, naukowe brednie oraz historyczne ciekawostki. W tym przypadku mamy przede wszystkim ukazanie pewnej historii z przeszłości oraz legend, które poznaje się z ogromną fascynacją.

,,- Z doświadczenia wiem, że od łgarza można zwykle dowiedzieć się więcej niż od osoby prawdomównej. 
- Jak to? 
- Ponieważ prawda to najbezpieczniejsze łgarstwo.”

Małym problemem, jaki się tutaj objawił była masa bohaterów, których nie dało się za bardzo zapamiętać. Pełno imion, pełno funkcji, pełno sekretów i to wszystko się mieszało. Weź tu domyśl się teraz kto morduje! Było ciężko, lecz miło było poznać chociaż niektórych, tych wyróżniających się na tle innych. Bez dwóch zdań jest nią Corrie, dziewczyna we fioletowych włosach i z ciętym językiem, czarna owca miasta,  która robiła tutaj za asystentkę i szofera Pendergasta. Relacja pomiędzy tą dwójką była tak specyficzna, że aż zabawna. Z chęcią przeczytałabym coś jeszcze z Corrie w roli asystentki agenta FBI. Ponadto wszystko to czego nie można zbytnio szukać w czwartym tomie serii to jakieś fakty związane z życia Pendergasta. Owszem, są tu wymieniane jakieś szczątkowe informacje o nim, jego domu i rodzinie, ale jest tego niewiele w porównaniu do poprzedniej części. Z jednej strony to kiepsko, a z drugiej w porządku, bo raczej nie były potrzebne przy tej sprawie.

,,Intuicja to końcowy rezultat najbardziej wymyślnego rozumowania.”

Podsumowując, gdyby Martwą naturę z krukami przyrównać do poprzednich części to plasuje się bardzo wysoko ze względu na tak odmienną tematykę historii i przedstawienie nieprzewidywalnego i szokującego wątku kryminalnego. Bardzo dobrze się czyta, jak już się zacznie to nie ma się ochoty skończyć, Pendergast jak zwykle zadziwia, napięcie i mroczny klimat są choć w mniejszej ilości, a do tego widać że autorzy popisali się wszystkim co mają najlepsze w zanadrzu. Polecam fanom duetu, fanom zagadkowego i genialnego Pendergasta oraz osobom, które kochają kryminalne i mroczne historie. Przypominam również o tym, że ten tom można przeczytać bez znajomości poprzednich części :3.

,,Nigdy nie wdawaj się w bójkę z kimś, kto ma mniej niż metr sześćdziesiąt pięć wzrostu.”

1 komentarz:

  1. Jeżeli chodzi o ten duet to miałam już z nimi doczynienia, i chętnie przeczytałabym ich kolejne dzieo.

    Zapraszam na nowy post:
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy