piątek, 6 listopada 2015

,,Musimy coś zmienić" Sandy Hall

Zabawna opowieść o zakochiwaniu się!
Lea i Gabe mają ze sobą wiele wspólnego. Łączy ich niewidzialna więź, jednak… nigdy ze sobą nie rozmawiali. Wszyscy na około chcą im pomóc i ich zeswatać! Jedna impreza pomaga im przełamać lody i rozwiązać pewną zagadkę.
Co ciekawe, to love story opowiedziane
z perspektywy ich znajomych!


Komentarz: Ostatnimi czasy Musimy coś zmienić było książką o której większość książkoholików słyszała i chciała przeczytać. Opinii namnożyło się mnóstwo od pochwalnych sonetów, przez średnie wrażenia, aż do przepełnionych kpiną hejtów. Sama byłam ciekawa jakie światło rzuci mi ta lekka historia miłosna spostrzegana przez 14 różnych obserwatorów i kiedy już ją przemęczyłam – tak, to nie żadne przejęzyczenie, przemęczyłam książkę – to bezpośrednio stanęłam po stronie osób, której się nie spodobała.


Jedni mogą zapytać jak to się stało, że nie potrafiłam z łatwością przebrnąć przez mniej więcej 200 stronicową powiastkę, której tematyka powinna się spodobać, skoro kwalifikuję się do romantyczek ubóstwiających historie miłosne? No właśnie, jak to się mogło zdarzyć? Sama do końca nie rozumiem, dlaczego w tak negatywny sposób odebrałam historię romantyczną widzianą z aż 14 perspektyw. Przecież to coś nowego! Coś oryginalnego! Coś tak skrajnie mdłego, naciąganego i nudnego, że się nie dało czytać! Tak to właśnie wyglądało. Miałam 14 narratorów różnorodnych pod względem wyglądu, wieku, płci i charakteru, ale kiedy przychodził czas spostrzegania naszej głównej parki zakochanych, to cała 14 zamieniała się w dwie osoby: jedna wkurzająca się na Leę i Gabe, a druga kibicująca im. Kit z tym, że później osoby wkurzone na główną parkę również popierały ich związek. Sęk w tym, że byłam poirytowana, kiedy musiałam czytać i poznawać podobne myśli narratorów, którzy myśleli przede wszystkim o Lei i Gabie w sposób tak słodki, że aż mdły. Autorka zawaliła, bo nawet jeśli te różne narracje miały nadać powieści lekkości, to ja cierpiałam i zmuszałam się do dobrnięcia do końcówki.

Poza tym nie mogłam odczuć nici porozumienia pomiędzy bohaterami, bo informacje o nich były zbyt skąpe. Nikogo nie polubiłam, nikogo nie znienawidziłam. Wszyscy byli dla mnie obojętni – chyba że wliczy się irytację co do toku przemyśleń postaci. Minusem jest również to, że nie wyczułam żadnej miłości czy zauroczenia pomiędzy Leą a Gabem. Oni po prostu byli. Robili jakieś głupie podchody, nie mogąc się porozumieć. Zachowywali się irracjonalnie. A kiedy dochodziło do niby jakiegoś zbliżenia to wynajdowali zawsze jakieś problemy. No, jak nic wyczuwam tutaj problem w komunikacji, a nie ma nic bardziej wkurzającego jak bohaterowie, którzy nie potrafią ze sobą rozmawiać i wyznać co im leży na sercu. Po co rozmawiać?! Po co wyjaśnić sobie kluczowe sprawy?! Nieee… Lepiej siedzieć cicho, może problem sam się rozwiąże! Ugh, jak ja tego nienawidzę!

Musimy coś zmienić jest lekturą kiepską, męczącą i banalną. Tak jak z reguły lubię powieści romantyczne i zachwalam je, tak przy tej mogę jedynie ostrzec, żeby nie czytać, bo szkoda marnować nawet tę odrobinę czasu. Nie polecam!

3 komentarze:

  1. Ale perspektywa wiewiórki i ławki była dobra :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat ja nie cierpię powieści romantycznych, więc ocena tej książki jesy mi w zupełności obojętna
    .http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Spojrzenie rzeczywiście inne, nietypowe, ale skoro wykonanie okazało się klapą, nawet nie będę próbowała zagłębiać się w tę historię.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy