niedziela, 15 listopada 2015

,,Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd" Matthew Quick

Finley niewiele mówi. Odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Kocha dwie rzeczy. Pierwsza z nich to koszykówka – jest rozgrywającym w szkolnej drużynie. Druga natomiast – patrzenie w gwiazdy z Erin. Obie pozwalają mu zapomnieć o problemach, od których stara się uciec.
Pewnego dnia trener zwraca się do niego z nietypową prośbą…

Komentarz: „Nie zawsze można wybrać rolę, jaką będzie się odgrywać w życiu, lecz cokolwiek by ci się trafiło, dobrze tę role grać najlepiej, jak się potrafi.”

Co tu dużo pisać, Matthew Quick jako autor ma talent do zauroczenia swoją twórczością masy czytelników, a to wszystko dzięki przyjemnemu dla oka stylowi pisania oraz historiom, które z pozoru proste naruszają ważne tematy, skrywają drugie dna i poruszają w czytelniku te niewidzialne struny odpowiedzialne za emocje. Jako że pierwszą powieścią, jaką od niego przeczytałam było Wybacz mi, Leonardzie, a tym samym podniosło bardzo wysoko poprzeczkę, to nie ma zmiłuj muszę zrobić porównanie i stwierdzić, że większe wrażenia wywarła na mnie właśnie historia o Leonardzie Peacock niż o Finleyu i Numerze 21.


Oczywiście nie jest tak, że Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd (lub jak kto woli Boy 21) jest fatalną książką. W żadnym przypadku nie mogę tego powiedzieć ani teraz, ani później! Jest to dobre czytadło, którego zaletą jest jak wspominałam lekki i wyjątkowo oryginalny dla autora styl pisania oraz ta niby prosta historia. Sam pomysł i jego realizacja są genialne. Mamy małomównego Finleya dla którego najważniejsze są koszykówka oraz dziewczyna Erin, jego życie ma określony porządek, a on sam kieruje się zasadą: nie wychylać się niepotrzebnie oraz nie odzywać zbyt wiele. Pozornie z początku, gdy dopiero kosztujemy tę historię wydaje się zwyczajna i nie mająca jakiegokolwiek znaczenia, ale wraz z momentem, kiedy trener prosi Finleya o zaprzyjaźnienie się z Numerem 21 (gwiazdą koszykówki, która przeżyła prawdziwą tragedię), to los naszego bohatera diametralnie się zmienia, a my zaczynamy dostrzegać, że to co wydawało się zwyczajne i nic nie znaczące, powoli okazuje się czymś niepokojącym, mam na myśli to, że zaczynamy stawiać mnóstwo pytań takich jak: Dlaczego Finley tak mało mówi? Co tak naprawdę dzieje się z Numerem 21? Czemu dziadek Finleya nie ma nóg? Itd. Itp. Cała ta historia wraz z rozwojem akcji okazuje się czymś, co narusza głębszy temat, a Matthew Quick tak kieruje wydarzeniami, że aż do końca nie wiemy jak to wszystko się skończy i jakie otrzymamy odpowiedzi.

„Pewnego dnia nadarzy się twoja szansa. Pomyśl o Harrym Potterze. Jego życie jest koszmarne, ale pewnego dnia dostaje list, wsiada do pociągu i wszystko się u niego odmienia. Staje się lepsze. Magiczne. 
- To tylko fikcja. 
- Tak jak my. My też jesteśmy fikcją.”

Ogólnie pojawiło się kilka elementów, które szczególnie zasługują na pochwałę. Pierwsza to relacja pomiędzy Numerem 21 i Finleyem oraz przedstawienie ich postaci. To bazowanie na ich wspólnych podobieństwach i różnicach, demonstrowanie dziwactw Numeru 21, pójście w ideę: przyjaźń mimo wszystko oraz te rozmowy, które miały drugie dno – zostało to ukazane w bardzo naturalny i cudowny sposób. Drugim elementem jest relacja Finley i Erin. Zachowywali się zupełnie inaczej niż typowa para, ich związek był nieschematyczny, luźny, a mimo to dało się wyczuć, że łączy ich miłość. Po trzecie, realia świata w jakim żyją nasi bohaterowie. Osobiście odebrałam je z niemałym wstrząsem, ale także z uznaniem, ponieważ sam autor pokazał to w realny sposób, a nie taki typowo filmowy.  

„A może jednak nauczyłem się dzięki koszykówce czegoś o życiu: obchodzisz innych ludzi tylko wtedy, gdy możesz pomóc im wygrać. Jeśli nie możesz tego zrobić, przestajesz się liczyć.”

Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd jest dopracowany do ostatniej strony. Jako książka jest lekka w czytaniu, lecz zarazem niesie ze sobą głębszy przekaz i narusza problemy dzisiejszych czasów. Akcja jest wartka, wydarzenia zaskakujące, bohaterowie bardzo dobrze wykreowani i oryginalni, zakończenie z lekka wzruszające. Podsumowując: cała historia jest warta poznania! Autor fantastycznie się popisał swoim talentem, dlatego polecam fanom i książkoholikom, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z Matthew Quickiem.

PS. A wracając jeszcze krótko do porównania pomiędzy Boy 21 a Wybacz mi, Leonardzie to uważam, że druga powieść jest lepsza, ponieważ bardziej mnie rozemocjonowała i bardziej natchnęła do przemyśleń niż pierwsza.

„Dla człowieka z młotkiem wszystko wygląda jak gwóźdź.”

8 komentarzy:

  1. Chciałam kiedyś ją przeczytać. Mam nadzieję, że jeszcze po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przyjemnie wspominam tę książkę - dzięki niej zapałałam sympatią do twórczości Quicka. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło wspominam czas w jej towarzystwie

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno przeczytam! Ba, może nawet kupię!

    OdpowiedzUsuń
  5. mi się podobała ta książka, lubie tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie, że książka pomimo lekkości niesie z sobą jakieś przesłanie. Może się skuszę na ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest to kolejna ksiażka Qicka jaką prahne przeczyać. Mam nadzieję, że zrobie to jeszcze w tym roku.
    kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytając Twoją recenzję aż poczułam sentyment do tej książki. W moim przypadku to była pierwsza powieść Quicka i też wolę Leonarda. Chętnie zapoznałabym się z pozostałymi. ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy