niedziela, 13 grudnia 2015

,,Płatki na wietrze" Virginia C. Andrews

TOM II RODZINA DOLLANGANGER

Dzieci trafiają do domu doktora Sheffielda, który roztacza nad nimi opiekę. Straszne przejścia nie pozwalają im jednak powrócić do normalnego życia. Może im pomóc jedynie znienawidzona matka…

Komentarz: „Sekret szczęścia polega na przebaczaniu i zapominaniu.”

Tak jak pisałam, tak też zrobiłam i zaraz po przeczytaniu pierwszego tomu – Kwiaty na poddaszu – chwyciłam za kontynuację. Krew w żyłach buzowała, emocje targały, a oczekiwania rosły, aż w końcu Płatki na wietrze zostały tak szybko rozpoczęte, jak skończone. Nie skłamię, mówiąc, że to nie to samo co pierwszy tom, ale wciąż twierdzę, że seria jest dobra i warta przeczytania.


Tak jak w tym krótkim opisie można przeczytać, rodzeństwo Dollanganger w końcu wyrwało się z życia pod poddaszem i trafiło czystym przypadkiem do domu doktora Sheffielda, gdzie mogli mieć nowy start na ścieżce ku dorosłości. To co mnie najbardziej zadziwiło w przedstawionej historii to ten natłok przeróżnych zdarzeń, jakie spotkała na swojej drodze Cathy. Jej dorastanie i poszczególne życiowe doświadczenia można by przyrównać do telenoweli lub dokładniej Mody na Sukces, ale w lepszym i ciekawszym wydaniu. Nie twierdzę, że taka lawina wydarzeń i szczegółów z jej życia jest odbierana negatywnie. Wręcz przeciwnie! Dzięki temu, że dzieje się dużo i to w dynamicznym tempie, powoduje, że książkę czyta się bez wytchnienia oraz z fascynacją i uznaniem dla autorki, że w tak zgrabny sposób poukładała sobie wszystko i przelała to na papier. W historii rodzeństwa pojawiało się tutaj znacznie więcej dramatów i szarpania emocjami czytelnika, nie dość że pojawiają się nowe postaci, które mącą, to do tego wciąż pada cień matki, która ma pośredni wpływ na ich tok myślenia i  działania.

„Wspomnienia? Czym były wspomnienia? Jedynie narzędziem tortur, niczym innym!”

Pod względem zawirowań psychologicznych to Płatki na wietrze spisują się doskonale. To jak bohaterowie się zachowują po traumatycznych przeżyciach oraz to jak podświadomie działają przez wcześniejszy wpływ matki został ukazany bardzo realnie i boleśnie, bo kiedy czyta się o osobach, które wydają ci się bardzo bliskie i widzisz, że nie mogą żyć spokojnie, bo cały czas borykają się z demonami przeszłości, to po prostu cierpisz. Cierpisz, kiedy widzisz jak popełniają błędy i cierpisz, kiedy podświadomie przechodzą na ciemną stronę mocy. Z tego też wynika, że bardziej do bohaterów przywiązać się nie da. Oczywiście w niektórych momentach wypełniała mnie straszna irytacja do Cathy i jej oporu, dwulicowości, naiwności i działaniu na przekór wszystkim. Straszne również było to, że czasami zaczynała przypominać matkę i to mnie całkowicie niszczyło. Co do Chrisa to było mi go żal i aż niezmierzony smutek mnie dotykał, kiedy nie mogłam nic zrobić, żeby mu pomóc.

Ogólnie Płatki na wietrze są rewelacyjną powieścią, w troszkę innym klimacie – mniej osaczającym – niż pierwsza część, ale nadal mają to coś, co autorka potrafiła wnieść do swego dzieła. Fabuła i akcja są dynamiczne, pełne zwrotów akcji i poznaje się je z zapartym tchem i obawą, jak to wszystko się skończy. U bohaterów widać, jakie zmiany w nich zachodzą oraz jakie przeszkody muszą pokonać na swojej krętej drodze. Emocje przy czytaniu są obecne, a co do stylu pisania autorki to troszkę się zmienił, ale nie na gorsze. Polecam serię, każdemu kto lubi naruszać niewygodne dla społeczeństwa tematy.

 „Jeśli ludzi łączy szczere uczucie, to nic nie jest w stanie ich rozdzielić...”

4 komentarze:

  1. Nie miałam okazji czytać tej serii, ale moja mama jest nią oczarowana. ;)
    Pozdrawiam,
    Geek of books&serials&films

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam pierwszeą część yej serii i muszę przyznać, ze zachwyciła mnie swoja orginalnością. Musze uporac sie z calym cyklem.
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ilość zawirować wokół Cathy rzeczywiście można przyrównać do telenoweli, a to, że zaczynała przypominać matkę było naprawdę smutne.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy