czwartek, 24 grudnia 2015

,,Półsłówka" Blanca Busquets

Na łożu śmierci ojciec wyznaje trójce czuwających przy nim dzieci, że w noc nieudanego zamachu stanu, 23 lutego 1981 roku, zamordował człowieka. Annabelle, Albert i najmłodsza Nina są zszokowani jego słowami. Każde z nich wraca myślami do tego dnia – choć sami byli wtedy młodzi, przeżywali własne dramaty, o których nie wiedziała reszta rodziny. Co więcej – ich historie mają ze sobą wiele wspólnego.

Komentarz: Przede wszystkim chciałam podziękować blogerce, Kaś, z Czworgiem Oczu, dzięki której dowiedziałam się o niniejszej książce i muszę przyznać, że była to książka dla mnie, a dokładniej dla tej mnie, która miała ostatnimi czasy fazę na obyczajówki z tajemnicami rodzinnymi w roli głównej.


Blanca Busquets w dość ciekawy i tajemniczy sposób rozpoczęła swoją powieść, gdzie trójka rodzeństwa spotyka się razem w rodzinnym domu przy umierającym ojcu, który w gorączce wyznaje, że zamordował człowieka. I to nie w byle jakim dniu, bo 23 lutego 1981 roku, kiedy został przeprowadzony nieudany zamach stanu w Hiszpanii. Przez te słowa każde z rodzeństwa wspomina wydarzenia z przeszłości i sekrety o jakich nikt nie wie i nie powinien się dowiedzieć. To o czym najpierw powinnam wspomnieć, to przypisy, które przybliżyły mi nieco kulturę hiszpańską lub zwyczaje czy sytuacje z lat osiemdziesiątych, bo przykładowo nigdy nie słyszałam o zamachu stanu w Hiszpanii i w porządku było się dowiedzieć o tym co nieco. Na szczęście były to krótkie i precyzyjne wzmianki, bo opowieść nie skupia się na politycznych czy historycznych zawirowaniach, lecz na brudach rodzinnych. I to brudach, które wywołują w czytelniku sprzeczne emocje.

W Półsłówkach autorka wykazuje się dużym talentem, szczególnie widocznym w konstrukcji wydarzeń, psychologii postaci oraz przypadku, który niekoniecznie spotkał bohaterów przypadkowo. Co do pierwszego, to mamy cztery opowiastki: z perspektywy najstarszej córki Annabelle, syna Alberta, najmłodszej córki Niny oraz chłopaka, który pomagał ojcu na gospodarstwie. Właśnie w takiej kolejności są ukazywane i to co jest znakomitością, to znaczenie każdej historii dla kolejnego z rodzeństwa oraz połączenie niektórych elementów ze sobą w taki sposób, że wszystko wydaje się zaplanowane z góry. A dokładniej, tak jakby los się śmiał z tej rodziny. Stąd też bierze się niekoniecznie przypadkowy przypadek, który wkracza w życie każdego z bohaterów i jest tak kreowany, żeby czytelnik był zaskakiwany. Osobiście nie doznałam żadnego szoku, bo przy Albercie miałam niejasne pojęcie o co chodzi i kto został zamordowany, a przez to nie odczułam odkrycia kart w tak emocjonujący sposób. Natomiast sprzeczność emocji wzbudził ogólnie przypadek oraz  jego kontrowersyjne działania. Dosłownie przy Albercie śmiałam się i burzyłam, zaś przy Ninie to już było czyste szaleństwo z mojej strony. Oczywiście, były rzeczy zastanawiające, takie jak przyczyny niejakiego morderstwa i z zainteresowaniem je poznawałam.

Patrząc teraz na kolejną zaletę to jest nią ukazanie psychologii postaci. Dzięki wykorzystaniu narracji pierwszoosobowej przy każdym z bohaterów, mieliśmy szczegółowy wgląd w ich przemyślenia, rozterki i emocje. Każdy z nich jest inny oraz inaczej patrzy na swoje tajemnice. Z tego też powodu jako czytelnik odczuwałam różnorodności. Przy Annabelle był żal, rozpadanie się na kawałki, przy Albercie lekki smutek, przemieszany z uśmiechami, a przy Ninie to wręcz chciało mi się płakać ze śmiechu z tego jak wszystko postrzegała i jakie pozory skrywała. Trzeba również dodać, że najlepiej czytało mi się o Albercie, następnie o Ninie, a na końcu o Annabelle. Dlaczego? Bo Albert nie był aż tak naiwny jak Annabelle oraz dowiedziałam się o nim więcej niż o Ninie. Poza tym jego przede wszystkim szanuję.


Podsumowując, Półsłówka jest dobrą książką. Nie jest to jakieś arcydzieło o którym będę pisać sonety, czy inne ody, ale jest dobrym czytadłem, a do tego krótkim, które można przeczytać. Styl autorki jest bardzo płynny i precyzyjny. Spisała się na medal tworząc takie intrygujące postaci, chociaż mogłaby poćwiczyć bardziej nad zaskakiwaniem czytelnika. Jak najbardziej polecam książkę jako lekką lekturę, mam nadzieję, że Was również zaintryguje i może jakoś rozemocjonuje.

6 komentarzy:

  1. Cieszę się, że książka Ci się spodobała. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może ją przeczytam ;)
    Wesołych Świąt! **

    OdpowiedzUsuń
  3. Już sama okładka przyciąga projektem *^*!

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi ciekawie. Myślę, że mi też spodobałoby się poznawanie sekretów tej rodziny. Na pewno rozejrzę się za "Półsłówkami". ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, może dam szansę tej lekturze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje się warta uwagi, może i ja się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy