niedziela, 10 stycznia 2016

,,Maybe Someday" Colleen Hoover

On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.
Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce…

Komentarz: Nauczyłem się jednak, że sercu nie można nakazać, kiedy, kogo i jak ma pokochać. Serce robi, co chce. Od nas zależy najwyżej to, czy pozwolimy naszemu życiu i głowie dogonić serce.”

Colleen Hoover jest autorką znaną, uwielbianą, wychwalaną, najbardziej charakterystyczną z gatunku New Adult – przez niektórych nazywana mistrzynią, bądź królową New Adult i… jak tu się z tym wszystkim nie zgodzić? Jako książkoholiczka dopiero co poznająca jej twórczość, muszę przyznać, że Hopeless zdobyło moje serce, dzięki naruszeniu tak trudnych tematów i ukazaniu płomiennego, szczerego i czystego uczucia pomiędzy dwójką głównych bohaterów. Uwielbiam tę książkę, dlatego nic dziwnego, że postanowiłam spróbować z czymś nowym. Padło na Maybe Someday. I mimo przeczytania mniej więcej miesiąc temu, moje serce nadal kłuje…


Oczywiście, nie mogę powiedzieć, że Maybe Someday było lepsze od Hopeless – nie było, ale nie mogę również zaserwować stwierdzenia, że było gorsze, bo to oczerniłoby z góry książkę. Dlatego nie porównując - Maybe Someday jako lektura okazała się bardzo emocjonująca oraz przyjemna w poznawaniu historii. I chociaż naruszony problem nie był jakiś ambitny oraz wybitny, to jak najbardziej realistyczny. Życie Sydney wywraca się do góry nogami, kiedy dowiaduje się w swoje urodziny, że jej najlepsza przyjaciółka i chłopak od kilku dobrych miesięcy sypiają ze sobą. Tak po prostu. Od tej chwili dziewczyna będzie pomieszkiwać z Ridgem, gitarzystą, którego niedawno poznała i dla którego pisze słowa piosenek, bo ten ma blokadę w tworzeniu. Tylko jak bardzo bolesne okaże się uczucie, które narodzi się między nimi? Powiem tak: cieszę się, że autorka nie przeciągała tego oszukańczego związku Sydney z jej byłym i rozwiązała sprawę bardzo szybko. Plusem jest także to, że dziewczyna nie byłą tą, która rozważałaby powrót do ex, zamiast tego wolała iść do przodu, nie załamując się i nie rozpaczając bóg wie, ile czasu. Zawsze będę twierdzić, że jest silną heroiną, nawet jeśli spojrzy się na wydarzenia związane z Ridgem. To co mi się bardzo spodobało i wiem, że strasznie ciężko pisarzom jest to dokonać, to ukazanie logicznego/nielogicznego, stopniowego i realistycznego zakochiwania się w drugiej osobie. Hoover to potrafi i w Maybe Someday mamy naturalnie rodzące się uczucie, które nie powinno zaistnieć z jednego ważnego powodu – jakiego? To sami musicie odkryć. Ogólnie ścieżka, jaką musieli pokonać Syd i Ridge była bardzo wyboista, wręcz nie do pokonania i kiedy czytelnik widzi jak oni się miotają, bo nie mogą być razem, to czuje się ból w sercu. Straszliwy ból, który nie chce zelżeć aż do rozwiązania sprawy i którego cień nadal czuć po skończeniu powieści. Osobiście płakać mi się chciało nad nimi i ich walką, by zdusić w sobie miłość.

„Martwię się, że nasze uczucia to jedyna rzecz w naszym życiu, nad którą nie mamy kontroli.”

Poza tym humoru, ciętych ripost i żartobliwych sytuacji tutaj nie brakuje. Ridge jest diabłem w sprawianiu kawałów, a Sydney potrafi nieźle ripostować. Śmiech zapewniają też postaci drugoplanowe i te zołzowate i te bardziej przyjacielskie. Z tej przyczyny, że jest to książka, która skupia się na tworzeniu muzyki i tekstów to muszę wychwalić ludzi, którzy postanowili stworzyć soundtrack z piosenek z Maybe Someday, można go zobaczyć TUTAJ. Szczerze podziwiam, bo są bardzo klimatyczne, głos wokalisty bajeczny (tak bardzo wyobrażać sobie, że to Ridge śpiewa <3) i mogę słuchać non-stop – szczególnie A Little Bit More, Maybe Someday oraz Let It Begin. Dzięki tym piosenkom powieść staje się czymś bliższym i jeszcze bardziej lubianym – jestem na tak, żeby tworzyć takie projekty.

Podsumowując, Maybe Someday jest zabawną, zaskakującą (szczególnie w przypadku Ridge’a), emocjonalną i prawdziwą historią, którą darzy się sympatią. Rozwiązanie problemów zostało przedstawione dobrze, nie naciągane i akceptowalne, zaś zakończenie mnie nie zawiodło – było wzruszające. Bohaterowie świetnie wykreowani, a miłość tak prawdziwa i bolesna, że trzeba to przeczytać, by wszystko poczuć. Polecam fanom New Adult! Nie zawiedziecie się.
„...ludzie nie wybierają, w kim się zakochują. Mogą jedynie wybrać, kogo dalej będą kochać.”

9 komentarzy:

  1. Kocham Maybe Someday! Czytałam jakieś 2-3 miesiące temu i do dziś mam ciarki jak o niej myślę. Jednak ja jestem skłonna powiedzieć, ze odrobinkę bardziej mi się podobała od ''Hopeless'', ale uwielbiam te powieści na równi. Mam nadzieję, ze zostanie u nas wydana reszta książek autorki, bo bardzo chciałabym wszystkie na półce. Póki co jest jeszcze seria ''Pułapka uczuć'' - pierwszą część mam, ale zanim zacznę, muszę skompletować serię (no i mają brzydkie okładki ;D).
    Wracając do Maybe Someday, dla mnie to była jedna z dziesięciu najlepszych książek, które przeczytałam w 2015 roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiam nad Pułapką Uczuc - zgadzam się z tym, że okładki nie są szałowe, ale liczy się wnętrze, które zapewne odbiorę pozytywnie :3
      Widziałam, że dałaś Maybe Someday w rankingu 2015, u mnie niestety nie była aż tak wybitna na tle innych by ją dawac w najlepszej piętnastce :)

      Usuń
  2. Skomentuje krótko i zwięźle: może kiedyś przeczytam :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę w końcu przeczytać którąś z książek autorki, bo do tej pory jakoś omijała mnie jej twórczość. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Od tej autorki czytałam tylko Hopeless. Może kiedyś sięgnę po Maybe Someday :) ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś bardzo zawiodłam się na książce z tego gatunku i teraz bardzo ostrożnie podchodzę do podobnych lektur. Po dzieła Hoover nie zamierzałam sięgać, ale w sumie może dam szansę tej autorce ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tylko Ridge nie śpiewał :D W roli Griffina można by postawić brata Ridge'a ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie śpiewał, jak śpiewał na końcu (chociaż kawałek) XD

      Usuń

Obserwatorzy