piątek, 15 stycznia 2016

,,W sieci umysłów" James Dashner

TOM I DOKTRYNA ŚMIERTELNOŚCI

Michael jest graczem. I – jak większość graczy – więcej czasu niż w realnym świecie spędza w wirtualnej rzeczywistości VirtNet. Do VirtNetu można wejść i umysłem, i ciałem, a jeśli jesteś hakerem, czeka cię jeszcze więcej zabawy. Bo przecież najfajniej jest łamać zasady, prawda?
Ale pewne reguły powstały nie bez powodu… Kiedy jeden z hakerów zaczyna seryjnie mordować, rząd wie, że aby go schwytać, potrzebny będzie równie dobry haker. I to właśnie Michael wygląda na osobę, która może włamać się do najbardziej skomplikowanego systemu na świecie. Jeśli zgodzi się podjąć tej misji, będzie musiał wejść do VirtNetu nigdy nieodkrytymi ścieżkami. I uważać, aby nie stracić z oczu bardzo cienkiej granicy między grą a rzeczywistością…

Komentarz: Jak w wielu innych grach, także i tu obowiązywała jedna zasada: zabijaj albo zgiń.”

Jamesa Dashnera i jego Więźnia Labiryntu wszyscy kojarzą. Jak nie czytali, to widzieli film. Jak nie widzieli filmu, to czytali. A jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji na zapoznanie się w żadnej postaci z tą jedną z najlepszych trylogii młodzieżowych, to powinien jak najszybciej to nadrobić. Ogólnie tak wygląda sprawa z Więźniem, który jak można się domyślić zostawił po sobie wiele pozytywnych wrażeń, a jak sprawa wygląda z nową książką autora? Z pierwszym tomem serii Doktryna Śmiertelności? Cóż, nie aż tak szałowo.


Pierwsze i najważniejsze: W sieci umysłów nie przebiło pod żadnym względem Więźnia. Nie będę nachalnie porównywać tych dwóch serii, bo za chwilę przez mój sprany studiami mózg powstanie interpretacja porównawcza, a tego bardzo nie chcemy. Dlatego oznajmię jedynie, że książka o cyberprzestrzeni znacznie mniej mi się podobała, pomimo mojej wiary, że autor powinien pisać coraz lepiej i lepiej z każdą nową powieścią. Pomysł na historię jest dobry, chociaż ostatnimi czasy dostajemy na polskim rynku sporo powieści o przyszłości, niecnych działaniach komputerów, techniki, jakiś aplikacji oraz wirtualnych gier. Z tej przyczyny niczym dziwnym nie wydaje mi się to, że przy czytaniu W sieci umysłów pojawiały się w mojej głowie od czasu do czasu wspomnienia z czytania BZRK Michaela Granta, który też skupiał się na technicznych i przyszłościowych sprawach. Ale wracając do Dashnera i jego potencjału przy pisaniu niniejszej story to wszystko wyszło mu nawet dobrze. Gdyby akcja nie rwała się do przodu na złamanie karku, tylko strasznie się wlekła to sama nie wiem, czy nie porzuciłabym jej w połowie. Dlatego można rzec: szybkie tempo jest tutaj zbawienne.

Jeśli chodzi o samą fabułę i jej poszczególne elementy, to można się dopatrzeć, że autor bazował czasami na Więźniu – myślę w tej chwili o stworzeniu tych dziwnych stworzeń, które miały siać powszechną grozę jak Bóldożercy we wspominanym Labiryncie oraz rolę głównego bohatera, który był mózgiem drużyny i przywódcą. Do tego te różne zadania od których zależy twoje życie. Wiem, że może się to wydać naciągana teoria z tymi podobieństwami, ale ja to tak odczułam i odebrałam. Oczywiście ogromnym plusem jest to, że Thomas (Więzień) i Michael (W sieci umysłów) to zupełnie inne charaktery. Michael jest bardziej dowcipny – chociaż jego żarty w ogóle nie śmieszą – oraz bardziej arogancki i skory do rozmów. Zasługuje to na ogromną pochwałę, bo wiem, że trudno nie powtarzać jakichś charakterów postaci w dwóch różnych seriach, ale Dashnerowi się to udało i to nie tylko z głównym bohaterem. Przyjaciele Michaela również są interesujący. Droga, jaką wszyscy muszą przejść oraz przeszkody i zagadki, jakie muszą pokonać, żeby odnaleźć niebezpiecznego hakera, okazały się najlepszymi elementami. Szczególnie w mojej pamięci zapadło pomieszczenie z nieruchomymi martwymi postaciami – tak, mogę przyznać, że wtedy jedynie miałam ciarki. Jednakże przez szybkie tempo nie można było wczuć się za bardzo w grozę sytuacji, rozchwianie emocjonalne bohaterów oraz pomyśleć, czy zastanowić się nad każdą sytuacją i tajemnicami. Szkoda, bo te elementy mogłyby być bardziej rozwlekłe i nie tak nagle rozwiązywane. Co do zakończenia to było zaskakujące – nie szokujące w stylu: ,,O Boże, jak to możliwe?!”, tylko: ,,Wow, podziwiam, że wymyśliłeś coś innego niż ja” - bo rozważałam coś zupełnie innego. Poniekąd niebłędnego, ale też niepoprawnego. Lecz zarówno okazało się, że finisz był troszku zbyt chaotyczny i wybijający z rytmu. Oczywiście, jestem jak najbardziej skuszona wizją przeczytania kolejnej części, ale obawy pozostają, że autor może zawalić bardziej kontynuację. Cóż, lepiej nie krakać.

Co się tyczy spraw technicznych, to ten VirtNet jak najbardziej wydał mi się czymś atrakcyjnym. Cieszę się, że autor przedstawił jego mocne strony, słabości i luki pozostawione przypadkiem. O rzeczywistości nie było prawie nic, dlatego jestem ciekawa, czy przywiąże większą uwagę do niej w następnym tomie. Oczekuję również większego pomieszania w umysłach czytelników oraz zwrotów akcji, których w pierwszym tomie zabrakło, a które były ogromną zaletą przy Więźniu.

W sieci umysłów to książka z potencjałem, ciekawą historią, szybką, prawie że filmową akcją oraz sympatycznymi postaciami. Humor jakoś specjalnie mnie tutaj nie śmieszył, groza pojawiła się jedynie raz, zakończenie było jedynym zaskoczeniem, a całość odbieram na takie 6/10, czyli dobre czytadło, nie wymagające myślenia, idealne dla znudzonych, bo przeczyta się to w kilka godzin i ma się zapewnioną jako taką zabawę. Z góry przepraszam, bo jednak co nieco porównywałam z Więźniem, ale to aż się prosiło, żeby zwrócić uwagę. Oraz przede wszystkim polecam zainteresowanym tematyką cyberprzestrzeni i fanom Dashnera. Może odbierzecie to bardziej entuzjastycznie niż ja.

„Wszystko jest względne. - Mężczyźnie nie drgnął ani jeden mięsień. - Nóż to dar niebios dla człowieka w pętach, ale śmierć dla człowieka w łańcuchach.”

11 komentarzy:

  1. "Więzień Labiryntu" nie zachwycił mnie jakoś szczególnie, chociaż muszę jeszcze doczytać pozostałe tomy, bo zatrzymałam się po pierwszym. Za to "W sieci umysłów" kusi mnie ze względu na tematykę - to coś zupełnie innego i czuję, że może mi się bardziej spodobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie Próby ognia są znacznie lepsze niż Więzień Labiryntu, dlatego mam nadzieję, że drugi tom W sieci umysłów będzie również lepszy :3
      Myślę, że Doktryna Śmiertelności może ci się spodobać, chociaż tak jak mówię: szału nie robi

      Usuń
  2. Tematyka ciekawa i inna, ale nie wiem czy wbiła się w taką książkę. Może kiedyś spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam książki Więźnia w domu i chętnie je przeczytam. A ta tematyka w nowej serii szczególnie mi się podoba! Też po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Więźnia labiryntu" jakoś wciąż nie przeczytałam, a na temat "W sieci umysłów" słyszałam już sporo dobrego, więc myślałam, że właśnie po tą nowszą powieść sięgnę najpierw. Teraz zaczynam się trochę wahać. No cóż, kiedyś się okaże. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radzę zacząć od Więźnia - bo cała trylogia jest dostępna i jak ci się bardzo spodoba masz możliwość szybkiego przeczytania kolejnych części, a przy W sieci umysłów trzeba będzie się trochę naczekać na kolejne tomy :3

      Usuń
  5. Hm... jakoś nie czuję nacisku, żeby sięgnąć po tą powieść. Może z czasem to się zmieni? ;)
    Pozdrawiam
    ksiazki-inna-rzeczywistosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie jestem fanką trylogii z labiryntem i to w sumie przez ekranizację, po obejrzeniu której nie chcę sięgać po książki. Zwyczajnie nie mój typ.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytam! Już ci powiedziałam, że przeczytam. Ale przeczytam po sesji...

    OdpowiedzUsuń
  8. No to mam problem - przeczytałabym, ale skoro mówisz, że nie przebije Więźnia, a dla mnie Więzień był przeciętny.... :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem fanką Więźnia, ostatnio czytałam Rozkaz zagłady i chciałam wrócić do trylogii. ;) Pozycję tę również przeczytałam, odebrałam ją jako książkę dla młodszego czytelnika, niby jest przemoc, ale jakąś ugrzeczniona, niby są monstra, ale takie mało straszne. Ale czytało się miło i ogólnie zakończenie świetnie poprowadzone. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy