sobota, 20 lutego 2016

,,Lek na śmierć" James Dashner

TOM III WIĘZIEŃ LABIRYNTU

Thomas wie, że DRESZCZowi nie można ufać, ale oni twierdzą, że czas kłamstw już się skończył, że zgromadzili w toku Prób wszystkie dane, jakie dało się zebrać, a teraz chcą przywrócić Streferom pamięć, bo potrzebują ich pomocy w ostatecznej misji.
Streferzy muszą dobrowolnie pomóc uzupełnić mapę, która pozwoli stworzyć lek na Pożogę.
DRESZCZ nie wie jednak, że stało się coś, czego żadne Próby i żadne Zmienne nie pozwoliłyby przewidzieć. Thomas przypomniał sobie dużo więcej, niż przypuszczają.
I wie, że nie może wierzyć w ani jedno słowo z tego, co twierdzi DRESZCZ.
Czas kłamstw już się skończył. Ale prawda jest bardziej niebezpieczna, niż Thomas kiedykolwiek mógł sobie wyobrazić.

Czy ktokolwiek przetrwa poszukiwania leku na śmierć?

Komentarz: ,,Nie wydaje mi się, żeby jeszcze istniało to, co słuszne i niesłuszne. Tylko straszne i nie-aż-tak-straszne.”

Nie jest tajemnicą, że Więzień Labiryntu jak i zarówno Próby Ognia bardzo, ale to bardzo mi się podobały. Można nawet rzec, że druga część znacznie bardziej. Była bardziej żywiołowa, niepokojąca i miała wiele zaskakujących zwrotów akcji, które uwielbiam. A skoro okazała się lepsza od poprzedniczki, to automatycznie moje oczekiwania względem zakończenia trylogii, wzrosły. Oczywiście często zdarza się w moim przypadku, że jeśli oczekuję czegoś od książki i z góry zakładam, że musi być super, to zazwyczaj się na tym przejadę – tak jakby ktoś się buntował przeciwko mnie i jak na złość pokazywał, że moje oczekiwania są błędne oraz się nie liczą. Właśnie tak to wygląda w przypadku Leku na śmierć.


Próby podobno się zakończyły i teraz Thomas z innymi ocalałymi mają bezpośrednio, własnymi rękoma, pomóc w dopracowaniu lekarstwa na Pożogę. Przez to muszą otrzymać z powrotem swoje wspomnienia. To nie żaden test. Nie kolejna Próba. Tylko ostatni krok w zbawieniu ludzkości. A raczej – tak mówią ci z DRESZCZu. Jak wspominała wielokrotnie Teresa: ,,DRESZCZ jest dobry”, ale czy te słowa do końca przekonują Thomasa i pozostałych? Czy mają tym razem jakiekolwiek znaczenie? Streferzy doświadczą tego dopiero na własnej skórze. I właśnie tak się zarysowują początkowe rozdziały trzeciego tomu – jest wiele niepewności, mnóstwo niewiadomych, których autor, aż do końca nie chce wyjaśnić oraz gromadzenie się nieufności do ludzi i wszystkiego co otacza Thomasa. Z tymi pierwszymi rozdziałami – no, ostatnimi także - miałam największą frajdę. To był właśnie ten niepokojący klimat co w poprzednich częściach, który mnie kupił. Ale później? Później, czyli cały środek powieści, był straszną męczarnią. To, co się tam działo mogłabym skrócić w jednym zdaniu: Thomas biega w kółko i nic pożytecznego nie robi, aż do zakończenia, gdzie w końcu do czegoś się przydaje.

„Czasem robią różne rzeczy tylko po to, żebym postąpił odwrotnie niż oni myślą, że ja myślę, że oni myślą, że chcę postąpić.”

Tak, niestety muszę to przyznać: Lek na śmierć był niesatysfakcjonującym zwieńczeniem tej dobrze stworzonej historii. Spodziewałam się mnóstwo akcji – dostałam ją. Lecz dynamiczność wydarzeń nie załagodziła bezsensowności fabularnej. James Dashner mógł poprowadzić losy bohaterów w zupełnie inny sposób. Miał wiele możliwości, ale poszedł po najprostszej linii oporu – po bardzo nudnej linii. Do tego wprowadził tyle niepotrzebnych i głupich sytuacji, że mnie aż czoło bolało od klepania się po nim z niedowierzania. Przykładowo, kiedy Thomas stał i gapił się jak sroka w gnat w poparzeńca oraz ochroniarza i nic nie robił, tylko czekał i obserwował z ciekawości jak się sprawy potoczą – a było wiadomo, że potoczą się źle. No kurde, po co to było? Poza tym, dlaczego Jamesie Dashnerze ogłupiłeś jednego z moich ulubionych bohaterów literackich? Dlaczego zrobiłeś z niego tępego faceta, który nie potrafi nic zrobić? D z i ę k u j ę za nic!

„Jaki był sens w prowadzeniu rozmowy, gdy nie można było ufać słowom?”

Wiem, że zapadło w głowie, tym którzy czytali tą część, jedno pewne wydarzenie. Bardzo smutne i raniące serduszka wielu fanom Więźnia. Nie powiem, żeby mnie to też nie dotknęło – owszem, zasmuciłam się, szczególnie ostatnimi słowami, ale uważam, że autor powinien przywiązać do tego znacznie większą uwagę Thomasa i ogólnie przedstawić to w bardziej rozbudowanej wersji. Jeśli chodzi o bohaterów to było o nich niewiele, skupiliśmy się tutaj przede wszystkim na Thomasie, jego problemach i działaniach. A szkoda, bo chciałam więcej scen z Brendą, jakichś o podłożu romantycznym… Chciałam więcej dogryzek Minho, więcej Newta i ogólnie kogoś nowego, kto przysparzałby wiele nieufności. Na szczęście sprawa z Teresą rozwiązała się bardzo pozytywnie. To znaczy: dla mnie bardzo pozytywnie.

W Leku na śmierć mamy sporo zaskoczeń i niektóre sprawy nawet po epilogu nie są do końca jasne – i to się chwali, bo można porozmyślać. Zaletą jest również szybkie tempo historii oraz sam fakt, że mamy jej zwieńczenie i wiemy w końcu na czym stoimy. Zakończenie było dobre, wciągające, ale nie zmienia to faktu, że można je też określić słowem: dziwne i zbyt cudowne. I choć negatywne aspekty fabuły i niektóre zagrania Dashnera mogą być irytujące oraz nużące, to jeśli już ktoś przeczytał dwa tomy, to musi również zapoznać się z tym. Szkoda, że poziom strasznie zmalał, ale sentyment nadal pozostaje. Pomimo tak słabej trzeciej części, polecam trylogię Więźnia Labiryntu wszystkim miłośnikom post apokaliptystycznych oraz dystopijnych klimatów. Mnie pozostaje czekać na filmową wersję Leku na śmierć – może tutaj będzie się to prezentowało bardziej urodziwie i logiczniej.

 „Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr, nie?”

8 komentarzy:

  1. Jestem zainteresowana całą trylogią i jak najprędzej pragne ją przeczytac ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam całą trylogię i... bez szału. No, może oprócz pierwszej części, przez którą się zakochałam w Minho, Newcie i reszcie kochanych Streferów, przez którą nawet, nawet polubiłam Teresę i zaintrygowałam się stylem pisania Dashnera. A potem było tylko gorzej. Nawet to raniące serduszko wydarzenie, o którym wspomniałaś, nie wywołało u mnie większych emocji... trochę przykro było, ale Dashner jakoś nie podziałał na mnie bardziej :-/
    Pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie w tym był problem - że w trzeciej części Dashner mało zagrał na emocjach, nie odczułam aż tak TEGO wydarzenia. Po prostu było. Szkoda. Mógł też inaczej poprowadzic tą całą historię - jak to się mówi: zmarnowany potencjał dobrej historii

      Usuń
  3. Może, może kiedyś... Na razie nie jestem jakoś specjalnie chętna do czytania tej trylogii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Dashnera, mi ten tom również się spodobał. Był bardziej spokojny, jeśli miałam bym wybrać najsłabszą część, to dla mnie nie byłaby to środkowa część, a końcowa. Zabrakło mi w niej logiki, dokładniejszego przemyślenia sytuacji przez twórców Labiryntu. Mam nadzieję, że wiesz, o co chodzi. :) Ja bym ich tam wcześniej zamknęła... :P

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o co chodzi, ale nie wpadłam na to że twórcy mogliby ich TAM wcześniej zamknąć, bo w końcu musieli zebrać te dane na lek w jakiś sposób - lecz z drugiej strony mogli wysyłać TAM zdrowych ludzi i byłoby to równie dobre wyjście :3

      Usuń
  5. Stanęłam przy pierwszym tomie i nie mogę się ruszyć dalej :/. Wcześniej wmawiałam sobie, że poczekam na premierę ''Prób ognia'' w filmowym wydaniu, a teraz wymówki mi się skończyły. Ech, jakoś mnie nie ciągnie, chociaż ''Więzień Labiryntu'' był (jak dla mnie) całkiem niezły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może kiedyś cię pociągnie ponownie :3
      Daj sobie czas, a może z czasem zechce ci się wrócić do tej serii ;)

      Usuń

Obserwatorzy