sobota, 12 marca 2016

,,Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa" Haruki Murakami

Tsukuru Tazaki ma trzydzieści sześć lat, jest kawalerem. Pochodzi z Nagoi, ale mieszka w Tokio, gdzie pracuje w firmie budującej dworce. Szesnaście lat temu miał czworo bliskich przyjaciół, którzy na drugim roku studiów nagle i nie wiadomo dlaczego zerwali z nim stosunki. Tsukuru bardzo ciężko to przeżył. Teraz, po latach, postanawia dowiedzieć się, co właściwie się wtedy stało. Odwiedza po kolei dawnych przyjaciół i próbuje odkryć tajemnice przeszłości. Dlatego wraca do rodzinnej Nagoi i wyrusza w podróż do Finlandii.

Komentarz: ,,Nie uważasz, że to wielki paradoks? Przez całe życie po trochu odkrywamy samych siebie. Ale im bardziej siebie odkrywamy, tym bardziej siebie tracimy.”

Ponownie wspomnę o tym niesamowitym uczuciu towarzyszącym przy czytaniu książki o której nie słyszało się, bądź nie czytało żadnej negatywnej czy pozytywnej opinii. Takie świeże poznawanie historii do której nie ma się żadnych uprzedzeń jest dla książkoholika wewnętrznym spełnieniem i powinno być doświadczane jak najczęściej. No, ale jak jest się blogerem to różnie to bywa. Przykładowo teraz, kiedy przeczytacie tę opinię to w przyszłości nie przyjmiecie w bezinteresowny sposób powieści o Bezbarwnym Tsukuru Tazaki… Będziecie zakażeni moim pozytywnymi odczuciami do tej powieści.


Murakami ma swoim koncie mnóstwo dzieł – jedne lepsze, inne zapewne gorsze, lecz ja na razie natknęłam się na dwie dobre opowieści, które po pierwsze zmusiły mnie do przemyśleń, a po drugie wprawiły w dziwny melancholijny nastrój. I choć Po zmierzchu dało mi po mózgu, czym zaskarbiło sobie moją sympatię, tak Bezbarwny Tsukuru okazał się jeszcze lepszy. Czy to ze względu na prostszą i mniej zagmatwaną historię, czy po prostu przez przywiązanie się do jednego głównego bohatera – książka ta, stała się dla mnie znacznie bliższa. Jak można już się było domyślić, fabuła kręci się wokół Tsukuru Tazakiego i jego przeszłości/teraźniejszości związanej z czwórką najbliższych przyjaciół, którzy szesnaście lat temu postanowili bez podania przyczyny zerwać z nim jakikolwiek kontakt. Ot tak: koniec i już. Murakami mistrzowsko przeplata zarówno przeszłość, gdzie bohater wspomina znaczące momenty nie tylko związane z przyjaciółmi, jak i jego teraźniejsze życie, w którym dzięki pewnemu przełomowi i mimo wciąż odczuwanego bólu po ich stracie, postanawia w końcu dotrzeć do prawdy. Sama konstrukcja wydarzeń i to ciągłe trzymanie czytelnika w niepewności działa jak najbardziej na korzyść. Fragmenty sprzed szesnastu lat są równie interesujące, jak powolne odkrywanie tajemnic na bieżąco.

Nie powiem, ale sama do końca nie wiedziałam o co tak naprawdę chodzi z niektórymi elementami opowieści oraz nie potrafiłam odkryć przyczyn zerwania tej wyjątkowej przyjaźni. Dopóki autor nie zechciał podzielić się ze mną swoją wiedzą, to ja błądziłam w ciemności. I to mi się podobało. Ponieważ jeśli pisarz ma kontrolę nad swoją powieścią, to znaczy, że ma prawdziwy talent. Oczywiście, jeżeli ktoś już czytał Murakamiego, to wie, że nawet odkrycie przez niego kart i pokazanie zakończenia nie skutkuje pełnym zrozumieniem historii. Otrzymałam odpowiedzi, jedne jasne, drugie mniej - konieczne do rozważania, a jeszcze inne pozostawiły po sobie sekrety i mnóstwo pytań, których nigdy nie poznam. Przykładowo co znajdowało się w woreczku pianisty w historii opowiedzianej przez Haidę? Albo co było prawdą związaną z Białą? Wciąż nie wiem, mogę jedynie snuć domysły.

,,Swobodne myślenie oznacza, krótko mówiąc, oddalenie się od własnego ciała. Uwolnić się od własnego ciała, zrzucić okowy, dać się po prostu ponieść logice. Pozwolić logice naturalnie się rozwijać. W tym jest właśnie sedno wolności myślenia.”

Kolejną rzeczą, która przypadła mi do gustu to właśnie ta piątka przyjaciół z przeszłości i sposób przedstawiania ich relacji. Wiele razy przyłapałam się na tym, że nawet jak nie czytałam książki, to rozmyślałam nad całym tym funkcjonowaniem grupy Tsukuru. Ta zażyłość, spójność i porównanie tego jak do ich prywatnego wszechświata, trafiło w moje serce, zawładnęło mną do reszty i już nie byłam w stanie patrzeć na problem ich rozłąki bezemocjonalnie. Poza tym kwestia kolorów i bezbarwności, która w metaforyczny sposób określa postaci i przyczynia się do próby zrozumienia własnej tożsamości przez Tsukuru. Jego wewnętrzna pielgrzymka i związane z nią przemyślenia automatycznie stawały się moimi problemami. Dodatkowo do moich ulubionych elementów dochodzą kwestie zmuszające do rozważań. Przy Bezbarwnym Tsukuru czułam się wręcz natchnięta do egzystencjalizmu!

Podsumowując moją krótką opinię – krótką, bo dość ciężko napisać cokolwiek w poukładany sposób o książkach Murakamiego – stwierdzam bez wahania, że Bezbarwnego Tsukuru warto przeczytać. Jest to jedna z ambitniejszych powieści, owiana od początku do końca nutą tajemniczości oraz melancholii, z niebanalnymi bohaterami mającymi realistyczne problemy i wciągającym dość mrocznym, onirycznym klimatem. Polecam każdemu kto czasem potrzebuje lektury wymagającej myślenia!

,,To przedziwne, prawda? W każdym, nawet na pozór spokojnym, uregulowanym życiu przychodzi kiedyś na pewno wielkie niepowodzenie. Nazwijmy je okresem szaleństwa. Człowiek pewnie potrzebuje takiego punktu krytycznego.”

1 komentarz:

  1. Tak, to świetne uczucie, zacząć książkę nie mając pojęcia, czego się po niej spodziewać i zwykle miałam taką okazję właśnie przy powieściach Murakamiego. "Bezbarwny Tsukuru..." już czeka na półce, a po Twojej recenzji jeszcze bardziej chciałabym się za niego zabrać. ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy