czwartek, 31 marca 2016

"Szeptucha" Katarzyna Berenika Miszczuk

TOM I KWIAT PAPROCI

A wszystko przez to, że Mieszko I zdecydował się nie przyjąć chrztu…
Gosława Brzózka, zwana Gosią, po ukończeniu medycyny wybiera się do świętokrzyskiej wsi Bieliny na obowiązkową praktykę u szeptuchy, wiejskiej znachorki. Problem polega na tym, że Gosia – kobieta nowoczesna, przyzwyczajona do życia w wielkim mieście – nie cierpi wsi, przyrody i panicznie boi się kleszczy. W dodatku nie wierzy w te wszystkie słowiańskie zabobony. Bogowie nie istnieją, koniec, kropka!
Pobyt w Bielinach wywróci jednak do góry nogami jej dotychczasowe życie. Na Gosię czeka bowiem miłość. Czy jednak Mieszko, najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego do tej pory widziała, naprawdę jest tym, za kogo go uważa? I co się stanie, gdy słowiańscy bogowie postanowią sprawić, by w nich uwierzyła?
Słowiańskie bóstwa, pradawne obrzędy, romans, a przede wszystkim – solidna dawka humoru!

Komentarz: 
Wiadomym faktem jest, że Katarzyna Berenika Miszczuk jest autorką ambitną, bo co roku wydaje jakąś powieść. Do tego jest autorką kreatywną, ponieważ próbuje swoich sił w różnych gatunkach literackich i choć z różnym efektem jej to wychodzi, wciąż pozostaje jedną z moich ulubionych polskich pisarek. Uwielbiam trylogię Ja, diablica, dwutomówkę Wilk oraz horror Drugą Szansę. Zraziłam się znacząco na próbie z fantastyką i jej Gwiezdnym Wojownikiem, a później nastał czas kryminału i Pustułki, która zostawiła nadzieję na ponowne odrodzenie autorki. I w końcu mamy Szeptuchę. Wzlot czy upadek?


Po przeczytaniu byłam zachwycona i mogłabym pisać wszelkie sonety na temat genialności tej oto książki. Myślałam sobie: „Tak, to jest to. Miszczuk znowu jest na fali. Znowu wróciła do pisania diablicowego i ciekawych tematów”. Ale… Potrzebowałam trochę czasu i zimnego kubła wody od przyjaciółki, by zrozumieć, że Szeptucha nie jest aż tak genialna jak mogłaby na pierwszy rzut oka się wydawać. Owszem, ma styl, humor, wątek romantyczny i ten klimat jak z Ja, diablicy, lecz nadal czegoś tu brakuje. Czegoś, co sprawiło, że przy demonicznej trylogii wzdychałam z zachwytu.

Ogólnie rzecz biorąc pomysł jest bardzo dobry, wręcz rewelacyjny. Polska jako monarchia, która w przeszłości nie przyjęła chrztu. Wierzenia słowiańskie. Wciąż aktualne stare zwyczaje. I szeptuchy – kobiety leczące za pomocą ziół i innych maści. Do tej pory nie czytałam niczego takiego, co tematycznie nawiązywałoby do mitologii rodzimej, dlatego byłam pozytywnie nastawiona i poznawałam te wszystkie szczegóły z błyskami w oczach. Autorka zamieściła dużo informacji i ciekawostek związanych z bóstwami, stworami (jak np. utopce, rusałki), obrzędami, świętami, przesądami (ten o topieniu marzanny i nie odwracaniu się był mi nieznany), lecznictwem (interesujący wątek z nalewkami) oraz innymi, które przykuły moją uwagę. Podziwiam autorkę, bo nie dość, że musiała się pewnie sporo dowiedzieć, to do tego wplotła to wszystko do powieści w odpowiednich chwilach i w ciekawy sposób. Z tym sobie jak najbardziej poradziła. Poza tym jakoś nie potrafiłam do końca zaakceptować myśli, że Polska jakoś funkcjonowała do XXI wieku bez chrztu – przecież Kościół watykański i całe to zło z wyprawami krzyżowymi na pewno dosięgłoby i nas, więc nie ma bata, że Polska pogańska nie przetrwałaby aż do dziś, ale co ja się tam znam… Może autorka przemyślała to doskonale, jednakże ja chciałabym wiedzieć jak to wszystko wyglądało w kwestii historycznej – i mam nadzieję dowiedzieć się co nieco w następnym tomie.

Swarożyc
Inną sprawą jest fabuła i bohaterowie. Pierwsza kwestia jest trochę głupia z mojej strony, ale strasznie mnie wkurzało imię bohaterki: Gosia. Już wolałam, żeby nazywali ją wszyscy Gosławą, a nie Gosią i nie chodzi o to, że nie cierpię tego imienia, tylko to całe „gosiowanie” na prawo i lewo wprawiało mnie w szewską pasję. Gosiu to, Gosiu tamto, Gosiu kochanie, Gosiu skarbeńku… Blee! Już przez samo przeczytanie Szeptuchy mogłam zacząć nienawidzić tego imienia. Druga kwestia to jej naukowe podejście i sceptycyzm do nadnaturalności i wszelkiej boskości. Owszem, zapewniało to sporo śmiechów i chichów, ale w pewnej chwili zaczęło to ciążyć i irytować. W końcu napatrzyła się na tyle dziwów, a ona cały czas opornie w nic nie wierzyła i upierała się przy swoim. Po trzecie dobiła mnie jej niedomyślność i inteligencja. Po tym jak doświadczyła sporo dziwactw, to dlaczego nie przewidziała niektórych wydarzeń albo dlaczego nie podejrzewała osób z jej otoczenia? Do tego jeśli jest taka bystra, to czemu głaskała niedźwiedzia? Dlaczego głaskała dzikiego niedźwiedzia i nie uciekała, kiedy na horyzoncie pojawiało się niebezpieczeństwo?!

Przechodząc teraz do bardziej pozytywnych elementów to: szkolenie u szeptuchy było dobrze rozbudowanym wątkiem. Wszystko trzymało się całości, rozwijało się w satysfakcjonującym tempie i tak jak wspominałam: otrzymujemy pełno ciekawostek. Wątek romantyczny… No, nie kulał. Wzbudzał ciepłe uczucia, wiele wątpliwości oraz humoru, ale nie porywał i nie załamywał jak przykładowo związek między Jacem a Clary (Miasto Kości) czy Belethem a Wiktorią (Ja, diablica). Mieszko okazał się spoko facetem, chociaż muszę przyznać, że kiedy wyszła na jaw jego tajemnica to patrzyłam na niego z takim lekkim zniesmaczeniem i dezorientacją. Inne postaci sympatyczne, szczególnie stara, poczciwa szeptucha. Humor jak to u Miszczuk bywa: na poziomie. Niewiadome i sekrety w większości nie do odkrycia, ale nie ukrywam, że jest sporo rzeczy do przewidzenia. Poza tym zakończenie sprawiło, że nie mogę się doczekać kontynuacji.

Szeptucha jest książką o znakomitej tematyce i dobrze rozwijanej fabule, która ma swoje mocne strony takie jak: niespodzianki ze słowiańskimi bóstwami i stworami oraz ma również słabsze strony jak: przewidywalność i irytujące zachowania bohaterów. Gosława jako główna heroina jest do zniesienia, kiedy nie popada w przesadę. I jeżeli miałabym w ogólnym rozrachunku ocenić najnowsze dzieło Miszczuk, to pod żadnym pozorem nie nazwę tego upadkiem. Jest to powolny wzlot, który może zwiastować nadejście czegoś jeszcze lepszego, a Szeptucha jest fazą przejściową. Owszem, nawet mimo słabości, będę ją uznawać za coś bardzo dobrego i będę ją polecać ze względu na dobrze wykorzystany pomysł. Teraz to tylko mieć nadzieję, że druga część może okazać się jeszcze lepsza.
Rusałki

3 komentarze:

  1. Całkiem spoko, całkiem ciekawe i mi się podobało, ale zabrakło jej tego czegoś, co mogłoby mnie porwać.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jeszcze nie czytałam nic tej autorki, chociaz oczywiście słyszałam o tym czy tamtym tytule. Ta ksiązka rzeczywiście wydaje się miec niecodzienna tematykę, i to dosyć oryginalną, jednak mimo wszystko to zupełnie nie moje klimaty i ja chyba się nie zdecyduję. Ale może dla równowagi sięgnę wreszcie po jakąś inną książkę tej pani, a jest w czym wybierać.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy