wtorek, 12 kwietnia 2016

''Nadciągająca burza'' Douglas Preston & Lincoln Child

Cywilizacja, która kwitła tysiąc lat temu, by potem w tajemniczy sposób zniknąć… lud, który budował drogi, choć nie znał koła, który poznaczył krajobraz amerykańskiego Południowego Zachodu mnóstwem naskalnych siedlisk, latarni, miejsc kultu i planetariów; którego współcześni archeolodzy wciąż nie do końca rozumieją… Kiedy życie osobiste i kariera archeolog Nory Kelly zdają się zmierzać donikąd, gwałtowny, niewytłumaczalny wypadek sprawia, iż trafia w jej ręce tajemniczy list. Ów list, napisany przez jej ojca, który przepadł bez wieści na dalekiej pustyni szesnaście lat wcześniej, podsuwa wskazówki co do lokalizacji legendarnego miasta ukrytego w krainie czerwonych skał i kanionów w południowej części stanu Utah - Quiviry, cudownego złotego miasta Indian Anasazi. Przekonana, iż ojciec naprawdę odkrył Quivirę, Nora organizuje ekspedycję i prowadzi swój zespół w górę Lake Powell, do wylotu Serpentine Canyon. W surowym labiryncie kanionów, wśród nagiej, kamienistej pustyni, znajdzie zarówno spełnienie swoich największych nadziei, jak i urzeczywistnienie najcięższych koszmarów. Ponieważ właśnie tam, ukryte w cieniu spalonych słońcem klifów, spoczywają nieopisane skarby i znajduje się rozwiązanie największej zagadki amerykańskiej archeologii - i nieubłagana śmierć…

Komentarz:

Skoro powyższy opis z lubimyczytać jest wieeeeelce rozwlekły i trafiający w sedno, nie będę się rozpisywać nad pierwszymi rozdziałami i całym początkiem problemów, jakie dotkną ekspedycji Nory Kelly. Przystanę przy spisaniu moich wrażeń, a jak wiadomo, kiedy chodzi o duet Preston & Child to zawsze jakieś wrażenia wzbudzają – częściej te pozytywne!


O Norze dowiedziałam się co nieco, kiedy czytałam Gabinet Osobliwości z serii o agencie specjalnym Pendergaście. Wówczas wydawała mi się ciekawą, silną kobietą, sprytną i stanowczą, która potrafiła postawić na swoim i mocno stąpała po ziemi. Zastanawiające wydawało się jedynie to, że co jakiś czas znane nam postaci typu dziennikarz Smithback albo Pendergast wspominali o jakichś wydarzeniach związanych z Utah, które dokładnie wskazywały na to, że Nora odniosła jakąś porażkę. Myślałam: O co chodzi? Czemu nie powiecie wprost co się takiego stało? Dlaczego wszystko jest tajemnicą? Nie poznałam odpowiedzi, aż do wyczajenia Nadciągającej Burzy. A kiedy dowiedziałam się, że to właśnie ta książka powstała wcześniej (3 lata wcześniej) przed Gabinetem, to poklepałam się w czoło i z goryczą stwierdziłam, że trzeba mi było najpierw sięgnąć po Burzę… Biedna ja… Biedna Nora, która musiała zmagać się z TAKIMI problemami.

Nasza droga, główna bohaterka nie zmieniła się pod względem charakteru. Jest taka sama w obu książkach, ale nie uważam tego za coś niedopracowanego. Nora miała silny charakter – jak możemy się przekonać w Nadciągającej Burzy – i taki jej pozostał. Nawet dziwne, drastyczne i szokujące zdarzenia nie zdołały jej zmiękczyć. Polubiłam ją, nawet jeśli czasem nie potrafiła domyślić się czegoś oczywistego, albo kiedy nie doszukiwała się podejrzanego zachowania u współtowarzyszy wędrówki. Wciąż ją lubię i uważam, że w większości przypadków postępowała słusznie i z głową. Gdy trzeba było podjąć jakąś znaczącą decyzję, to jako lider zespołu wywiązywała się doskonale. A dodatkowo jej determinacja oraz chęć udowodnienia, że ojciec dotarł do ukrytej wioski Anasazi, trafiały w serce czytelnika.


Choć pierwsze rozdziały skupiające się na wydarzeniach przed podróżą, wiały nudą, to kiedy ekspedycja ruszyła pełną parą przyłapywałam się na tym, że śledzę ich poczynania z rosnącym napięciem. Tutaj niepewności czy znajdą to tajemnicze miejsce, tam niesnaski towarzyszy, później znajdowanie śladów świadczących o zbliżaniu się do celu i zagęszczający się mrok o samym indiańskim ludzie, który coś ukrywał. Z tego okresu fabularnego najbardziej zapadła mi w głowie scena z końmi – całkowicie wzburzyło to moimi uczuciami. A gdy znaleźli Quivirę… Wohoho! To się zaczęły wstrząsy wtórne. Sama końcówka, gdzie ludzie z ekspedycji zostawali zabijani, nie wstrząsnęła mną tak bardzo jak samo odkrywanie sekretów zamkniętych w tym mieście. Im więcej autorzy odkrywali i im więcej wiedziałam, tym bardziej bałam się i schizowałam. Niepokój i mrok były nieodłączną częścią poznawania tych fragmentów.

Jako żółtodziób w indiańskich sprawach, nigdy nie słyszałam o ludzie Anasazi, ani o mieście w skale – Quivirze. Dlatego wszystko co Preston i Child przedstawiali wydawało się tak prawdziwe i fascynujące, że nie dało się tego przeczytać obojętnie. Oczywiście teorie spiskowe na wysokim poziomie, również samo nawiązywanie do faktów – tak, to miasto naprawdę istnieje. Uwielbiam ich za to zaangażowanie na 200% w historię, jej wiarygodność oraz oryginalność. Nic tylko ich podziwiać i czytać więcej ich dzieł.


Podsumowując, Nadciągająca Burza jest rewelacyjną powieścią z dopracowanymi bohaterami – chociaż niektórzy (czytaj: głupia księżniczka z przerośniętymi ambicjami) wkurzali i zachowywali się według schematów filmowych. Miło było się dowiedzieć czegoś więcej o Norze i o jej historii rodzinnej, oraz zobaczyć w jakich okolicznościach poznawała naszego ukochanego natręta Smithbacka. Tajemnice związane z Anasazi wzbudzają ciekawość, niebezpieczeństwa i niepewności pchają akcję do przodu w zawrotnym tempie, szczegółowość opisów i doświadczeń bohaterów odbieram pozytywnie, a sam klimat powieści jest doskonale budowany. Autorzy wiedzieli co robią i wyszło im to wspaniale. Polecam fanom Prestona & Childa oraz osobom, które są zaciekawione tematem – nie trzeba czytać żadnych innych książek autorów, by sięgnąć po Nadciągającą Burzę. Jeszcze raz polecam – warto!

1 komentarz:

  1. Uwielbiam ten duet autorów! Tej książki jeszcze nie czytałam, ale wyczaiłam już w bibliotece - na pewno się nie zawiodę :D

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy