wtorek, 3 maja 2016

''Żona psychopaty'' Teresa Ewa Opoka

Kiedy mężczyzna z czułego amanta zmienia się nagle w potwora, kobieta najpierw szuka przyczyn, później próbuje ratować siebie i związek, ale na końcu musi podjąć decyzję.

Majka – młoda, radosna dziewczyna, na początku studiów poznaje Edwarda – mężczyznę, który na każdym kroku okazuje jej swą miłość i uwielbienie. Wkrótce biorą ślub – i nagle wszystko się zmienia.
Mąż pokazuje swe prawdziwe oblicze – okrutnego i bezwzględnego psychopaty. Zazdrosnego w nieracjonalny sposób człowieka, który traktuje żonę jak swoją własność. Dla otoczenia Edward jest czarującym kochanym mężem; gdy zostają sami, zmienia się w wyrafinowanego sadystę. Po trzynastu latach męczarni Majka decyduje się odmienić swój los – walczyć o własną godność, spokój dzieci, prawo do szczęśliwego życia. Szybko się jednak przekonuje, jak trudna to będzie walka.

Komentarz: „Kto lekceważy ostrzeżenia losu, niech później na niego nie narzeka! I ma do siebie, najbardziej do siebie, pretensje.”

Sama jestem zaskoczona swoim wyborem, bo najzwyczajniej w świecie nie czytam takich książek. Ni to obyczajówki, ni to psychologiczne czytadła. Nie czytam, ale jakoś za Żonę psychopaty złapałam. Czy to z ciekawości o przedstawieniu psychola, czy to po prostu do słabości imienia Edward – wypożyczyłam, trochę się przemęczyłam i skończyłam. Wyszło jak wyszło, ale nie żałuję.


Zacznę od tego, co mi się podobało: po pierwsze ukazanie czasów PRL-owskich. Tak, o dziwo coś takiego przypadło mi do gustu, ponieważ jakoś nigdy nie trafiłam na fikcyjną historię rozgrywającą się w tamtych czasach. Zawsze były wymyślone światy albo prawdziwe miejsca usytuowane w teraźniejszości, bądź przyszłości. No dobra, miasta z przeszłości też się przewijały, ale nigdy nie było PRL. Dlatego spasowały mi opisy autorki o staniu w kolejkach, realiach pracy, doborze mieszkań oraz innych trudnościach, tym bardziej że ukazywała to jako zwykłą codzienność, przewijającą się w tle. Po drugie kreacja psychopaty – był tak spaczony, tak zły, przebiegły, nieświadomy swojego niemoralnego spaczenia, że z jednej strony uwielbiam go, a z drugiej nienawidzę, bo to straszny sadysta, niepasujący do tej zwykłej rzeczywistości. Po trzecie styl pisania jest bardzo lekki i przyjemny w czytaniu; książka szybko mi zleciała. Po czwarte naprzemienne pokazywanie w rozdziałach przeszłości i teraźniejszości. Jednakże uważam ten zabieg po części za dobry, ponieważ można było mieć wgląd w myśli starszej Majki oraz było to chwilą oddechu pomiędzy ciężkimi przeszłymi przeżyciami, ale jest to także po części słabe, bo te teraźniejsze wstawki wiały nudą i nie wnosiły niczego znaczącego do wydarzeń.

„Patrzy na niego. Całe zło, które miałeś w sobie, zostało przerzucone na mnie. Jesteś w środku pusty. Nie czujesz zła, nie czujesz dobra, nie czujesz nic. To ja byłam w piekle, ty nie masz pojęcia, co to piekło. Nie wiesz o sobie nic, a ja o tobie wiem wszystko.”

Przechodząc teraz do słabości Żony psychopaty, to na pierwszy ogień idzie główna bohaterka. Majka… Ech… Bohaterka typu: niewinna, szara myszka, fajtłapa, nie potrafiąca niczego zrobić i postawić na swoim. Kiedy Edward pokazuje prawdziwą twarz, to ona zamiast dać mu w papę albo pójść w długą, woli zostać i przeczekać, bo może Edziu się zmieni. Idiotka jakich mało! Zamiast prosić o wsparcie rodzinę i przyjaciół, postanawia milczeć, bo ona wytrzyma, da radę, w końcu wie kiedy mężuś ma dobre dni, a kiedy złe. No, ja nie mogę! Kobieto, mąż cię bije, upokarza, znęca psychicznie, a ty mimo wszystko postanawiasz zostać, bo niby jesteś taka twarda i chcesz mu pokazać że na ciebie nie działają jego ataki. Uch! Ogarnij się, działają. A to wszystko jest naprawdę twoją winą, bo nic nie robisz. Nienawidziłam Majki za każdą złą decyzję, jaką podejmowała, za to że nie potrafiła powiedzieć: Nie! i cały czas czekała, aż ktoś ją uratuje – jakby sama nie mogła. Miała tyle możliwości! Nie współczułam jej. Była tak głupia, że miałam ją głęboko gdzieś. Do worka mojej wrogości dochodzą także postaci drugoplanowe, które również nie interesowały się problemami Majki – bardzo fajne przyjaciółki, bardzo fajna matka, a dzieci! dzieci to już w ogóle przebiły wszystkich! A jeśli chodzi o techniczne sprawy, to tylko te rozdziały teraźniejsze wiały nudą i tandetą.

Żona psychopaty jako powieść psychologiczna sprawdza się doskonale – pokazuje stan psychiczny ofiary, działania psychola oraz ogólnie cały ten klimat osaczenia, strachu i nienawiści wyszedł bardzo dobrze, a nawet mogę rzec: wiarygodnie i realistycznie. Ten ogromny minus związany ze słabą bohaterką mógłby działać na niekorzyść, ale… właśnie oto chodziło. Autorka chciała taką zwyczajną heroinę, która będzie się zachowywać tak, a nie inaczej, by przedstawić taką historię i wzbudzić takie emocje: poruszenie, gniew, sprzeciw. Nie wiem, czy ta książka pomoże osobom, które cierpią na podobny problem, ale taki prawdopodobnie był zamysł. Nie żałuję, że przeczytałam, ale gdyby styl pisania nie był taki lekki, to na pewno odpadłabym w połowie. Polecam osobom zainteresowanym psychologicznymi powieściami oraz psychopatami, których można spotkać na co dzień, a nie będzie się miało o tym pojęcia.

„Już wszystko wypłakałaś, teraz ciesz się teraźniejszością, a czeka cię jeszcze piękniejsza przyszłość. Nie pozwól, by coś, czego już nie ma, wciąż sprawowało nad tobą władzę.”

2 komentarze:

  1. mnie trafiłby szlag z taką bohaterką, bo sama pewnie stawiam warunki, stawiam na swoje i nie daje sobą pomiatać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wróciłam, to znaczy maturkę mam jeszcze jedną przed sobą, ale odwiedzam blogi znajomych :D Temat mógłby być naprawdę, naprawdę dobrze wykorzystany, ale nie wiem, czy zniosłabym główną bohaterkę, bo takich nie znoszę. Psychopaci mnie ciekawią, ich natura, umysł, lubię seriale z tym motywem, czy anime. ;) Ale tu raczej odpuszczę. Czasy PRL jakoś też nie przyciągają. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy