sobota, 18 czerwca 2016

''Królewna mroku'' Sabine Thiesler

Berlinem wstrząsa brutalna seria morderstw młodych chłopców. Perfidny zabójca nazywający siebie „Królewną” wyszukuje swoje ofiary nocą na ulicach miasta i dusi je podczas miłosnych igraszek. Okrucieństwo, z jakim popełniane są zbrodnie, rzuca blady strach na berlińczyków. Policja rozpoczyna intensywne śledztwo.
Morderca pozostaje jednak nieuchwytny. W ucieczce przed wymiarem sprawiedliwości kupuje apartament w Toskanii, ale tam też nie potrafi uciec przed dręczącymi go demonami. Choć zarówno niemiecka, jak i włoska policja, depczą mu po piętach, on wciąż zabija.
Wkrótce morderca poznaje pięknego przewodnika wycieczek, Gianniego, syna karabiniera z Ambry i zakochuje się w nim bez pamięci. Niedoświadczony i nieśmiały chłopiec nie przeczuwa, że miłość Królewny może oznaczać śmierć, i wpada prosto w pułapkę…

Komentarz: „To prawda, że był samotny, ale tak było dobrze. Geniusz musi być samotny. Szkoda tylko, że nikt nie zachowa i nie przekaże jego myśli potomności. Jego życie i jego pasja były jedyne w swoim rodzaju. To było najodpowiedniejsze określenie.”

Nie jestem znawczynią kryminałów i dopiero od niedawna zaczęłam brać się za nie na poważnie (taki challenge nie dyskryminowania żadnego gatunku literackiego). Miło było rozpocząć od młodzieżowych, delikatnych, nawet naiwnych spraw kryminalnych, a następnie przejść przez klasykę, jaką jest Sherlock Holmes. Agatha Christie też się nawinęła jako królowa kryminałów. I ogólnie podobał mi się przebieg mojego oswajania się z tym gatunkiem, dlatego kiedy babcia powiedziała: przeczytaj Królewnę Mroku, to pomyślałam: a co mi tam szkodzi? Z opisu wydawało się niczym specjalnym i po zapoznaniu niestety – dalej takim pozostało.


W czym problem? Przez to, że poznajemy wydarzenia zbrodni z różnych perspektyw: zabójcy, policjantki niemieckiej, komisarza włoskiego, ofiar i innych, to nie mamy żadnych elementów zaskoczenia, które powinny być nieodłączną częścią kryminałów. Wszystko jest podane na tacy i nie można nad niczym pogłówkować, tym bardziej, że najwięcej historii jest ukazywanych z perspektywy zabójcy – Matthiasa. To jak morduje, jakie są jego przemyślenia, motywy – ogólnie: autorka opisuje bardzo szczegółowo przebieg morderstw od A do Z. I to są te najbardziej rzucające się w oczy minusy. Brak interakcji czytelnika z historią, zero przemyśleń nad sprawami oraz ani jednego zaskoczenia. Oczywiście z drugiej strony przedstawianie tylu bohaterów i sytuacji z ich punktu widzenia jest interesujące, a nawet ożywiające całą akcję, bo wszystko jest dynamiczne oraz różnorodne. Mamy wgląd w różne życia i możemy poznać chociaż cień ich historii – nie mówię, że jakoś specjalnie przywiązujemy się do postaci, bo do końca pozostają obojętne, ale jest to rozegrane wręcz doskonale. To, czy odczuwają frustrację, bo nie radzą sobie w życiu, czy jakieś radości, smutki, gniewy, to wszystko kształtuje każdego bohatera i nadaje mu realności. Dzięki temu nie jest się zbyt pewnym czy jakaś poboczna postać nie wtrąci się i nie zrobi czegoś, co zepsuje plany Królewny – po tym zdaniu można stwierdzić, że jednak jakieś szoki są, ale od razu powiadam, że nie dotyczą spraw morderstw, tylko zachowania bohaterów.

Poza tym za plus uważam to, że najwięcej dowiadujemy się o zdarzeniach od strony mordercy, ponieważ mamy dokładny wgląd w jego psychikę, przeszłość i KTO lub CO ukształtowało jego spaczenie. Jest to ogromną zaletą, bo jak niektórzy wiedzą – lubię poznawać psychicznie chorych bohaterów. Myślę, że autorka bardzo dobrze zarysowała i ukazała postać Matthiasa. Szkoda tylko, że z bystrego psychola-mordercy musiała pod koniec zrobić idiotę. No, ale cóż… Ja bym jego los inaczej zakończyła. W ogóle samą końcówkę napisałabym inaczej, bo była jakaś taka mdła, sucha, nieemocjonująca i z lukami. Dodałabym więcej nieoczywistości, ale to już moje kaprysy.

Co do samej frajdy z czytania to tak jak wspomniałam wypada to średnio. Książkę dobrze się czyta, szybko, bez żadnych namysłów. Proste czytadło bez konieczności myślenia. Sama fabuła nie jest jakoś specjalnie skomplikowana i porywająca, a na tle innych kryminałów, które przeczytałam do tej pory to wypada dosyć blado. Ponadto nie nazwałabym tego kryminałem, tylko bardziej powieścią psychologiczną, bo skupia się na odchyłach psychicznych bohatera i jego wyczynach. Wtrącenia z przeprowadzenia śledztwa nie były satysfakcjonujące, kiedy wiedziało się co i jak Matthias robił oraz do czego dążył, dlatego gdy śledczy coś odkrywali to myślałam jedynie o tym, że coś strasznie długo im to zajęło. Jednakże zdarzyło się raz czy dwa, że w niewyobrażalny sposób dedukowali na temat Matthiasa nie mając żadnych wskazówek. Jakim cudem, mogli stwierdzić jaki ma charakter i co na sobie nosi jak nic po sobie nie zostawiał oprócz DNA? Ze spraw technicznych to trochę zbiło mnie z tropu powtórzenie prologu jako trzydziesty któryś rozdział (chyba), bo liczyłam na to, że będzie chociaż trochę zmieniony, ale nie. Słowo w słowo to samo.

Co mogę jeszcze powiedzieć o Królewnie Mroku? To, że wszystko jest tutaj przeciętnością i raczej zapomnę o tej książce bardzo szybko. Ale to nic. Bo równie dobrze mogłabym jej nie czytać – ani nie straciłam, ani nie zyskałam. Dowiedziałam się jedynie o psychice homoseksualisty mordującego homoseksualistów. Super. Lepiej przeczytać Sherlocka Holmesa.

7 komentarzy:

  1. Sherlocka nie czytałam, ale mam go w planach. Ta książka się tam nie znajduje, szczególnie po twojej recenzji. Lubię w książkach, a w kryminałach jest to zupełnie niezbędne, elementy zaskoczenia, ale jeżeli ich tutaj nie było to... Na pewno nie przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  2. No rzeczywiście ciężko to uznać za kryminał, skoro wszystkich odpowiedzi może udzielić morderca... Myślę, że podaruję sobie tą książkę, zwłaszcza że do kryminałów ostatnio wcale mnie nie ciągnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nuż się skusisz na jakiś kryminał? Stwierdzam, że nie są takie złe, szczególnie te od Douglasa Prestona i Lincolna Childa ;)

      Usuń
    2. Ogólnie kryminały lubię, tylko zauważyłam, że ostatnio rzadko jakiekolwiek czytam, a już zwłaszcza takie bardziej typowe (bo powieści takiej na przykład Chmielewskiej raczej trudno brać na poważnie xD). A Holmes czeka na półce...

      Usuń
  3. Hmmm kolejna przeciętna powieść... chyba mam już tego dosyć ;p

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  4. Że lepiej przeczytać Sherlocka Holmesa to wiem od razu :D Jak żałuję, że za mną tylko jeden zbiór opowiadań. ;) Wracając do książki, lubię zaglądać w głowy przestępców, to dość przerażające, ale ciekawe doświadczenie. Szkoda tylko, że brak tu elementu zaskoczenia. A nazwisko kompletnie mi nieznane. Wolę pozostać przy Christie :D

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy