środa, 29 czerwca 2016

''Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesław Myśliwski

Komentarz: Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi.”


Cóż to tam jest? Co się znajduje po prawej stronie na blogu od prawie miesiąca? Czym jest ten Traktat o łuskaniu fasoli, który otrzymał miano najlepszej książki miesiąca? Jakaś książka kulinarna? A może jakaś rozprawa filozoficzna o łuskaniu tego osobliwego warzywa, które nie jest warzywem, tylko jakąś głęboką metaforą? Co ta blogerka tam dodała i to bez wytłumaczenia? Już odpowiadam…


Pewnie nieraz słyszeliście opowieści z czyjegoś życia, jedne błahe, drugie dramatyczne, a trzecie tak wątpliwe z ich prawdziwością, że trudno było im dowierzać. Wszystkie łączyło jedno: były gadane. Albo z pasją, bo zdarzyły się niedawno, albo z melancholią, bo przywoływały wspomnienia, albo neutralnie, ponieważ powtarzano je któryś raz z rzędu. Jedne ciekawe, drugie mniej. Jedne komiczne, inne rozpaczliwie smutne. Ponadto historie z czyjegoś życia mają to do siebie, że chce się je słuchać, by poznać i zrozumieć drugą osobę, a następnie wyciągnąć wnioski, pojąć czyjeś błędy i nie popełnić ich ponownie, a co najważniejsze: zapamiętać i przekazać dalej. I tak właśnie sprawa się ma z Traktatem o łuskaniu fasoli. W sensie: że jest to książka gadana, gdzie bohater/narrator snuje historię swojego życia przepełnionego przypadkami, bądź przeznaczeniem. I to mi się strasznie podoba w powieściach, kiedy zwykły Kowalski odkrywa przed czytelnikiem wydarzenia ze swojego życia, które okazują się naprawdę pasjonujące, a forma pisania wygląda, jakby bohater cały czas opowiadał. Taki swojski monolog, który zrozumie każdy. W Traktacie rolę narratora odgrywa starszy mężczyzna do którego przychodzi z wizytą młodszy mężczyzna, chcący zakupić od niego fasolę. I ta fasola jest czynnikiem zapalnym od którego zaczyna się opowieść.

„Kierują nami złudzenia, powodują nami złudzenia. Złudzenia nas pchają, wstrzymują, wyznaczają nam cele. Rodzimy się ze złudzeń i śmierć też jest tylko przejściem z jednego złudzenia w inne.”

Przyznaję, że z początku nie byłam przekonana, ale w którymś momencie – nawet tego nie zauważyłam – książka rzuciła na mnie swój czar przez który z całą możliwą pasją wczytywałam się w historię tego zwykłego mężczyzny. Od dramatycznych wydarzeń z dzieciństwa, przez pobieranie nauk, uczenie się do zawodu, pierwsze prace, granie na saksofonie, aż po niedawne zdarzenia związane z domkami letniskowymi, żoną i znajomymi/nieznajomymi. Znalazły się tu zarówno elementy komiczne jak przykładowo z pijanym nauczycielem, którego uczniowie chcieli powiesić oraz elementy dramatyczne w których śmierć czaiła się nieopodal i zbierała swoje żniwo. Śmiałam się, wzruszałam, współczułam, gniewałam i bałam o los niektórych postaci. Gama emocji przetaczała się przeze mnie podczas czytania, a każde wydarzenie wydawało mi się perfekcyjnie dopracowane. Autor w bardzo przyjemny sposób poprowadził swoje dzieło nie tylko lekkim stylem, ale też kolejnością opowiadanych zdarzeń z życia bohatera. Nie ma żadnej chronologii, ani logicznego poukładania wydarzeń, jednakże wszystko poznaje się w zrozumiały i nie chaotyczny sposób. Nie przeszkadzają żadne dygresje czy wtrącenia, ponieważ nie można się pogubić. Wiesław Myśliwski podołał nie tylko w rozplanowaniu powieści, ale także w samym przekazie, jaki ze sobą niesie.

Owszem, Traktat ma proste historyki, lecz pod nimi kryje się coś głębszego. To nie są jedynie rozważania na temat przypadku i przeznaczenia, mamy także inne kwestie nad którymi trzeba dłuższą chwilę porozmyślać. Strasznie żałuję, że przeczytałam błyskawicznie i bez dłuższego zastanowienia, bo wiem że wiele treści i ukrytych przekazów umknęło mi przez to. Aczkolwiek zmotywowało mnie to do tego, żeby chwycić za książkę jeszcze raz i na spokojnie pomyśleć nad różnymi elementami. Poza tym w Traktacie znajduje się zapewne wiele tajemnic, których do końca nie będziemy w stanie odkryć. Jedną z nich jest młody mężczyzna, któremu zostaje to wszystko opowiedziane. Kim tak naprawdę jest? Co on oznacza? Czy jest prawdziwy? Wiele teorii, których nie można być pewnym.

Bez wątpienia Traktat o łuskaniu fasoli jest jedną z takich powieści do których się wraca, które fascynują, zastanawiają, pozostają w naszej pamięci i zaliczają się do arcydzieł. Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać tak wspaniałe czytadło i polecam je każdemu wymagającego od książek czegoś więcej niż błahej historii.

„Nie ma czegoś takiego jak przypadek. Cóż to bowiem jest przypadek? To tylko usprawiedliwienie tego, czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć.”
Przypadek? Nie sądzę

7 komentarzy:

  1. To za mądra ksiązka jak na mysze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, czytałam ,,Nie jestem seryjnym mordercą" i nawet drugi tom też :D Autor taki brak umiejętności wow wow. Spędziłam trochę czasu w zamknięciu z sadystami i socjopatami, byłam ich powiernikiem i wiem, że to raczej inaczej wygląda. Moje pokopane życie nauczyło mnie trochę o sposobach terapii i o tym, jak myslą takie osoby, a ta ksiązka jakaś taka niepasująca do tego była. Bolało mnie wprowadzenie elementów nadprzyrodzonych, choć zazwyczaj je uwielbiam. Straszne było to, że zaczęłam identyfikować się z głównym bohaterem :C Kiedyś czytałam troszku o seryjnych mordercach, ale mam niekonwencjonalną opinię na ich temat - co za partacze.
      Człowiek mysza i jej ściana tekstu zawsze do usług.

      Usuń
    2. Skąd wiesz, że za mądra jak jeszcze nie spróbowałaś? :P
      "Spędziłam trochę czasu w zamknięciu z sadystami i socjopatami, byłam ich powiernikiem i wiem, że to raczej inaczej wygląda."---> nie wiem co o tym sądzić O.O z jednej strony przeraża mnie ta wizja, a z drugiej fascynuje.
      Drugi tom dopiero przede mną, a czytałam tego autora jeszcze Partials i obie serie bardzo mi się podobały. Owszem, uważam za minusa wprowadzenie tego wątku nadprzyrodzonego - wolałabym zwykłą/niezwykłą obyczajówkę o socjopacie i jego problemach - ale ogólnie jakoś to zniosłam (zaakceptowałam) i książka spodobała mi się :3
      Jeśli znasz inne powieści o psychopatach czy socjopatach możesz mi polecić, bo temat jak najbardziej dla mnie ;)

      Usuń
    3. Tak na dobrą sprawę to nie ma w tym nic przerażającego ani fascynującego, jest to raczej niezwykle meczące.
      To wprowadzenie wątku nadprzyrodzonego było takie na siłę, trzeba było dac pretekst bohaterowi, żeby mógł zabijac i pozostać sprawiedliwym >:C
      Powieści chyba nie znam, ale z mangu wszystko możliwe.

      Usuń
  2. Też lubię takie opowiadane historie. Chyba będę się musiała przyjrzeć tej książce bliżej. :D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy