czwartek, 2 czerwca 2016

''Wiek cudów'' Karen Thompson Walker

Dobrze pamiętam dzień, kiedy ogłosili to publicznie: nastąpiła zmiana, „spowolnienie”. Dni i noce wciąż się wydłużały. Odmierzanie czasu za pomocą zegarów i kalendarza straciło sens.
Świat się zmieniał, lecz nie wszystko zmieniało się razem z nim. Nowy rok szkolny zaczął się tak jak zawsze, choć kazano nam ignorować dzwonki. A ja nie przestałam marzyć o tym, iż pewnego dnia Seth na mnie spojrzy. Nawet kiedy miesiąc zamienił się w siedem zachodów słońca, właśnie to było najbardziej niewiarygodne: „Julia!”, dwie sylaby mojego imienia wykrzyczane przez niego na wietrze.

Jak silne mogą być uczucia, kiedy równowaga między światłem a ciemnością ulega całkowitemu rozchwianiu? Czy jest sens nadal kochać, przyjaźnić się, wybaczać, być wiernym, skoro jutro może nigdy nie nadejść?

Komentarz: ,,Świat się zmienia, ale nie wszystko musi się zmieniać razem z nim.”

Końce świata zazwyczaj są niespodziewane, gwałtowne i wręcz ekstrawagancko szybkie, a kiedy już do nich dochodzi to z przyczyn równie oczywistych: a tu kosmici atakują, tam meteoryt rozwali księżyc albo pół Ziemi, ludzie zdetonują atomówki, zakaźny wirus szybko się rozprzestrzeni albo najzwyczajniej w świecie, nastąpi jakiś kataklizm typu trzęsienie ziemi. Znamy te schematy z filmów, seriali i książek. Jednakże nie było nigdy tak, by nasz świat dążył bez jasnej przyczyny do powolnego końca, którego nie da się powstrzymać. Nie da! Więc co zrobić ze świadomością, że umrzesz wraz z Ziemią? Jak postępować w te krytyczne dni? Odpowiedzią poniekąd jest Wiek cudów.


Pomysł jak najbardziej godny pochwały. Naprawdę. Szczerze. Bez kpiny. Uwielbiam takie powieści o nadchodzącym końcu, szczególnie, kiedy pokazuje się dokładnie stan emocjonalny bohaterów. Ważny jest także klimat – ciężki, skomplikowany, rozstrajający wewnętrznie czytelnika. I Karen Thompson Walker udało się, stworzyła coś przykuwającego uwagę, coś nowego, piorunującego, przerażającego - bo w końcu ludzie w jej książce nie mogą sobie poradzić z zaistniałą sytuacją i to najbardziej szokuje. Zazwyczaj mamy jakieś wynalazki, jakieś środki, które pozwalają na uniknięcie katastrofy, ale u Walker jest bardzo pesymistycznie albo bardzo realistycznie – zależy z jakieś strony się spojrzy. Ludzie nie potrafią wyjaśnić dlaczego Ziemia zwalnia swoje obroty, a dni i noce się przedłużają. Nie potrafią także znaleźć odpowiedniego rozwiązania – próba stworzenia nowych genetycznie roślin, przystosowujących się do trudnych warunków czy próba wystartowania w kosmos; nic nie jest w stanie pomóc. I to jest bardzo dołujące. Tak dołujące jak porównywana do Wieku cudów, Melancholia, która podobnie niosła ze sobą wszechogarniający niepokój. I mnie się ten klimat spodobał – osaczył mnie z każdej strony i nie wypuścił do ostatniego zdania.

,,Ale chyba nigdy nie jest tak, że następuje akurat to, czego się obawiamy. Przedziwne katastrofy zawsze okazują się inne – niewyobrażalne, zaskakujące i nieznane."

Oczywiście spodziewałam się trochę innej historii głównej bohaterki osadzonej w takich realiach. Oczekiwałam, jakiegoś typowego zachowania jak przykładowo w Piątej Fali, gdzie bohaterka ciągle walczyła nie godząc się na nastającą katastrofę albo że odegra kluczową rolę w ratowaniu świata. Zamiast tego dostałam zwykłą dziewczynkę (bodajże z podstawówki), która przeżywa dramaty rodzinne i sercowe, a dokoła panuje chaos. Czy mnie to zawiodło? Z jednej strony, owszem, ale z drugiej to było coś wspaniałego, zaskakującego i odświeżającego. Bo pomyślmy nad tym w ten sposób: książka jeszcze bardziej zbliżyła się do realistycznej historii i realistycznych ludzi, którzy przy prawdziwym końcu świata nie mogliby niczego zdziałać. Ja niczego nie mogłabym w tej chwili zdziałać, gdyby Ziemia ni z tego ni z owego zwolniłaby swoje obroty. Po prostu żylibyśmy nadal, czekając aż inteligenci i władze rozprawią się z tym kłopotem. I to jest bardzo oryginalne podejście, które przyjęłam z entuzjazmem.

Wracając do dramatów Julii: to spodobał mi się jej sposób opisywania nadchodzących zmian oraz tego, co się nie zmieniło. Jak na młody wiek, wykazała się sporą spostrzegawczością, a jej uwagi i przemyślenia poznawało się z ciekawością. Owszem, było w tym trochę banalności, zwłaszcza gdy chodziło o Setha (jej wielką miłość), ale tak się zachowują dziewczyny w jej wieku, dlatego jest to wybaczalne. Jeśli chodzi o rodzinne sprawy to… były do przewidzenia. Szczególnie sekrety ojca. Matka mnie wkurzała i… więcej nic nie dodam na ten temat.

„Czasami najtrudniejsze historie potrzebują najmniej słów.”

Samo połączenie typowej obyczajówki z katastroficznym dramatem zagwarantowało Wiekowi cudów pewien sukces. Życie zwykłej dziewczynki na tle kończącego się świata było bardzo interesującą lekturą i przez pierwszą połowę całkowicie mną zawładnęła. Jedynie końcówka wydawała mi się pisana na szybko i bez tego wcześniejszego klimatu osaczenia – ogólnie szybko zleciała i nie poruszyła należycie, chociaż powinna. Bohaterowie mają swoje dramaty (najbardziej smutno mi było dziadka), ale przez to, że ograniczamy się do myśli Julii, nie jesteśmy w stanie wyłapać dokładnego charakteru innych postaci – są spłycone i nie rozwinięte należycie. Uważam, że Wiek cudów zasługuje na chwilę uwagi, ponieważ nie dość że jest to krótka opowieść, to do tego przedstawia coś niebywale fascynującego i nowego. Polecam!

„W życiu trzeba zrobić tylko jedno: umrzeć.... Wszystko inne to kwestia wyboru.”

5 komentarzy:

  1. Piękna okładka! Nie wiem, czy książka by mi przypadła do gustu, ale może jak trafię na nią w bibliotece to się przekonam ;)

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, okładka dosyć ładna, wnętrze również niczego sobie :D

      Usuń
  2. Pomysł rzeczywiście całkiem ciekawy, a przede wszystkim nietypowy. Myślę, że dałabym tej książce szansę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałem już trochę o tej książce i przyznam się, że dopiero teraz czuję się nią zaciekawiony. Dzięki za te opinię, książkę postaram się przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko proszę zbyt wiele nie oczekiwać od niej ^^

      Usuń

Obserwatorzy