środa, 6 lipca 2016

''Buszujący w zbożu'' J. D. Salinger

Bohaterem 'Buszującego w zbożu' jest szesnastoletni uczeń, Holden Caulfield, który nie mogąc pogodzić się z otaczającą go głupotą, podłością, a przede wszystkim zakłamaniem, ucieka z college`u i przez kilka dni 'buszuje' po Nowym Jorku, nim wreszcie powróci do domu rodzinnego. Historia tych paru dni, którą opowiada swym barwnym językiem, jest na pierwszy rzut oka przede wszystkim zabawna, jednakże rychło spostrzegamy, że pod pozorami komizmu ważą się tutaj sprawy bynajmniej nie błahe...

Komentarz: „Lepiej nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie – zaczniecie tęsknić”

Prawie nigdy nie miałam problemów z czytaniem lektur. Niektóre sprawiały mi przyjemność a innym mordęgę (przykład: Krzyżacy), pozostałe pozostawiały po sobie albo neutralny posmak albo tą przytoczoną już mordęgę zmieszaną z cierpiętniczym przechodzeniem przez kolejne strony (przykład: Pan Tadeusz). Czytało się także zagranicznych autorów, takich jak Sofokles, Bułhakow, Zola, Szekspir… I wniosek nasuwał się sam: ambitna literatura. Teraz, kiedy nie mam już obowiązkowych lektur, sama muszę wybierać sobie co ambitniejsze książki a do tego straszna ciekawość mnie zżerała, jakie powieści amerykanie obowiązkowo czytają. Padło najpierw na Buszującego w zbożu. Myślałam, że będzie to szyte na miarę Słowackiego, Prusa albo innej wybitnej osoby, ale nie. Dostałam książeczkę a la John Green, którą każdy zrozumie.


Wypociny Salingera czyta się lekko, bo mają taki charakterystyczny swojski język, którym posługuje się główny bohater. Holden jest prostym chłopakiem, lubi zgrywać głupiego, chociaż ma talent do angielskiego i filozofowania, co automatycznie sprawia, że czytelnik dostrzega w nim mądrego, dojrzałego i ułożonego chłopaka – on po prostu jest leniwym geniuszem. Do tego jest bardzo szczery, nie boi się mówić tego co myśli i widać, że nie pasuje do otaczających go ludzi – czy to właśnie przez otwarte zachowanie czy przez czasem zdarzające się dziwne sytuacje w których odbierałam go jako niezrównoważonego psychicznie. Naprawdę. Czasem miał takie odloty na trzeźwo, że uznawałam go za stuprocentowego wariata, tym bardziej, że sam lubił podkreślać, że zachowuje się w wariacki sposób. Jego predyspozycje do filozofowania odebrałam bardzo pozytywnie, bo nie były ciężkie do rozmyślania i dotyczyły spraw codziennych, względnie prostych, przykładowo: co się dzieje z kaczkami, gdy staw zamarza? Nie wiem co mnie bardziej śmieszyło: to, że niniejsze pytanie nurtowało go przez całą książkę, czy to, jak ludzie reagowali, kiedy je zadawał. Oczywiście, zdarzało się wielokrotnie, że Holden rozważał głębsze sprawy związane z naturą ludzką, życiem swoim i napotkanych osób, czy problemów które napotykał na swojej drodze i z tego wszystkiego wychodziły bardzo ciekawe cytaty, które można później przytaczać albo rozpamiętywać.

„Jeżeli ktoś umarł, to jeszcze nie powód, żeby go przestać lubić, zwłaszcza jeżeli to był ktoś tysiąc razy sympatyczniejszy niż inne znajome osoby, które żyją.”

Buszujący w zbożu zaczyna się w momencie, kiedy nasz bohater po raz kolejny opuszcza placówkę szkolną. Nie chodzi tylko o to, że nie zdał wszystkich przedmiotów, prócz angielskiego, lecz o otaczających go ludzi. Ich zakłamanie. To jest ten wielki problem, który przytłacza Holdena. Zakłamanie ludzi i ich fałszywe zachowanie. Gdy wyrusza na kilkudniową podróż po miejskiej dżungli, jaką jest Nowy Jork, spotyka się z wieloma osobami, które zawsze coś innego reprezentują oraz nakłaniają go do wysunięcia pewnych wniosków. Ironiczne komentarze chłopaka oraz jego wpadki przy odpowiednim zachowaniu zawsze wywoływały na moich ustach uśmiech albo wprawiały w zakłopotanie (a już nie pamiętam, jaka książka sprawiła, że poczułam zakłopotanie lub wstyd za głównego bohatera), szczególnie sytuacja związana z prostytutką i jej alfonsem, strasznie mnie speszyła i zapadła w mojej pamięci. Co się tyczy innych postaci, to moją uwagę przede wszystkim przykuła jego równie niezrównoważona psychicznie siostra, bracia oraz były nauczyciel z angielskiego. Owszem, bohaterów jest mnóstwo, lecz niektórzy pojawiają się jedynie we wspomnieniach a inni mają krótki epizod, przez co nie przywiązałam aż tak znaczącej do nich uwagi. Choć wiadomym jest, że skoro zapadli Holdenowi w pamięci to mają znaczenie.

„Ja tam za nikim bym nie wrzeszczał: „Powodzenia!”. To strasznie dołujące, jak się nad tym zastanowić.”

Tak jak mówię, Buszującego w zbożu czyta się bardzo dobrze i można go poznawać na nowo za każdym razem, bo jest taką historią z której zawsze można coś wyciągnąć. Nie żałuję, że przeczytałam, chociaż kilka elementów nie przypadło mi do gustu, jak przykładowo teatralność w końcowych scenach między Holdenem a siostrą. Jednakże przygodę z książką uznaję za udaną i nie widzę żadnych przeciwskazań, żebyście i Wy poznali tego interesującego oraz nieco szalonego bohatera w czerwonej czapce.

„Dopiero wtedy wiem, że mnie książka naprawdę zachwyciła, jeżeli po przeczytaniu myślę o jej autorze, że chciałbym z nim się przyjaźnić i móc po prostu telefonować do niego, ile razy przyjdzie mi ochota”

2 komentarze:

  1. Jakoś do tej pory nie potrafiłam się przekonać do "Buszującego w zbożu", ale może kiedyś przeczytam. Najpierw mam jednak w planach "Zabić drozda" (cały czas odkładam tę książkę na później, czas to zmienić). ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabic drozda też jest w moich najbliższych planach :D Myślę, że Buszujący spodoba ci się jako lekka lektura :3

      Usuń

Obserwatorzy