czwartek, 10 listopada 2016

''Zabójstwo Rogera Ackroyda'' Agatha Christie

TOM VII HERKULES POIROT

Atmosfera w King’s Abbot jest daleka od sielanki. Plotki, samobójstwo, śmierć tytułowego Rogera Ackroyda... Herkules Poirot podejmuje grę z wyjątkowo perfidnym mordercą. Jego asystentem zostaje doktor Sheppard – miejscowy lekarz, który świetnie zna tajemnice niewielkiej społeczności.

Komentarz: „Prawda, bez względu na to, jak okropna, jest zawsze ciekawa i piękna dla jej poszukiwacza.

Znacie to, prawda? Przychodzimy na kolację zbieraniny różnych jegomości, których zebrał przy jednym stole zamożny gospodarz. Zbyt dobrze ich nie znamy. Tu porozmawiamy, tam porozmawiamy. Wszystko cacy, ładnie. Później wrócimy do domu. I otrzymamy niespodziewany telefon: Zamożny gospodarz nie żyje. Zamordowany. Tylko… kto jest mordercą?


Agatha Christie. Królowa kryminału, a ja jak do tej pory przeczytałam jej dwie książki… Nie jest mi wstyd, nie czuję też zażenowania, że: jak to nie czytam Christie?, póki co jestem oczarowywana magią kryminałów i dobrze się czuję z myślą, że przeczytałam jej dwa dzieła i że po obydwóch wyniosłam same dobre wrażenia. Zabójstwo Rogera Ackroyda jest, jak można wyżej zauważyć, siódmą częścią serii, gdzie występuje detektyw Herkules Poirot. Troszkę zżerały mnie obawy typu: jest to siódmy tom, nie znam tego bohatera, nie zrozumiem podtekstów nawiązujących do poprzednich części… Jednakże jak się okazało w tym przypadku znajomość poprzednich części chyba nie zobowiązuje, ponieważ otrzymałam historię w której Poirot odgrywa względnie niszową rolę – jest gdzieś tam przy głównym bohaterze, coś tam powie, coś wyjaśni, wysnuje teorię, ale najważniejsza jest ta zagadka, jej rozwiązanie i odczucia opowiadającego, czyli doktora Shepparda – nie przeszłość Poirota. Chociaż z drugiej strony, czułam się trochę nie w temacie, kiedy przykładowo napomknął o swoim byłym partnerze, bądź rzucał jakieś aluzje prawdopodobnie do jego poprzednich dokonań opisywanych we wcześniejszych tomach – smuteczek, bo nie mogłam zareagować na oczko puszczane od Christie.

„Nigdy nie miej skrupułów powiedzieć mężczyźnie, co o nim myślisz. Mężczyźni są okropnie zarozumiali. I tak nie uwierzą, jeśli się mówi o nich coś niepochlebnego.

Typowy kryminał kojarzył mi się zwykle z grupką osób zamkniętych w pomieszczeniu: czy to w domu/pociągu/na statku czy na wyspie, gdzie na zewnątrz panuje burza, a w środku rozgrywa się śledztwo dotyczące morderstwa. Tak prezentuje się stereotyp. W Zabójstwie Rogera Ackroyda poniekąd zrywamy ze schematami, takimi jak zamknięte pomieszczenie – bo bohaterowie mogą spokojnie szukać śladów po prawie całym mieście – oraz rolą detektywa i mordercy. Gdy zaczęła się cała sprawa, zaraz po zamordowaniu Rogera, wymyślałam najróżniejsze klisze znane z filmów, skupiałam się na wszystkich szczegółach i próbowałam stworzyć najbardziej pokrętne teorie – na nic się to zdało, ponieważ prawie do samego końca nie udało mi się odgadnąć, kto tak naprawdę ma krew na rękach (skapłam się tak dziesięć stron przed końcem, więc może nie było tak źle?). Owszem, jak tak teraz patrzę na tropy i rozpamiętuję wyjaśnienia Poirota, to wydaje mi się dosyć oczywiste, że mordercą nie mógł być nikt inny jak… (ha ha, bez spoilerów). Ale zrzucam to na wielowątkowość historii, ponieważ przez całą powieść otrzymujemy wiele wskazówek, które potencjalnie naprowadzają nas na zabójcę, a później okazują się osobnymi opowiastkami, tajemnicami i brudnymi sekrecikami, które skrywała reszta bohaterów. Zaiste: było to genialne zagranie za które podziwiam autorkę. Poza tym, kolejność przedstawianych informacji  oraz logika jest satysfakcjonująca i to samo tyczy się zmyłek, inteligentnych pułapek oraz zwrotów akcji – pokazywane w odpowiednich momentach historii.

Narracja jest pierwszoosobowa i od razu skojarzyła mi się z doktorem Watsonem z Sherlocka Holmesa, który prowadził pseudodziennik o dokonaniach sławnego detektywa. Tutaj naszym Watsonem jest doktor Sheppard (również lekarz – przypadek?!), który opisuje wydarzenia na szczęście/nieszczęście niezbyt emocjonalnie i który wędruje z Poirotem, odkrywając poszczególne tropy. Jako narrator a zarazem główny bohater spisał się dobrze, chociaż miałam czasem problemy, by zrozumieć jego stosunek do niektórych spraw – nie wiedziałam, czy się cieszy, czy smuci, co szczegółówo o tym myśli. Zachowywał dystans, co można odebrać albo pozytywnie albo negatywnie. Zaś Herkules Poirot wydał mi się zadufanym w sobie detektywikiem, który niby jest bystry, niby potrafi dedukować i chce poznać prawdę, ale jednak ma coś w sobie, co kazało mi krzyczeć w myślach: Zniknij, człowieku, zniknij! Tak, chyba za nim nie przepadam. Może dlatego, że widziałam w nim podróbkę Holmesa, ale i tak szacunek, że rozwiązał sprawę (chociaż nie tak sprawnie jak Holmes). Ponadto, brakowało mi jakiegoś znaku charakterystycznego dla tego detektywa (prócz mitycznego imienia, mylenia angielskich wyrażeń i wtrącania francuskich słów), brakowało mi jakiejś skazy w jego postaci – wybaczcie, ale jestem przewrażliwiona na punkcie wad w charakterach. Co do innych bohaterów, to polubiłam Karolinę, siostrę doktora, za to, że jako postać kobieca również myślała i dowiadywała się o wielu rzeczach samodzielnie. Ogólnie reszta ze swoimi mrocznymi sekrecikami została dobrze dopracowana i cieszę się, że po odkrywaniu ich tajemnic, stawali się mi bliżsi – zapewne zapomnę o nich po miesiącu, jednak podczas lektury, dobrze się o nich czytało.

Jedyne, czego nie mogę wybaczyć autorce to to ostatnie zdanie w książce, które wydało mi się tak kiczowe i nie pasujące do zakończenia, że szkoda gadać. Już lepiej jakby napomknęła coś o egzystencjalizmie, a ona walnęła pseudo mądry morał z tej historii, dotyczący oczywiście kogo? Poirota! No, przepraszam bardzo, ale nie. Podsumowując: Zabójstwo Rogera Ackroyda było dobrą powieścią kryminalną, a przede wszystkim intrygującą, bo wciągnęłam się w tę zagadkę i nie mogłam się doczekać jej rozwiązania – jak pisałam: zaskakujące. Polecam tym którzy lubią kryminały/Agathę Christie, bądź chcą zapoznać się po raz pierwszy z tym gatunkiem. Zabójstwo Rogera Ackroyda jest dobre na start!

„Jakie to dziwne, że kiedy człowiek nosi w sercu jakąś własną tajemną teorię, do której właściwie nie chce się przyznać, a usłyszy ją z ust kogoś innego, z pasją jej zaprzecza.

11 komentarzy:

  1. Tę książkę Christie wciąż mam dopiero w planach, ale kiedyś na pewno po nią sięgnę (mam nadzieję, że wcześniej niż później). A Poirota w sumie lubię, fakt, jest zarozumiały i tak dalej, ale jakoś mi to w nim nie przeszkadza. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że ta jego zarozumiałość nie jest taka, jak u Sherlocka :c I to mnie chyba najbardziej boli, że przypadku Poirota wydaje się to irytujące.

      Usuń
  2. A ja to napiszę... nie czytałam żadnej książki Christie, choć dwadzieścia parę stoi i czeka na półce... na lepsze czasy, ale te nadejdą. Może już niebawem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś musi przyjść ten czas dobry czas :3

      Usuń
  3. Niestety jeszcze nie udało mi się przeczytać żadnej książki Christie, co nie oznacza, że nie mam jej w planach. Co prawda nie przepadam za tym gatunkiem, ale przecież Królowej Kryminałów nie mogę nie przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa, dlaczego nie przepadasz? Czyżby jakaś trauma? :D

      Usuń
  4. Jedna z moich ulubionych powieści Christie :) I jeszcze to zakończenie! Czytałam nawet, że autorka została kiedyś wykluczona z jakiegoś klubu zrzeszającego pisarzy kryminałów za niezgodność ze schematami literatury kryminalnej XX wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zakończenie było ciekawe :3
      Tak, została wykluczona, ale później przyjęli ją z powrotem - wykluczyli ją faceci, którzy nie potrafili zrozumieć, że kryminał musi ewoluować - i oczywiście: czysta zazdrość ><

      Usuń
  5. Mysza wielka fanka Chirstie >:C
    Ha, a ja przewidziałam w połowie, kto był zabójcą, ale ja jestem dziwnym człowiekiem. Duma. Ogólnie bardzo rzadko zdarza mi się, że nie potrafię zidentyfikować sprawcy w kryminale.
    Artur Conan Doyle <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<< Christie
    TAK JEST.
    Proszę nie plugawić recenzji książki Christie wzmiankami o jakiś Szerlokach, BLE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje gratulacje, widzę, że jesteś obeznana w kryminałach - ja czasem potrzebuję więcej czasu, by rozkminic kto jest mordercą ><
      Będę plugawiła ile chcę, bo to moje wypociny, moje blogowe prawo, moja miłość do Sherlocka i moje wszystko! PHI!

      Usuń
    2. Średnio jestem, bo czytałam może dwie pozycje od Conan Doyle'a, prawie 40 Christie, 5 Simona Becketta, Hannibale i może jeszcze z kilkanaście innych by się uzbierało, raczej nie siedzę w tych klimatach, jedynie Christie to wyjątek.

      Usuń

Obserwatorzy