czwartek, 22 grudnia 2016

''Pan Potwór'' Dan Wells

TOM II JOHN CLEAVER

Co mogę o sobie powiedzieć?
Nazywam się John Cleaver. Mieszkam w Clayton, w zakładzie pogrzebowym na obrzeżach miasta. Mam mamę, siostrę i ciotkę. Mam szesnaście lat. Lubię czytać, gotować i lubię też dziewczynę, która ma na imię Brooke. Chcę postępować słusznie, bez względu na wszystko. Pragnę być dobrym człowiekiem.

Można też ująć to inaczej:
Jestem Panem Potworem. Moje zachowania zdradzają wiele objawów charakterystycznych dla seryjnych morderców, a poza tym fantazjuję na temat przemocy i śmierci. Czuję się bardziej swobodnie w otoczeniu zwłok aniżeli ludzi. Zabiłem demona i każdego dnia odczuwam rosnącą potrzebę, by zabić po raz kolejny. To jak bezdenna otchłań w środku mej duszy.

Komentarz: „Jak na socjopatę jestem całkiem niezły w odczytywaniu ludzkich emocji, ale sarkazm jest naprawdę trudny do rozpoznania.”

Od września sobie powtarzałam: Musisz w końcu wziąć się w garść i przeczytać drugą część Nie jestem seryjnym mordercą. Musisz to przeczytać. Nie ma bata. Więc dupa na kanapę, książka w łapę, oczy w tekst i czytaj z przyjemnością. Posłuchałam swojego wewnętrznego tyrana dopiero w grudniu, kiedy za oknem była chlapa i wszystkie depresyjne czynniki zewnętrzne skłoniły mnie do stwierdzenia, że: Hej, idealna pora by poczytać coś o socjopacie i o jakichś fajnych mordach. Pan Potwór jako drugi tom serii o Johnie Cleaverze ponownie pozwala nam zajrzeć w umysł nastoletniego potencjalnego seryjniaka, tylko że tym razem jego mroczna, mordercza strona bierze górę a sprawę pogarsza fakt, że w miasteczku pojawia się nowy zabójca…


I choć pierwsza część podobała mi się bardzo ze względu na podejście autora do tematu psychopaty, to z drugiej strony zostawiła po sobie pewien nieprzyjemny aspekt, którego obawiałam się przy czytaniu Pana Potwora. Między innymi to, że John zabił demona. Prawdziwego potwora, który sprawił, że cała ta realistyczna otoczka budowana przez większość powieści, prysnęła w mgnieniu oka i sprawiła, że moja ogólna ocena obniżyła się. Szkoda, naprawdę szkoda, bo tutaj  (w tym tomie) mamy nadal drążony temat prawdziwych demonów, który ma usprawiedliwić działania i przemyślenia naszego już-nie-aż-tak-niewinnego-bohatera. Prócz tego, że wątek Mordercy z Clayton i konsekwencje jego zniknięcia są cały czas rozgrzebywane przez Johna i agenta specjalnego, to dodatkowo zostajemy obarczeni kolejnym zabójcą, który – jak możemy przewidzieć – również nie jest zwykłym człowiekiem z zaburzeniami psychicznymi, który po prostu lubi sobie mordować. Dlatego powiedzmy, że Dan Wells przez to obsesyjne nagromadzenie elementów związanych z demonami, próbuje nas przyzwyczaić, że nie jest to tylko psychologiczna historia, lecz także pewien paranormal z którego istnieniem musimy się pogodzić. Nawet jeśli nam się nie podoba, to musimy przywyknąć. Bo tak. Taki zamysł autora. I choć nie wadził mi tutaj aż tak ten demoniczny świat, jaki wykreował, to nadal pozostanę przy zdaniu, że lepiej byłoby, gdyby Wells starał się pozostać przy realizmie. Tudzież: John jako dorastający seryjny morderca. Oczywiście, rozumiem, że amerykanie mają poważne problemy psychiczne i książka o młodym psychopacie mogłaby zrodzić kolejnych wariatów zabierających broń do szkoły, no ale skoro Wells i tak wszedł na grząski temat, to nawet złagodzenie morderstwa, czyli zastąpienie człowieka demonem - nie pomoże. (Jestem ciekawa czy ta seria wpłynęła jakoś na kształtowanie umysłu któregoś młodego psychicznego Amerykanina).

„Czasami ludzie nie odzywają się dlatego, że nie mają nic do powiedzenia, a czasem dlatego, że mają aż nazbyt wiele.”

Uznaję za średnio udany ten pseudo detektywistyczny wątek, gdzie John próbował dowiedzieć się kto tak naprawdę jest zabójcą kobiet. Z jednej strony fajnie, że nie było aż tak oczywiste kto jest sprawcą i jaki był jej/jego cel, ale z drugiej nie było tej intrygi i napięcia, którą mogliśmy zaobserwować w poprzedniej części. Niby ciekawie, bo inaczej, ale jednak trochę gorzej, bo większa tandeta? Tak, to chyba dobre słowo, bo cała końcówka opierała się na sile miłości i ogólnie według Pana Potwora wszystko można wyjaśnić siłą miłości. Autor chyba chciał wpleść po pierwsze jakieś morały, a po drugie znowu usprawiedliwić biednego-niewinnego-Johna, pokazując, że nawet socjopaci nieczujący, jednak coś czują, a jak czują to potrafią to kontrolować. Przepraszam: cooo? Ta próba zrozumienia i przeanalizowania sposobu myślenia socjopaty, pojawia się w tej książce bardzo często. John przez prawie cały czas dokonuje autoanalizy swoich czynów, myśli i uczuć (tak, uczuć!). Poniekąd możemy go zrozumieć i dostrzec, że jego zaburzenia normalności mogły się jednak wziąć przez genetyczne i wychowawcze… patologie, ale czy na tym właśnie polega rozumienie socjopaty? Czy socjopatę można w ogóle zrozumieć? Czy socjopata może sam się analizować i racjonalizować? To już jest wątek do głębszego namysłu. Jednak załóżmy, że ta próba pojęcia własnego JA przez Johna była najciekawszą kwestią w Panu Potworze, tak samo to, że mogliśmy poznać go dokładniej i dostrzec jak miota się pomiędzy swoją jasną a ciemną stroną. To, że puszczały mu hamulce i zdarzało mu się robić złe rzeczy – zostało opisane bardzo dobrze, tak samo walka wewnętrzna z panem Potworem. Wracając jeszcze do mordercy-demona to szkoda, że nie otrzymaliśmy o nim/o niej więcej informacji jak to było w przypadku Mordercy z Clayton, ale za to niesamowita była ta krytyczna, końcowa sytuacja w której znalazł się John z mordercą. Było w tym trochę realizmu – jeśli wykluczyć samo istnienie demona i cieszę się, że ostateczna walka nie była pustym, nic nieznaczącym wyczynem.

Wciąż lubię Johna, sposób jego myślenia oraz to, że potrafi kontrolować swoje spaczenie i ponownie z chęcią przeczytam kolejny tom, chociażby ze względu na niego (przeklinam wydawnictwo, że nie wydało Nie chcę cię zabić). Mimo, że Pan Potwór był niewypałem pod względem tego paplania o miłości i braku napięcia w sprawie morderstw (choć tak się zastanawiając, to pod koniec trochę się stresowałam nad losem Johna), to jednak ta autoanaliza, wewnętrzne rozbicie i przybliżenie nam osoby głównego bohatera idzie jak najbardziej na plus. Zakończenie otworzyło bardzo intrygującą furtkę i bez wątpliwości skuszę się, żeby poznać dalsze losy Johna socjopaty. Seria jest naprawdę interesująca i jeśli czytelnik przygotuje się zawczasu, że pojawia się tu wątek paranormalny, to nie będzie się tak krzywił w trakcie czytania. Polecam tym, którzy tak jak ja przepadają za psychicznie zrąbanymi postaciami.

„Tak właśnie powinno wyglądać życie: zwykli ludzie robiący to, co ich uszczęśliwia.”

5 komentarzy:

  1. Psychicznie zrąbane osoby mnie przekonują :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Och tak, też mnie denerwowało to zagłębianie się w wątek paranormalny. Jak dla mnie to chyba jedynym ratunkiem dla tej serii byłoby to, gdyby nagle okazało się, że tak naprawdę demonów nie ma i to tylko wizja Johna, który w ten sposób nieświadomie usprawiedliwia swoje morderstwa :)
    ,,Czy socjopata może sam się analizować i racjonalizować?"
    Tu się nie zgodzę!
    Jest wiele osób, które mają skłonności socjopatyczne i wszelkiego innego rodzaju pokrewne zaburzenia w nazywaniu emocji, odczuwaniu ich, interpretowaniu zachowań innych ludzi, ale są tego w pełni świadome. To nie jest tak, że socjopaci nie mają emocji i nic nie czują. Wręcz przeciwnie, czują całkiem dużo, ale po prostu inaczej. Sama cierpię na trochę podobną przypadłość do Johna (ale u mnie przeplata się to z fazami wręcz nadmiaru empatii i emocji, skrajna forma borderline lub dwubiegunówki, nie są zgodni) i wiem, jak ciężko żyje się z tą ciągłą niepewnością, czy moje zachowanie jest właściwe, jak nazwać swoje uczucia, co oznacza dana emocja, co czuję w tej chwili, jak poradzić sobie z niespodziewanymi emocjami.
    Btw, dodam jeszcze, że to bardzo częste zachowanie, kiedy ludzie z różnymi zaburzeniami funkcjonowania w społeczeństwie nakładają na siebie sami różne ograniczenia, właśnie tak, jak John. Dzieje się to w przypadku ludzi, którzy słabo ogarniają świat relacji międzyludzkich, ale są na tyle inteligentni i dojrzali, że wiedzą, że jest z nimi coś nie tak i uważają, że jednak krzywdzenie kogoś to nie jest dobry pomysł.
    Trochu się interesuję psychologią ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, polecam manhwę Killing Stalking, to jest odkrycie roku XD Fascynująca rzecz, ale w Polsce to zna ją może dziesięć osób :< Autorka nie przestaje zaskakiwać, no i świetna kreska. Mam w planach recenzję C: Myślę, że ten tytuł mógłby Ci się spodobać.

      Usuń
    2. O! gdyby to były zwidy Johna, to okazałoby się to jeszcze ciekawsze :D
      Jak się możesz nie zgodzic, skoro napisałam, że jest to kwestia do rozważenia, a poza tym na samo pytanie które wyhaczyłaś nie można odpowiedziec: zgadzam się albo nie zgadzam się?! :P
      Ale ogólnie: dziękuję, że mi to wyjaśniłaś, sama małymi krokami zaznajamiam się z psychologicznymi ciekawostkami i miło dowiedzieć się kolejnej rzeczy.
      Zdziwiło mnie, że po nagminnym podkreślaniu Johna, że socjopaci nie czują + to że agent z Pana Potwora stwierdził, że socjopaci odczuwają tylko strach, bohater nagle zaczął odczuwac i analizowac swoje emocje. Nie trzymało się to kupy, dlatego wygarnęłam co mi na sercu leżało, ale jeszcze raz dzięki za wyjaśnienia :3

      Zatem będę jedenastą i ją przeczytam, jeśli tylko jest skończona, bo nie lubię czytać mang, gdzie rozdziały wychodzą co tydzień :c

      Usuń

Obserwatorzy