czwartek, 29 grudnia 2016

''Przeznaczeni'' Katarzyna Grochola

O tej książce można opowiadać na wiele sposobów. Na przykład tak: Przeznaczeni to historia pięciu osób. Pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, ale już wkrótce zbiegi okoliczności i przypadkowe na pierwszy rzut oka zdarzenia sprawią, że ich drogi nierozerwalnie się połączą.

Komentarz: „Czas najwyższy jest czasem końca i początku jednocześnie.”

Wyjaśnijmy to sobie na początku: Ja, nie czytam Grocholi. Nie jest tak, że uważam ją za jakiegoś złego autora (nie jest złą autorką), ale po prostu nigdy nie ciągnęło mnie do jej obyczajówek, a do tego grocholska marka wcale mnie nie zachęcała, żebym zmieniła swoje zdanie. Grocholi nie czytałam i nie miałam zamiaru (wciąż nie mam)…  Skoro tak, to co ty tu w ogóle opiniujesz? Życie zaskakuje! Tak jak kiedyś nie spodziewałam się przeczytania Myśliwskiego, Twardocha czy Lema, tak przez zbieg okoliczności (profesorowie kazali, więc musiałam, ale nie żałuję, bo uwielbiam) wpadli w moje łapki. W przypadku Przeznaczonych o ich wpadnięciu zadecydowała babcia, która chciała podzielić się ze mną ciekawą lekturą. Nie odmówiłam – no jak tu babci odmówić?


Miło się ogląda filmy w których są obce sobie osoby, mają własne życia, problemy, bieganiny i w pewnym momencie okazuje się, że jakoś ich losy się splatają. Przykładowo ta kobieta okazuje się matką tej rozkapryszonej dziewuchy, tamta dwójka jest małżeństwem w separacji, a ta rozkapryszona dziewucha ich adoptowanym dzieckiem. Sploty różnych perypetii w filmach prezentują się dobrze. I miałam nadzieję, że tutaj, w papierowej historii, również tak będzie. Sądziłam, że historie tych pięciu osób jakoś cały czas będą ze sobą złączone, że co ileś rozdziałów ten bohater natknie się na tę bohaterkę, tamta na tego itd. itp. Jednakże, otrzymaliśmy takie spotkania jedynie na początku i na końcu (ewentualnie zostały także wytłumaczone powiązania na zakończeniu). Nie twierdzę, że było to złe. Z jednej strony szkoda, że tak nie zrobiła, ale z drugiej ten zabieg był całkiem na miejscu. Taka klamra otwierająca i zamykająca opowieść – Grochola wiedziała, co robi i wyszło jej to dobrze. Ponadto sama budowa powieści jest interesująca, bo nie mamy rozdziałów, więc historia leci swobodnie nie otwierana, ani nie zamykana w pewnych ważniejszych chwilach. Można by rzecz, że leci swobodnie jak życie. Do tego każdy z bohaterów dostaje tyle samo miejsca do opowiedzenia, chociaż nie, poprawka, wydawało mi się, że pisarka i Gabriela z Mateuszem dostali znacznie więcej, a ten były-pijak-obecny-hazardzista i Kuba - najmniej. Lecz mimo to możemy bez kłopotów zrozumieć postępowania, przeszłość i charaktery danych bohaterów.

Wiem, że jak w książce występuje więcej niż dwóch głównych bohaterów, to jest problem, żeby się dokładnie z kimś zbratać. I z tą wiedzą bez zaskoczenia przyjęłam fakt, że w Przeznaczonych nikogo nie polubiłam, ani ogólnie nie żywiłam jakichś cieplejszych uczuć. Dla mnie byli zwykłymi papierowymi postaciami, którzy przechodzą jakieś kryzysy, mają rozchwiane uczucia, czynią dobrze bądź źle, ale jakoś specjalnie nie wzbudzało to we mnie emocji. Wiem, że o nich zapomnę – już zapomniałam imiona niektórych z nich, lecz mi to nie przeszkadza. To jest taka książka, którą przeczyta się, odłoży i już się do niej wróci - piszę to z myślą, że mimo, iż nie zaczytuję się namiętnie w obyczajówkach, mam takie o których pamiętam albo do których chciałabym wrócić w przyszłości. Jednak niestety, Grochola i jej Przeznaczeni nie należą do tej listy.

Wracając jeszcze do postaci, to zostali dobrze zarysowani, jak prawdziwi ludzie. Pisarka i jej kłopot z matką, miłością życia oraz byciem celebrytką był najciekawszym wątkiem, chociaż wkurzyło mnie to ble ble ble przy końcu, gdzie jako dorosła kobieta nie potrafiła zrozumieć, jaka była i jest głupia. Niby kreowana na mistrzynię kryminałów, a tak naprawdę nie potrafiła przewidzieć i rozważyć relacji z TYM FACETEM. Mateusz kreowany na idealnego faceta, o którym śnią kobiety, okazał się typowym new adultowym facetem z ciemną przeszłością, ale o nim także miło się czytało, tak jak o jego rozkwitającym związku z Gabrielą, która tak jak typowa bohaterka new adult przeżywała jakieś wewnętrzne rozdarcia. Ciekawie, ale sztampowo. Za to miło było dowiedzieć się paru rzeczy o pracy jako krupier w kasynie i rozbrajały mnie te optymistyczne opowieści Mateusza, który w nawet najgorszych sytuacjach doszukiwał się jasnych stron. Owszem, było to trochę nienaturalne, ale słodkie. To, co mi się nie podobało w relacji Mateusz-Gabriela to sztuczność – niby coś do siebie czują, lecz jakoś się to nie kleiło… Za to całkowitą udręką w czytaniu były losy Kuby i… Jerry’ego? Tak, chyba tak się nazywał. To było takie nudne! Sflaczałe! I tak męczące, że nie pozostało mi nic innego jak poznawanie tych momentów po łebkach.

Jedyne co mnie zastanawia – i jeśli ktoś wie, to mógłby mi to wytłumaczyć – jak pisarka mogła prawie potrącić Gabrielę, skoro… no… SPOILER: pisarka była wymyśloną postacią przez inną pisarkę, a Gabriela tak jakby rzeczywistą osobą, więc to niemożliwe, żeby ją prawie potrąciła papierowa postać, prawda? KONIEC SPOILERU. To jest moja główna zagwozdka i coś, co mnie szczerze zainteresowało. Przeznaczeni pod względem konstrukcji fabularnej są dobrze zbudowani, okładka jest przepiękna i jako obyczajówka spełnia swoje wymogi, ale pod względem frajdy z czytania to nie jest już tak dobrze. Sporo się przenudziłam, a brak więzi z bohaterami w tym nie pomagał. Oceniam ją 6/10 i polecam jedynie fanom Grocholi oraz sztampowych obyczajówek, które przeczyta się raz, a później odkłada na półkę, by już nigdy do nich nie powrócić. To nie była zła powieść, żeby zacząć przygodę z Grocholą (zobaczyłam, że ma potencjał) ale nawet moja babcia powiedziała, że ma lepsze książki, a ja po Przeznaczonych sama nie wiem, czy chcę coś jeszcze od niej czytać (gdyby ktoś nalegał albo przekonałby mnie do jakiejś jej powieści, to może… może…), lecz na tę chwilę mówię autorce: Nie, chociaż bardzo dobrze i lekko pisze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy