środa, 11 stycznia 2017

''Siła niższa'' Marta Kisiel

TOM II DOŻYWOCIE

Szanuj anioła swego, bo możesz dostać gorszego!

Światem rządzi prawo równowagi. To za jego sprawą wymiętolony pisarz oraz wiking z wyboru dzielą dom, w którym strych zamieszkują widma ze skłonnością do cielesności, w piwnicy leży ciało bez skłonności do czegokolwiek, a na piętrze urzęduje urocze Licho oraz anioł nie tyle stróż, ile strażnik więzienny. Równowaga zadbała nawet o to, by siła wyższa znalazła przeciwwagę w fatum o nikczemniejszych gabarytach, za to z przerostem ambicji.

Jako posiadaczka patentu na efekt motyla i śnieżnej kuli siła niższa dokłada wszelkich starań, by Konrad Romańczuk ponownie stał się bohaterem dramatu w nowej obsadzie. Fabułę tym razem dyktuje proza życia, a codzienność występuje jedynie w dwóch wariantach: albo kolejna fucha, albo sterczenie przy garach.

Konrad na własnej skórze przekona się, że zaburzona równowaga grozi nie tylko urwaniem głowy i postradaniem zmysłów: gdy siła niższa pokonuje wyższą, zatracić można samego siebie…

Komentarz:
Wszyscy wiedzą – a jak nie, to mówię – że uwielbiam Kiśla, ałtorkę, która jako me guru płci żeńskiej polskiej literatury zachwyca swoimi pokręconymi pomysłami i ich estetycznym wykonaniem. A jak nie jest estetycznie, tylko chaotycznie – to prezentuje się to nad wyraz cudownie, tak cudownie, że mój wewnętrzny artysta krzyczy z zachwytu. Moje pierwsze spotkanie z jej twórczością – Dożywociem (wersją pierwszą) wspominałam bardzo dobrze, a w głowie tłukło mi się jedynie: TO JEST TO! NA TO CZEKAŁAM! OBJAWIENIE! A… kiedy Dożywocie 2? Czy to Nomen Omen to kontynuacja? Jeśli tak to biorę! Nie, niestety, Nomen Omen to nie sequel… ale i tak przeczytam! Po tym narodziła się moja miłość do Kiśla i jej mózgu. Kiedy w grudniu 2015 roku byłam na spotkaniu autorskim w Katowicach przez cały czas w powietrzu czuć było jedno znaczące pytanie, które w końcu ktoś odważny zadał: KIEDY DOŻYWOCIE 2?! Odpowiedź ałtorki: pisze się. Wszyscy wiwat! Szczęście wymalowane na twarzach, jakby prorok przemówił i zwiastował zbawienie. I o to jest ta chwila. Długo wyczekiwane Dożywocie 2, czyli Siła niższa z naszym nieszczęśnikiem Konradem Romańczukiem i jego ferajną. Czy życie nie jest piękne, kiedy autor ulega wymuszeniu i presji czytelników i w końcu ofiarowuje im to, co chcieli?


I po tym długim wstępie w końcu możemy przejść do samej książki. W poprzedniej części Lichotka spłonęła, a Konrad wraz ze swoim mini aniołem stróżem, jednym utopcem, krakenem Krakersem, drzewną kobietą Puk, kotką Zmorą oraz Rudolfem Valentino z króliczym potomstwem musieli przenieść się do miasta, a dokładniej do domu w którym napotkaliśmy nowego dziwoląga, tudzież Turu, człowieka, z wyboru wikinga, który lubi rzeźbić w drewnie zezowate anioły. W Sile niższej dostajemy również zestaw nowych stworów i postaci, które sprawią głównemu bohaterowi nie lada problemy… Nie powiem, czytało się trochę inaczej niż Dożywocie, ale nie znaczy to, że gorzej. Możliwe, że było bardziej depresyjnie i gorzko, ale całą winę zrzucam na chandrę jesienną, która Konradowi nie pomogła, tylko wręcz pogorszyła jego najgorsze cechy, przez co cała atmosfera w powieści wydawała się strasznie ciężka i dusząca. Nawarstwianie się problemów dożywotników także wprawiało czytelnika w taki stan wewnętrznego rozbicia. I choć to, co napisałam może się wydać niezachęcające, to spójrzmy na to z innej strony: ta książka jest zbudowana doskonale. Tak jak w prawdziwym życiu jesienią i zimą jesteśmy wypruci z całego entuzjazmu i przeżywamy stany depresyjne, tak na wiosnę znowu się ożywiamy, pokonujemy przeszkody i przemy naprzód. Kisiel właśnie taki zabieg tutaj zastosowała: zaczęła od ciężkiego klimatu, zdesperowanego Konrada, nowych zmartwień, przeszła do jeszcze większych problemów, by w końcu na wiosnę otrząsnąć wszystkich i pobudzić do działania. Pod koniec książki jest znacznie więcej radości, atmosfera nie jest taka przytłaczająca (tylko miła, przyjemna, zabawna), a postaci w końcu w naturalny sposób zaczynają na nowo funkcjonować. Pozbywają się starych żalów, znajdują swoje nowe powołania, cele, stwierdzają, że bez Lichotki można żyć… Po prostu: cud, miód i malina w rozplanowaniu wydarzeń. Nawet jakieś morały można wynieść!

Oczywiście Kisiel nie byłaby sobą, gdyby nie wplotła zabawnych dialogów, tragiczno-śmiesznych sytuacji, czy jakiegoś czarnego polskiego poczucia humoru… Heh, pielgrzymki do Tesco… Wybór między musztardami… Odnajdywanie spokoju między półkami z papierem toaletowym… No, ja ten humor kupuję! Śmiałam się, chichotałam (c h i c h o t a ł a m, a ja nie chichotam!), klepałam się w czoło, kiedy Konrad zrobił jakąś gafę, wzdychałam nad biednym Lichem, złościłam a później smutniałam nad istotą Zadkiela, znaczy Tsadkiela, zaś dreszcze przechodziły mnie, kiedy Rudolf Valentino ze swoją watahą wkraczała do akcji. Jak widać: emocje podczas czytania są i to ogromne. Kocham pisarkę także za to, że nie zapomniała o starych postaciach i w mniejszym lub większym stopniu przypomniała nam o ich denerwującej naturze, czy słodkich cechach, za którymi tęsknimy. Krakersik <3 Wisienką na torcie są nawiązania do Zaplątanych oraz do Nomen Omen, które przyjęłam z tak wielkim szokiem, że myślałam, że się z tego nie wykaraskam.

Choć główna niesamowitość skrywa się przede wszystkim w bohaterach i ich perypetiach, to nie możemy zapomnieć o nietuzinkowym stylu pisania ałtorki, która pisze z wielkim rozmachem i jak się czyta jedno zdanie na pół strony, to nic tylko respekt przychodzi nam na myśl. To jak się bawi językiem polskim i wyciąga z niego najlepsze konfiguracje jest ambrozją dla mojej artystycznej duszy. Podziwiam Kisiel i póki tworzy przeczytam wszystko. Wszystko! Nawet nekrolog! Dlatego jeśli jeszcze nie zapoznaliście z tą zacną ałtorką, zróbcie to natychmiast, kupcie Dożywocie, bo na pewno nie pożałujecie. A po Sile niższej będziecie zadawać jedno, jedyne pytanie: Kiedy Dożywocie 3?! (Ja jeszcze zadaję pytanie: Kiedy ta książka o Mickiewiczu?!). POLECAM KAŻDEJ ŻYWEJ I NIEŻYWEJ ISTOCIE.

1 komentarz:

  1. <3 <3 <3
    Co tu więcej dodać? Mam podobne odczucia :P

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy