czwartek, 16 lutego 2017

''Lolita'' Vladimir Nabokov

Lolita - najgłośniejsza powieść Nabokova, jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku, jest opisem seksualnej obsesji czterdziestoletniego mężczyzny na punkcie dwunastoletniej dziewczynki Dolores. Powieść przetłumaczono na kilkadziesiąt języków, wydawano ją w atmosferze kontrowersji i protestów, a autora pomawiano o pornografię i pedofilię. Obecnie uznawana jest za jedno z arcydzieł...

Komentarz: „Była to miłość od pierwszego wejrzenia, od ostatniego wejrzenia, od każdego, wszelkiego wejrzenia.”

Chociaż może się to wydać dziwne i niepokojące to: lubię zaglądać ludziom w mózgi. Niby nie jak Hannibal Lecter – bo kanibalizmu u siebie nie wykryłam, ani dziwnych skłonności sadystycznych – lecz jednak trochę jak Hannibal Lecter, uznany psycholog, który lubił odczytywać ludzkie wnętrza i patologie. Ja właśnie jestem takim Hannibalem psychologicznym. Patrzę na prawdziwych ludzi, czytam o ludziach fikcyjnych i w każdym z tych przypadków z dziką fascynacją badam ich psychikę i próbuję zrozumieć, dlaczego tak a nie inaczej postępują. Ot, taki psychologiczny fetysz. Jednakże gdy na horyzoncie pojawiła się Lolita, to było zniecierpliwienie, ciekawość, a także strach. Bałam się Lolity. Bałam się interpretować zachowania pedofila. Bałam się, że to jednak będzie dla mnie zbyt wiele. Ale… ciekawość zawsze wygrywa.


Po pierwsze i najważniejsze: podziwiam Nabokova, że napisał Lolitę nie w swoim rodzimym języku, tylko w języku angielskim i nie wiem czy zasługa leży w tłumaczach polskich (załóżmy, że przełożyli co do joty kunszt i styl pisarza), bo książka napisana jest jak majstersztyk. Barwne opisy, niebanalne słownictwo, wręcz wyrafinowane, czyta się to z podziwem i zadumą, mając pewność, że za sam styl powieść zasługuje na miano arcydzieła. Jeśli chodzi o kreację świata pisarz wykazał się sporym zaangażowaniem w przedstawieniu miejsc i wydarzeń w taki sposób, by wyglądały na rzeczywiste. Widać to szczególnie przy podróżach, kiedy bohaterowie mijając kolejne miasta, opisują dokładnie to, co napotykają na własnej drodze. Dzięki temu czytelnik jest w stanie wsiąknąć w fabułę i uwierzyć, że nie jest to zwykła fikcja, ale relacja z wydarzeń, które zaistniały naprawdę. A żeby jeszcze bardziej wczuć się w ten pseudo dziennik, pseudo spowiedź, Nabokov pisał z pierwszej perspektywy jako bohater, który spisuje wszystko, co pamięta, żeby ludzie mogli zrozumieć jego postępowanie i zobaczyć jak potoczyły się sprawy z Lolitą. Jeśli są czytelnicy co bardziej wrażliwi, bądź tacy, co potrafią wejść w książkę całym sobą, to będą w stanie uwierzyć, że niniejsza wydarzenia były prawdziwe. Ja mogłabym uwierzyć, gdyby pisarz na końcu przyznał, że oparł się na rzeczywistej relacji. A zresztą, sam fakt, że dałabym wiarę w spisaną spowiedź pedofila jest przerażającą wizją. W końcu takie coś mogło się zdarzyć, może dziać się nawet teraz (słyszymy przecież w telewizji o molestowaniu nieletnich) i ta świadomość paraliżuje.

„On złamał mi serce. Ty złamałeś mi tylko życie.

Początek nie był, aż tak bulwersujący, ponieważ nasz główny bohater opisywał swoje dzieciństwo i co poniekąd sprawiło, że utknął rozwojowo w miłości oraz pożądaniu dziecięcego ciała. Niepokojąco zaczęło się robić, gdy poznał Dolores i jej matkę – zaczęłam wówczas wybałuszać oczy w obawie, że stanie się zaraz coś, czego nie wymażę z mojej pamięci, ale jakoś ta chora, można rzec niewinna, sielanka między bohaterem-matką-Dolores przebiegała spokojnie. Aż wydarzyło się coś ni z dupy, czego nienawidzę w książkach – chodzi konkretnie o wydarzenia, które mają popchać fabułę naprzód i kiedy pisarze nie wiedzą, co zrobić, zdają się zazwyczaj na nieszczęsne zbiegi okoliczności. I w tym przypadku nieszczęsny zbieg okoliczności sprawił, że moja ocena Lolity obniżyła się. Czemu Nabokov to zrobił? Czy nie lepiej było pobawić się bardziej psychiką bohatera i doprowadzić go do skrajności? A gdzie tam! Niech będzie ten absurdalny zbieg okoliczności, a fabuła niech pędzi dalej, niech w końcu stanie się to, co zakazane! Lolita dzieli się na dwie części. I przyznaję, że pierwszą czyta się bardzo dobrze, mamy dokładny wgląd w psychikę naszego początkującego pedofila, jakąś średnio dynamiczną akcję, wątpliwości, które przyspieszają puls czytelnika, bo nie wiemy jak bohater postąpi, czy – kiedy – przekroczy granicę i zrobi coś, co przerwie sielankę. W pierwszej części jest dużo emocji, intrygująco, psychologicznie – dobra pożywka dla psychologów, a później następuje zbieg okoliczności i po kilku stronach zaczyna się druga część, która jest słaba. Po prostu: słaba. Wiem, że wielu krytykom nie podobała się druga część i ja się nie dziwię. Strasznie się przemęczyłam przez te wszystkie szczegółowe, barwne opisy miejsc, które pozwoliły jedynie na wczucie się w realność historii i popodziwianie kunsztu pisarskiego Nabokova, ale całkowicie wyzbyły się tego napięcia i emocji, które były we wcześniejszej części. Po prostu smycz została zerwana i hulaj dusza, piekła nie ma. Dosłownie. Bohater wpadł w swoją pedofilską sielankowość używając sobie do cna. Dzięki Bogu nie było soczystych opisów. Dzięki Bogu, nie chodziło jedynie o pożądanie, lecz o miłość. Tak, Humbert za każdym razem manifestuje swoją miłość do Lolity i chyba dzięki przedstawieniu rozwoju tej relacji nie porzuciłam powieści. Ciekawie było obserwować ten dziwny związek między Lo a Humbertem i to jak ona coraz bardziej się zmienia, staje się w pewien sposób spaczona. I choć zabrakło mi wglądu w jej psychikę (z chęcią dowiedziałabym się jak ona to wszystko odbierała) to jednak szanuję Nabokova za pokazanie całej historii ze strony oprawcy. Oprawcy, który robił to wszystko z miłości. Dodam jeszcze, że zakończenie również nie zachwyciło. Może się nie znam, może powinnam uznać to za prześmiewcze i parodiowe, może jest to najlepiej napisana scena w tej książce, ale dla mnie scena końcowa z tą bronią i ofiarą była żałosna. Ż a ł o s n a. Nie podobała mi się, nie śmieszyła, lecz przemęczyła swoją długością.

Co mogę jeszcze nabazgrolić? Lolita owszem, jest arcydziełem. Owszem, niesamowite czytadło psychologiczne. Owszem, chore, ale piękne. Dla mnie pozostaje tylko podziw dla autora za tak pięknie napisaną książkę, za realistyczne wejrzenie w psychikę pedofila i okazanie nowej formy miłości, ale także pozostaje potępienie za sknocenie drugiej części i za ten nieszczęsny zbieg okoliczności, który wywołał uśmiech, ale też szczerą nienawiść. Jest to inteligentna powieść, błyskotliwa, wyrafinowana i po namyśle, z jednej strony cieszę się, że mogłam poznać Nabokova, a z drugiej stwierdzam, że Lolitę mogłam sobie odpuścić. Jeżeli chcecie przeczytać Lolitę tylko ze względu na to, że to klasyk, a lubicie klasyki, to polecam, jednak jeżeli macie słabą psychikę, jesteście zbyt wrażliwi bądź nie wiecie jeszcze czy chcecie ją przeczytać – nie polecam, nie czytajcie.

„Lolito, światłości mojego życia, ogniu moich lędźwi. Grzechu mój, moja duszo. Lo-li-to: koniuszek języka robi trzy kroki po podniebieniu, przy trzecim stuka w zęby. Lo. Li. To. Na imię miała Lo, po prostu Lo, z samego rana, i metr czterdzieści siedem w jednej skarpetce. W spodniach była Lolą. W szkole – Dolly. W rubrykach – Dolores. Lecz w moich ramionach zawsze była Lolitą.”

2 komentarze:

  1. Ja Lolitę postrzegam jako świetne studium psychologiczne i opowieść o miłości, o jakiej nie chce się mówić, gdyż jest chora i odrażająca, a jednocześnie tak doskonale przedstawiona wspaniałym piórem autora. Byłam lekturą zachwycona, ale czy zechcę do niej wrócić? Nie sądzę. Jeden raz wystarczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobne odczucia i podobne podsumowanie: też raczej nie wrócę :3

      Usuń

Obserwatorzy