czwartek, 16 marca 2017

''Oddam ci słońce'' Jandy Nelson

JUDE
Czasem nawet najpiękniejszy świat, w którym wschody słońca trwają cały czas, nie może wynagrodzić doznanych krzywd.
Pełna energii buntowniczka zabiegająca o uwagę matki. Samotna i skrycie romantyczna. Podjęła wiele złych decyzji, których skutki musi ponieść.
Kiedyś brat bliźniak był jej najlepszym przyjacielem...

NOAH
Czasem pragniesz czegoś tak bardzo, że jesteś gotów oddać za to cały świat. Nawet słońce.
Noah jest nieśmiały i delikatny. Skonfliktowany z ojcem, silnie związany z matką. Zakochany w sztuce. Marzy o tym, żeby zostać artystą. Jednak staje się kimś, kim nigdy nie chciał być.
Kiedyś on i Jude, jego siostra bliźniaczka, byli nierozłączni…
Komentarz: „Bądź sobą. Wszyscy inni są już zajęci.”

Wśród setek książek czekających na Twoją uwagę, znajdą się zawsze takie, jak gdyby zostały napisane specjalnie dla Ciebie. To one najbardziej Cię porywają, one sprawiają, że nie potrafisz o nich zapomnieć, wzbudzają pełno emocji i nie można ścierpieć pożegnania. Zdarzają się takie perełki. Bratnie książkowe dusze. Powieści, które się kocha czymś więcej niż sercem. Myślę, że Oddam ci słońce Jandy Nelson jest dla mnie właśnie taką książką.


Historia pokazuje wydarzenia z perspektywy trzynastoletniego Noaha i szesnastoletniej Jude. Bliźniaków, uzdolnionych artystycznie, zabiegających o uwagę matki, walczących ze sobą o byty we wszechświecie i kochających się mimo wszelkich niesnasek. W wieku trzynastu lat w ich życiu coś się przydarza, by trzy lata później wciąż odczuwali tego konsekwencje… Jak można przypuszczać: jakaś tragedia, ale nie, aż tak tragiczna i dramatyczna, by wycisnąć ze mnie łzy, choć przez to, że wpływa tak destrukcyjnie na wielu bohaterów, to empatycznym czytelnikom natychmiast zapala się lampka: współczucie i smutek. Sama odczuwałam ogromny żal dla każdej postaci i aż do końca życzyłam im jak najlepiej. Ciężko coś tutaj napisać o fabule, ponieważ historia ma charakter obyczajówki, w której dzieje się wiele nieznacząco-znaczących rzeczy, o których można by się rozpisać w szczegółach i podpunktach, ale po co? Zostańmy przy tym, że jest obyczaj, że dużo się dzieje, ale zdarzenia nie są jakoś nadzwyczaj szybko pchane do przodu. Ważniejsi są tutaj bohaterowie, ich odczucia oraz przemyślenia. To oni tworzą piękno, niszczą schematy, pokazują że człowiek skrywa niedoskonałości, postępuje źle, ale i tak ma prawo do szczęścia i miłości.

,,- A może każdy składa się z wielu różnych osób. Może cały czas gromadzimy te różne ja. 
- Każde nowe ja staje na ramionach poprzedniego, aż jesteśmy taką chwiejną ludzką wieżą? 
- Tak, właśnie tak! Wszyscy jesteśmy chwiejnymi wieżami.”

Trzynastoletni Noah ma predyspozycje na wielkiego artystę, ale skrywa też wiele słabości. Nie ma zbyt dobrych kontaktów z ojcem, bezmózgi znęcają się nad nim za samo istnienie, nie ma przyjaciół, a na dodatek, gdy pojawia się na wakacje przystojny sąsiad, odkrywa w sobie predyspozycje homoseksualne. Noah nie ma prostego życia, ale dzięki pierwszemu przyjacielowi, pierwszej miłości, jest w stanie uwierzyć, że wszystko się ułoży. Nie układa przez pewne zdarzenie. Gdy poznawałam opowieść oczami Noah byłam zachwycona. Opisywał wszystko bardzo plastycznie, kolorystycznie, dzięki czemu byłam w stanie uwierzyć, że oto rodzi się nowy da Vinci. Tym bardziej, że co chwilę wtrącał swoje wizje rysunków czy obrazów oraz ich tytuły. Istota Niewidzialnego muzeum – niesamowita. Noah podobnie jak jego siostra bliźniaczka charakteryzował się błyskotliwymi uwagami, a także ciętymi ripostami, tylko że w jego przypadku, zazwyczaj nie wypowiadał ich na głos. Myślę, że podejście autorki do tematu sztuki nie zostało potraktowane po macoszemu, tak samo do homoseksualizmu, o którym nie łatwo jest pisać w naturalny sposób. Jandy Nelson to się udało. Przedstawiła typowe obawy, zaniepokojenia i konsekwencje z przyznania się do swojej orientacji seksualnej. Niby schematycznie, niby nic odkrywczego, ale rzetelnie i naturalnie, przez co byłam w stanie zrozumieć problemy Noaha i kibicować mu w zaznaniu szczęścia.

„- Kocham Cię - mówię do niego, ale wychodzi mi: - Cześć. 
- Ja też, strasznie - odpowiada, tylko brzmi to jak: - O, cześć, stary.”

Trzynastoletnia Jude była duszą towarzystwa, zachowywała się jak typowa nastolatka, była oczkiem w głowie ojca i wszystko szło po jej myśli. Teraz szesnastoletnia Jude ubiera się w dresy, chodzi z kapturem na głowie, nie rozmawia z nikim i dusi w sobie płacz. Jest chodzącą rozpaczą. Nie potrafi przeboleć zdarzenia sprzed trzech lat i ruszyć dalej. Coś się zmienia, gdy spotyka na swojej drodze niebezpiecznego anglika oraz artystę rzeźbiącego w kamieniu, który również nie potrafi pogodzić się ze swoją tragedią. Tak jak Noah miał swoje obrazy, tak Jude ma biblię babci, w której jest pełno mądrości, oraz posiada zdolność do widzenia zmarłych. Podobno. Polubiłam ją chociażby z tego względu, że zachowywała się często jak wariatka, a jej odzywki zasługiwały na szczególne uhonorowanie. Oj, tak, Jude była mocna w gębie i pomimo bycia chodzącą rozpaczą, zachowywała się jak na silną heroinę przystało. W jej części przypadło mi do gustu przede wszystkim próba naprawy tego, co zostało zniszczone trzy lata temu oraz udowadnianie, że na świecie nie istnieją przypadki i że ludzkie losy są w jakiś sposób połączone. Cudowna wizja, którą autorka mnie kupiła.

Gdyby ktoś mnie zapytał, kogo polubiłam bardziej – Noah czy Jude? – to nie byłabym w stanie odpowiedzieć, nawet teraz po prawie po miesięcznym przeczytaniu. Oboje mieli swoje wady, czasami zachowywali się wobec siebie bez serca i popełniali wiele głupot, jednakże nie zabrakło także zalet i tego, że w końcu dążyli do odkupienia swoich win. Dzięki swoim rysom obydwoje wydali mi się bardzo żywi, wręcz realistyczni, i podczas czytania myślałam cały czas o tym, że takich książkowych bohaterów jeszcze nigdy nie spotkałam. Noah i Jude chwycili mnie za serce i tak mocno ścisnęli, że pragnę poznać ich dalsze losy. Pragnę czytać o ich zwykłych życiach do samego końca, nawet jeśli nic by się nie działo, chcę czytać, bo ich tok rozumowania jest cudowny i emocjonujący. Wielokrotnie mnie rozśmieszyli, rozzłościli, zasmucili, lecz także zmusili do namysłu i pobudzenia wyobraźni.

„- Oddałam za ciebie właściwie cały świat - mówię, wchodząc przez drzwi frontowe do własnej historii miłosnej. - Słońce, gwiazdy, ocean, drzewa, wszystko za ciebie oddałam.”

Co do innych postaci i samej kwestii wątku romantycznego, to po pierwsze: niezaprzeczalnie jestem zakochana w tym nieogarniętym, krzywym angliku, jeżdżącym na motorze i nie mających problemów z pozowaniem nago. Po drugie, szacunek dla Guillermo, rzeźbiarza, który mimo, że był postacią poboczną poruszył mnie jak mało który główny bohater i samą swoją postawą wzbudzał uznanie. Ogólnie każdy bohater tej historii wyróżnia się czymś charyzmatycznym i oryginalnym, dlatego też poznawanie ich było czystą przyjemnością. Jandy Nelson spisała się przy tworzeniu postaci, tak jak podołała perfekcyjnie pod wieloma innymi względami fabularnymi. Po trzecie, kwestia nie tyle wątku romantycznego, co samych odcieni miłości. W Oddam ci słońce mamy różne spojrzenia na uczucie jakim jest miłość. Miłość rodziców do dzieci, która wywołuje między Noah i Jude wiele konfliktów, miłość bliźniaków – specyficzna, ale nigdy nieprzerwana, miłość chłopca do chłopca – destrukcyjna, zabarwiona obawami i trudnościami; miłość zakazana oraz miłość przeznaczona. Cudowne stadium miłości, które czyta się z rozkoszą jak i z żalem.

Oddam ci słońce jest swoistym arcydziełem, złotą kroplą w oceanie, tą jedną książką wśród setek innych. Kocham, podziwiam, uwielbiam, potrzebuję do niej wrócić. Wspaniała, jedyna w swoim rodzaju, konieczna do poznania. Niezastąpiona, cudowna. Póki co moja ulubiona książka 2017 roku. Polecam każdemu. Trzeba ją przeczytać. Koniecznie!

„Poza pojęciami dobra i zła jest łąka. Tam się spotkamy.”

7 komentarzy:

  1. Po takiej recenzji tylko sięgnąć po książkę.Zaciekawił mnie ten pozujący nago i jeżdżący motorem :) Lubię oryginalnych bohaterów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jego się nie da nie kochać <3 Przeczytaj!!!

      Usuń
  2. Słyszałam już tyle pozytywnych opnii i mimo to, że i ty polecasz tą pozycję ja kompletnie nie mam na nią ochoty :/ Wolę moję ukochaną fantastykę...
    Pozdrawam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Do tej pory nie zwracałam za bardzo uwagi na tę książkę, ale teraz zaczynam jej być bardzo ciekawa. Koniecznie będę się musiała za nią rozejrzeć! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, jakby dokładała do twojej listy must read coraz więcej lektur :D

      Usuń
  4. Uwielbiam tę książkę. Bohaterowie to cud, mód, maliny i orzeszki. Oscar też skradł moje serce :D Perfekcyjnie napisana powieść!
    Pozdrawiam :)
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jandy Nelson skradła moje serce, tak jak Oscar <3

      Usuń

Obserwatorzy