poniedziałek, 1 maja 2017

''Tu i teraz'' Ann Brashares

Jest 2014 rok. Cztery lata temu szesnastoletnia dziś Prenna James wyemigrowała do Nowego Jorku, w którym nadal czuje się obco. Problem polega na tym, że dziewczyna nie przybyła z innego kraju – przybyła z przyszłości, w której ludzkość została zdziesiątkowana z powodu roznoszonej przez komary zarazy, a świat, który znamy, legł w gruzach. Ucieczka w przeszłość była jedyną szansą ocalenia dla tych, którzy przeżyli. Wszyscy muszą absolutnie podporządkować się dobru społeczności i ściśle przestrzegać reguł. Nawiązywanie bliskich relacji z „tubylcami” jest zakazane. Tylko co zrobić, kiedy na horyzoncie pojawia się przystojny chłopak, Ethan Jarves?

Dzieli ich kilkadziesiąt lat, łączy uczucie. We dwoje są zdolni odmienić bieg historii. Ale czy będą w stanie to zrobić?

Komentarz: „Ludzie tutaj zachowują się, jakby wspaniałe rzeczy zostały już utracone, ale się mylą. Wciąż mają jeszcze tak wiele do stracenia.”

Temat podróży w czasie nigdy mi się nie nudzi, dlatego czytanie rozmaitych teorii związanych z tym fenomenem, poznawanie wizji, co się może wydarzyć za naście lat i tworzenie do tego niesamowitych fikcyjnych wydarzeń, jest jedną z tych rzeczy, które uwielbiam. Podziwiam trylogię czasu Kerstin Gier, Pierwsze piętnaście żywotów Harry’ego Augusta, Nieskończoność H. J. Rahlens i inne książkowe, czy też filmowe dzieła skupiające się na podróżach w czasie. Przyznaję zdarzają się też niewypały albo przeciętniaki pod względem fabularnym i… Tu i teraz jest właśnie takim średniakiem.


Założenia teoretyczne dotyczące przyszłości były nawet interesujące. Koniec XXI wieku, ludzie mają rozwiniętą technologię, ale z medycyną idzie dość cienko, dlatego jesteśmy dziesiątkowani przez chorobę, którą roznoszą komary, które z kolei rozmnożyły się w ogromnej ilości przez zmianę klimatu, które powstało z kolei przez globalne ocieplenie spowodowane arogancją homo sapiens. I mamy logiczny przyczyno-skutkowy ciąg, w który da się uwierzyć. Teraz czas na moje małe zażalenia: po pierwsze główna bohaterka należy do grupy pierwszych podróżników, cofających się do 2010 roku i mamy pokazane w pierwszym rozdziale jak wygląda pojawienie się osoby z przyszłości, ale do końca nie wiemy, dzięki czemu udało im się dostać kilkadziesiąt lat do tyłu. Jak wyglądała maszyna? Jak funkcjonowała? Kto ją stworzył? Dlaczego akurat tych ludzi wybrano do podróży? To tylko kilka z wielu pytań, które narosły podczas czytania całej lektury. Po drugie zaburzono tutaj logikę innych wymiarów. Autorka trochę się zaplątała… poplątała różne alternatywne światy i przedstawiła to na odwal się. Żadnych rozważań, żadnych zaskoczeń bohaterów, żadnego zwrócenia uwagi, że może istnieć coś takiego jak inny wymiar. A przecież to był temat BARDZO ciekawy! A ona potraktowała go po macoszemu i chyba nawet nie wiedziała jak go logicznie ukazać. Po trzecie, gryzły mi się wydarzenia przyczynowo skutkowe związane z głównymi bohaterami. Ciężko to wytłumaczyć, nie spoilerując, ale chodzi głównie o zapętlenia. Powinny się pojawić, ale albo autorka nie wiedziała o ich istnieniu albo nie chciała jeszcze bardziej komplikować fabuły (a trzeba wyznać, że i tak pokomplikowała wiele spraw, przez co ja się trochę gubiłam, a to wszystko dzięki brakowi logiki). Bądźmy ze sobą szczerzy: autorce prawdopodobnie chodziło głównie o wątek miłosny i kryminalny. Jest to zwykła młodzieżówka i pod względem teoretycznym podróży w czasie żadnego starszego czytelnika nie zadowoli.

„Prawda jest silna. W przeciwieństwie do kłamstwa z czasem staje się coraz silniejsza i ma moc łączenia rozmaitych uczuć i idei w taki sposób, w jaki kłamstwo nigdy nie potrafi.”

Gdy odsuwam niechętnie na bok całą tę otoczkę teoretyczno-naukową i myślę o perypetiach bohaterów to wychodzi jasny wniosek: nudno. Książka jest cienka, dlatego nie mamy za bardzo rozwiniętych wątków, a to oznacza, że wszystkiego jest dużo i potraktowano to okropnie ogólnikowo. Chemia między bohaterami? Nie odczuwałam. Napięcie związane z głównym problemem? Było jakieś napięcie? Groza z przebiegu wydarzeń? Wszystko działo się tak szybko, że nic nie czułam. Owszem podejście do wątku romantycznego było inne niż zazwyczaj, bo tutaj nie pojawiły się żadne podchody, dylematy czy go kocha czy nie, ani żadne zmartwienia czy on kocha ją. Nie. Wiemy, że oboje się kochają i oboje próbują rozwiązać problem. O! Plusem jest koniec powieści i chyba po raz pierwszy oficjalnie akceptuję otwarte zakończenie – chyba dopiero w tym momencie poczułam więź między bohaterami. Co do wątku kryminalnego – jest dobrze zbudowany, czytelnik za bardzo nie wie o co chodzi, przez co jest ciekawy dalszych wyjaśnień, akcja jest wartka i jakoś to zlatuje. Jest zaskoczenie, ale przez niedokładne wyjaśnienia pisarki pozostaje w rezultacie rozczarowanie.

Tu i teraz jest kolejną książką z niewykorzystanym w pełni potencjałem. Żałuję, że Ann Brashares nie rozwinęła tego pomysłu bardziej, ale z drugiej strony możliwe, że gdyby wpakowała więcej opisów, więcej przeciągania wydarzeń, więcej zagmatwań, to wyszłoby o wiele gorzej. Może jednak dobrze, że całość jest taka skrótowa. Taka powierzchowna. W końcu to młodzieżówka, co z tego, że są niedociągnięcia, czyta się dobrze, historia jest intrygująca, bohaterowie się kochają… No, ale zostaje nuda i bez emocjonalność. Jak mówiłam na początku: Tu i teraz jest przeciętniakiem. Ładnie opakowanym przeciętniakiem.

„Przepaść między tym, co mówimy, a tym, co czujemy, jest tak wielka i ciemna, że czasem myślę, iż wpadnę w nią i będę już wiecznie spadała.”

4 komentarze:

  1. Widziałam tę książkę na wyprzedaży, przejrzałam, stwierdziłam, że to nie to i odłożyłam. Jednak dobrze zrobiłam! Miałam nadzieję, że to może pierwszy tom, ale sprawdziłam i okazało się, że to zamknięta historia. Skoro motyw podróży w czasie został popsuty, to bardzo dobrze, że nie wydałam cennych pinionców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piniążki trzeba szanować i poświęcać na ciekawsze oraz lepsze produkty :3 Dobrze, że nie kupiłaś.

      Usuń
  2. Ciekawa, dobrze napisana recenzja. Dzięki Tobie wiem ze nie sięgnę po ten tytuł. Dziękuje za ostrzeżenie. Książka miesiąca "Achaja" dla mnie jednak z najlepszych książek jakie czytałam wiec myśle ze czytelniczo możemy sie zgadzać ;) blog dodaje do obserwowanych
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, dziękuję :D Nie ma sprawy - lubię polecać i odstraszać od danych powieści.
      Achaja I i II tom były ciekawe i niesamowicie wciągające, ale przy III tomie wszystko zaczęło być takie nudne, mdłe i nie chciało mi się czytać. :< Podobne odczucia mam teraz do Pomnika cesarzowej Achai - Ziemiański mnie zawodzi. Ale tak, pierwsze dwa tomy - super.

      Usuń

Obserwatorzy