środa, 14 czerwca 2017

''Legion'' Brandon Sanderson

Stephen Leeds jest całkowicie zdrowy na umyśle. To jego halucynacje są szalone.

Stephen jest geniuszem o niezrównanych zdolnościach, który w ciągu zaledwie kilku godzin może opanować dowolną umiejętność, zawód lub dziedzinę sztuki. Niestety, by pomieścić całą tę wiedzę, jego umysł tworzy wyobrażonych ludzi – Stephen nazywa ich aspektami – by zachować i uzewnętrzniać wszystkie informacje. Dokądkolwiek Stephen się udaje, towarzyszy mu drużyna wyobrażonych ekspertów, która udziela rad, interpretuje i objaśnia. Wykorzystuje ich do rozwiązywania problemów... nie za darmo.

Ale jego umysł robi się nieco zatłoczony, a aspekty mają tendencję do życia własnym życiem. Kiedy pewna firma wynajmuje go do odzyskania skradzionego sprzętu – aparatu, który może rzekomo robić zdjęcia przeszłości – Stephen pakuje się w przygodę, która zmusi go do udania się na drugi koniec świata i walki z terrorystami. To, co odkryje, może podważyć fundamenty trzech najważniejszych światowych religii – i, być może, dać mu niezwykle ważną wskazówkę co do prawdziwej natury jego aspektów.

Komentarz:

Kto w dzisiejszych czasach nie słyszał o Brandonie Sandersonie? Człowieku, którego książki zawładają fantastyką i wybijają się na czołowych miejscach przeróżnych rankingów? Kto nie widział potężnego tomiszcza Drogi królów, kto nie dostrzegł w księgarniach pięknych okładek serii Z mgły zrodzonego? Jak widać Sanderson jest póki co na szczycie, a ja jako żółtodziób jego twórczości postanowiłam nie rzucać się od razu na ciężką fantastykę z wieloma tomami, tylko rozsądnie wybrałam sobie cieniutki, pojedynczy tomik z dwoma opowiadaniami. Bez dwóch zdań: bardzo dobre posunięcie.


Legion, czyli historia o normalnym facecie z chorymi psychicznie wyobrażonymi osobami, które pomagają mu w rozwiązywaniu bardzo dziwnych spraw. Pomysł na postać spodobał mi się na tyle mocno, że jako fanka wszelkich wariactw i psychiczności, musiałam nieuchronnie zakochać się w tej cudownej historii. I choć nie jestem zwolenniczką opowiadań, które wydają mi się po prostu za krótkie i nie oddają całego potencjału pomysłów, to w tym przypadku… niestety moje zdanie nadal jest takie samo. Legion jest zbyt krótki, wydaje się jedynie wprowadzeniem, przystawką do ciekawszej, zawilszej fabuły, którą mam nadzieję autor w niedalekiej przyszłości napisze, bo jakby na to nie patrzeć: to ma ogromny potencjał! Sanderson buduje świat kręcący się póki co, jedynie wokół Stephena, detektywa do spraw dziwacznych, którego pierwszym zadaniem (z perspektywy czytelnika) jest znalezienie aparatu, który wykonuje zdjęcia przeszłości. Do pomocy wykorzystuje aspekty, wymyślone osoby, które specjalizują się w różnych dziedzinach, przykładowo mamy panią psycholog, żołnierza sił specjalnych, starszego pana, który ma sporą wiedzę historyczną, a także inne osoby-aspekty, które mogą pomóc przy sprawach. Pierwsza opowieść w nieprzytłaczający sposób prezentuje nam świat Stephena, charaktery aspektów oraz skupia się na samym zadaniu, wybitnie interesującym. Jak to w opowiadaniu bywa nie jest to jakoś głęboko rozpatrywane – nie dowiadujemy się prawie nic o przeszłości głównego bohatera, ani pochodzeniu jego zdolności-wariactwa, wszystko w głównej mierze skupia się na błyskawicznym poszukiwaniu złodzieja aparatu. Przeprowadzenie śledztwa, dorzucanie różnych komplikacji oraz problemów, zostały przedstawione płynnie, sensownie, a także dość emocjonalnie. Czytałam i nie mogłam się oderwać, a zasługa leży głównie w stylu pisania autora – lekki, choć przepełniony często mądrościami i naukowymi szczegółami, a także teoriami spiskowymi na przeróżne tematy. Bardzo miło było poznać przykładowo teorię związaną ze światami równoległymi – Sanderson jak najbardziej mnie przekonał.

Historia jest opowiadana z perspektywy Stephena, już dawno nie miałam okazji, żeby przeczytać cokolwiek w narracji pierwszoosobowej i zapomniałam, jakie to wywołuje wrażenia. W tym przypadku dosyć pozytywne, Stephen ma rozum racjonalisty i przedstawia wszystko logicznie i prosto, jego sposób opisywania sprawia, że czytelnik w niczym się nie gubi a cała opowieść płynie jednym rytmem. Szkoda tylko, że wydawał mi się bezemocjonalny, taka jałowa postać, która za bardzo nie odczuwa emocji, tylko czasem zostanie zaskoczona, ale może ma to swoje przyczyny w jego dziwactwie i aspektach. Co do samych wymyślonych, to wydawali mi się bardziej bliżsi niż Stephen i do moich ulubieńców zaliczyła się oczywiście główna trójca, na czele z J.C., żołnierzem, który wprowadzał wątki humorystyczne, a jak wiadomo, takie postaci są zazwyczaj najlepsze. Jeśli chodzi o drugą sprawę i drugie opowiadanie: Legion: Pod skórą, to było bardziej rozbudowane niż pierwsze i zawierało w sobie więcej wszystkiego, co możliwe. Poziomem nie odstępowało od poprzednika, ale w pewnym momencie stwierdziłam, że jest nawet lepsze i ciekawsze. Ciężko opisać czym się zajmował tutaj bohater, ale można rzec, że znowu zostaje coś ukradzione m.in. zwłoki, które zawierają w sobie coś bardzo niebezpiecznego. I tutaj składam znowu ukłon dla autora, bo jego wyobraźnia i snucie teorii powaliło mnie na łopatki. Świetnie połączył kryminał z powieścią sensacyjną, dzięki czemu rozwiązanie zagadki było zaskakujące i niespodziewane.

Legion – te dwa krótkie opowiadanka, przekonały mnie do tego, że Sanderson jest pisarzem umiejętnym, błyskotliwym i panującym nad swoim piórem. Stworzył coś nadającego się na bestseller, i nie mogę się doczekać, żeby przeczytać kolejne jego powieści, tym razem bardziej rozbudowane. Jeśli ktoś nie czytał jeszcze Sanderson a nie wie od czego zacząć to polecam Legion. Zaś ci, którzy dobrze znają jego twórczość, wiedzą, że powinni jak najszybciej się za to zabrać. Polecam osobom lubiącym niebanalną literaturę!

2 komentarze:

  1. Zgłasza m sie - ja nie słyszałam o tym autorze! Po Twojej recenzji czuję, że najwyższy czas to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie gdybyś zobaczyła okładki innych jego książek to skojarzyłabyś :D

      Usuń

Obserwatorzy