sobota, 13 stycznia 2018

"Krew elfów" Andrzej Sapkowski

TOM III WIEDŹMIN

"Tako rzecze Ithlinne, elfia wieszczka i uzdrowicielka:
Drżyjcie, albowiem nadchodzi Niszczyciel Narodów.
Stratują waszą ziemię i sznurem ją podzielą.
Miasta wasze zostaną zburzone i pozbawione mieszkańców.
Nietoperz i kruk w domach waszych zamieszkają,
drzewo straci liść, zgnije owoc i zgorzknieje ziarno.
Zaprawdę powiadam wam, oto nadchodzi czas miecza i topora,
wiek wilczej zamieci.
Miasto płonie, wąskie uliczki zieją ogniem i żarem.
Narasta wrzask, odgłosy zajadłej walki, murem wstrząsają głuche uderzenia taranu.
Krzyk, strach.
Obezwładniający, paraliżujący, duszący strach".

Komentarz: „Nieszczęście postąpiło zgodnie z odwiecznym zwyczajem nieszczęść i jastrzębi - wisiało nad nimi czas jakiś, ale wyczekało z atakiem do sposobnego momentu.”

Trzeci tom Wiedźmina a zarówno pierwszy tom serii, która nie pokazuje już luźnych opowiadań z życia Geralta z Rivii, ale skupia się na ciągu fabularnym, gdzie główną rolę zaczyna odgrywać podopieczna wiedźmina – Ciri. Tak jak przy opowiadaniach popadałam w zachwyt i szacunek dla autora, tak tutaj, mój stosunek do Krwi elfów i początku czegoś większego można uznać za burzę emocji.


Mimo że w tym tomie nie dzieje się zbyt wiele, ot zwykłe wychowywanie Ciri, napięta atmosfera między królestwami oraz czające się niedaleko niebezpieczeństwo, to i tak czytało się dobrze. Miło było przyjrzeć się Kaer Morhen, w którym urzędują wiedźmini, zobaczyć choć cząstkę tego jak się wychowywał Geralt i jaki trening musiał przejść jako dziecko. Wspaniałe okazało się także poznanie w końcu Triss Merigold, kolejnej pyskatej czarodziejki, która wdziękiem dorównuje Yennefer. Przyznaję, że w grze była przyjemniejsza, ale w książce nareszcie mogłam przyjrzeć się, co też dokładnie w jej duszy gra. Nie zabrakło też fragmentów z Jaskrem, który powinien dostać złoty medal za zdolność do pakowania się w kłopoty. A prócz tego pojawił się jeszcze wątek z samą Yennefer, która - o dziwo – wydała się już nie taka oschła i zimna. Mogłabym nawet rzec: pokazała się z bardziej przyjaznej strony i możliwe, że w tym momencie muszę przyznać, że ma w sobie pewien urok, który także do mnie przemówił. (A tak bardzo jej nienawidziłam w dwóch pierwszych tomach). Jednakże jak widać, stosunek do danej postaci może się zmienić w zależności od sytuacji, w której zostanie pokazana. Combo Yen i Ciri jest jak najbardziej przeze mnie akceptowane.
„- Co jest pomiędzy tobą a Geraltem, pani Yennefer?  
- Tęsknota - odpowiedziała poważnie. - Żal. Nadzieja. I lęk.”

Z reguły nie przepadam za dziećmi zarówno w prawdziwym życiu jak i w tworach literackich. Ale Ciri już od samego początku, czyli Ostatniego życzenia, kupiła mnie swoim ciętym charakterem. Zadziorna, pyskata i jak czasem walnie jakiś tekst to albo wpadam w śmiech, albo w uznanie za jej spostrzegawczość. Najlepsza żeńska bohaterka tej serii i już nie mogę się doczekać jak się rozwinie. Ci, co czytali moje recenzje Ostatniego życzenia oraz Miecza przeznaczenia, zapewne zauważyli moją miłość do Geralta - co by nie zrobił ja i tak go podziwiam oraz zawsze będę stawiać na piedestałach. Dlatego też miałam spory niedosyt po Krwi elfów, bo mój ulubiony wiedźmak pokazywał się dosyć sporadycznie. Mało mówił, mało działał – owszem, dostał swoje pięć minut na statku, lecz to i tak mało! – i tak jakoś odniosłam wrażenie, że został zepchnięty na drugoplanowość. Jak będzie w następnej części? Oby lepiej i więcej Geralta!

Jak pisałam wcześniej – zbyt wiele się nie dzieje i niniejszą część można uznać za przedsionek do większej akcji, która bez wątpienia się szykuje. Ale z drugiej strony mamy przedstawione również sporo mniejszych, mniej znaczących wydarzeń, które zostały bardzo ciekawie ukazane, chociażby taka sprawa ze Scoiatael albo konszachty władców albo sprawa z luką we wspomnieniach Ciri. Nie dało się nie emocjonować i nie przypatrywać z zainteresowaniem. Styl Sapkowskiego wciąż na wysokim poziomie i klimat tak samo zniewalający jak przy poprzednich tomach. Polecam Krew elfów jako kontynuację, a także jako książkę, której poprzednich części nie trzeba znać, bo rozpoczyna zupełnie nową historię z uniwersum wiedźmina. Polecam, bo jest się nad czym zachwycać.

„Błędy też się dla mnie liczą. Nie wykreślam ich ani z życia, ani z pamięci. I nigdy nie winię za nie innych.”

2 komentarze:

  1. Po raz pierwszy czytałam ją chyba w późnej podstawówce na konkurs z polskiego. Potem już na studiach, ale nadal nie umiem do końca się nią zachwycić. Świat jest ciekawy, ale jednak mnie nie porwał. :)


    Zapraszam do mnie - smieszna-nazwa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy